Benson wstał, podszedł za plecy Juliany, pochylił się lekko, opierając dłonie na podłokietnikach, i zniżył głowę do jej ucha, by poczuć orzeźwiający, leczniczy zapach jej ciała.
Szaleństwo w jego sercu zostało natychmiast ukojone i uśmiechnął się z satysfakcją: „Wierzę, że pani Leach nie skrzywdziłaby własnego męża”.
Pochylił się tak blisko, że gdy mówił, jego ciepły oddech omiatał ucho Juliany.
To był dla niej wrażliwy punkt.
Juliana odwróciła głowę w bok, rumieniąc się, i podniosła rękę, by pociągnąć za swoje piekące uszy: „Nie zawiodę cię”.
Benson uznał to za urocze, gdy patrzył, jak to robi.
Ta kobieta zeszłej nocy była dzika i szalona, a dziś wyglądała uroczo i łagodnie.
Wszystko w niej zjednywało jego przychylność.
W nocy Juliana znów posłużyła za poduszkę i spała w ramionach Bensona.
Czuła się jak kot, pozwalając Bensonowi się głaskać i wąchać.
...
Następnego dnia wcześnie rano Juliana wyrwała się z objęć Bensona i wyszła, by poćwiczyć w samotności.
Starożytna szkoła medyczna prowadziła nie tylko kursy medyczne, ale także zajęcia z eliksirów oraz starożytnych sztuk walki.
Gdyby nie ufała Stewartowi i Wendy zbyt mocno, nie byliby w stanie zabić Mirandy.
Teraz musiała wzmocnić swoje ciało, by osiągnąć siłę starożytnych sztuk walki Mirandy, aby móc wrócić i dokonać zemsty!
Bez poduszki o leczniczym zapachu Benson również nie mógł spać.
Wstał i przebrał się, po czym stanął przed oknem, patrząc w dół na dziedziniec, gdzie Juliana ćwiczyła wprawnie z morderczym wyrazem twarzy.
Czy to była ta panna „do niczego” z Miasta F?
Philip stanął obok Bensona i zapytał: „Młody panie, czy chcesz, abym prześwietlił młodą panią?”
Benson zerknął na niego chłodno: „Nie ma potrzeby. Ufam jej”.
Był umierającym człowiekiem i nie było potrzeby, by posuwała się do takich kroków.
Nawet jeśli miała ukryte motywy, to nie miało znaczenia.
Cieszył się, że może rozpieszczać swoją kobietę.
Philip poczuł tylko dreszcz na plecach. Pospiesznie skłonił głowę: „Tak jest”.
Zszedł na dół do starszego pana Leacha, który również siedział przed oknem sięgającym od podłogi do sufitu, patrząc na Julianę, która skakała, kopała do tyłu, a następnie lądowała stabilnie.
Jakaż waleczna i piękna!
Philip ukłonił się i powiedział: „Młody pan nie pozwoli prześwietlić młodej pani”.
Starszy pan Leach patrzył z wielkim zainteresowaniem i nawet się nie odwrócił: „To dobrze, że Benson jej ufa. Nie ma potrzeby ukrywać przed nią rzeczy w przyszłości”.
Juliana właśnie skończyła ćwiczyć, gdy jej telefon komórkowy zadzwonił z boku.
To dzwonił Jermaine.
Juliana nie spieszyła się z odebraniem, lecz wzięła ręcznik, by otrzeć pot z twarzy i wzięła mały łyk wody.
Minęły trzy dzwonki, zanim Juliana podniosła słuchawkę.
Gdy tylko odebrała telefon, do jej uszu dobiegł warkot Jermaine'a: „Co robiłaś, że tak długo odbierałaś telefon? Dzwoniłem wczoraj w nocy i nie odebrałaś”.
„Myślisz, że nie jestem już twoim ojcem, bo wyszłaś za mąż?”
Juliana ruszyła w stronę domu: „O co chodzi?”
Jej spokojny głos sprawił, że Jermaine poczuł bezsilność, jakby uderzył pięścią w watę.
Jermaine powiedział głębokim głosem: „Nie oddzwoniłaś, żeby powiedzieć, że jesteś bezpieczna, a my się martwiliśmy. Twoja matka płakała. Przyjedź nas dziś odwiedzić...”
Juliana nie chciała słuchać tych obłudnych słów. Odpowiedziała słabo, po czym rozłączyła się.
Podniosła wzrok i zobaczyła Bensona stojącego w drzwiach, wpatrującego się w nią głęboko: „Dzień dobry, pani Leach”.
Juliana podświadomie wyjaśniła: „To był Jermaine. Kazał mi wrócić do domu”.
















