Benson poczuł nieznane dotąd zagrożenie.
Zaryczał i z wściekłością zamachnął się pięścią na mrocznego demona stojącego przed nim.
Łańcuch na jego nadgarstku zadzwonił metalicznie, napinając się gwałtownie.
Juliana uchyliła się przed ciosem. Nie spieszyła się z atakiem, lecz przemówiła do niego łagodnym głosem:
– Benson, to ja. Uspokój się.
Jednak w uszach Bensona jej głos brzmiał jak głos diabła,
















