**Silas**
Leżałem na łóżku, wpatrując się w sufit i próbując złapać oddech. Słyszałem obok siebie ciężki oddech Roxy. Właśnie uprawialiśmy niesamowicie satysfakcjonujący seks; wiedziała dokładnie, co robić, bym poczuł się jak w niebie. Była ze mną od około pięciu lat, choć nie potrafiłem przypomnieć sobie dokładnego czasu — nie miało to dla mnie znaczenia.
Nigdy nie kochałem żadnej kobiety, nie miałem też pragnienia, by się zakochać. Cieszyłem się życiem, a Roxy dawała mi więcej przyjemności niż jakakolwiek inna, z którą kiedykolwiek byłem. Roxy była atrakcyjna, miała pięknie ukształtowane ciało, długie blond włosy, niebieskie oczy i duże silikonowe implanty. Ale najlepsze w niej było to, jak mnie kochała — nie było rzeczy, której by dla mnie nie zrobiła, a ja czerpałem przyjemność z wykorzystywania jej uczuć.
Gdy odwróciła się na bok i objęła mnie, opierając głowę na mojej piersi, powiedziała: – Było fantastycznie. Naprawdę wiesz, czego potrzebuje kobieta. Oboje się roześmialiśmy, a ja doceniłem to, jak próbowała połechtać moje ego w nadziei, że dzięki temu polubię ją jeszcze bardziej.
Głaskałem ją po plecach, ale tym razem poczułem ukłucie poczucia winy. Wciąż nie znalazłem w sobie odwagi, by powiedzieć jej, że w sobotę się żenię. Wiedziałem, jak zareaguje — wpadnie w szał i będzie płakać. Mogłaby wręcz pomyśleć, że kłamię i w ten sposób próbuję ją porzucić. Byłem jednak przekonany, że ta decyzja miała na celu jej bezpieczeństwo, co musiała zrozumieć.
Byłem uwikłany w konflikt z włoskim Donem, który kosztował już życie dwóch ludzi z naszej grupy. Bezlitośnie zabili tych mężczyzn, a następnie przysłali mi list z informacją, że to dopiero początek. Don pragnął zemsty i zażądał, abym zapłacił za te śmierci, poświęcając kogoś, na kim mi zależy.
Moja rodzina była bezpieczna, tego byłem pewien. Ojciec ostrzegał mnie w kwestii Roxy i chociaż początkowo nieszczególnie mi na niej zależało, przekonał mnie, że muszę ją chronić. Po poważnym namyśle zaproponował rozwiązanie: było dostępnych mnóstwo niechcianych kobiet, które można by zmusić do poślubienia mnie. On mógłby zorganizować wielki, publiczny ślub, a moim jedynym zadaniem byłoby wyglądać na szczęśliwego i sprawiać wrażenie, jakbym ożenił się z miłości.
Włosi chcieli odebrać mi najważniejszą osobę w moim życiu; dlatego też moja żona prawdopodobnie stałaby się ich pierwszym celem. Ten plan uchroniłby Roxy przed krzywdą, zapewniając jej zdrowie i bezpieczeństwo.
Początkowo kłóciłem się z ojcem, sądząc, że Lucchino się na to nie nabierze. Znał mnie dobrze i rozumiał, że ja tylko wykorzystuję kobiety. Jednakże ojciec zapewnił mnie, że weźmie na cel moją prawowitą żonę — osobę, którą szanowałem na tyle, by obdarzyć ją swoim nazwiskiem. Więc się zgodziłem. Chociaż nie kochałem Roxy, uważałem, że zasługiwała na ochronę.
Przygotowałem się na konfrontację, która z pewnością miała nadejść, przypominając sobie, że to wszystko było dla jej dobra. Nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z czarnym rynkiem, więc znalezienie odpowiedniej osoby zajęłoby mi trochę czasu. Mimo że byłem oszołomiony sugestią ojca, nie kwestionowałem jej; poprosiłem go, by znalazł dla mnie kobietę.
Obaj zgodziliśmy się, że ta kobieta musi być kimś zupełnie nowym, by mieć pewność, że Lucchino nie rozpozna mojej ukochanej żony, co mogłoby zrujnować nasz plan. Obawiałem się, że mógłbym poczuć do niej pociąg, więc stworzyłem listę zasad, by utrzymać samego siebie w ryzach.
Zawsze pociągały mnie typy „Barbie” — kobiety noszące mocny makijaż i mające za sobą zabiegi upiększające. Olśniewający, prowokujący wygląd mnie podniecał i często sprawiał, że traciłem rozum. Preferowałem kobiety w szpilkach i krótkich spódniczkach, a w moim mniemaniu idealna kobieta u mojego boku musiała być seksowna i perfekcyjna. Nie interesowały mnie ich umiejętności kulinarne ani inteligencja; liczyły się wyłącznie ich wygląd, ciało i umiejętność zaspokojenia mnie w łóżku.
Początkowo uważałem, że jeśli moja żona będzie miała naturalny wygląd, nie uznam jej za pociągającą i nie zapałam do niej pożądaniem. Mógłbym udawać, że jesteśmy ze sobą szczęśliwi, a jeśli inni chcieliby sprawić mi kłopoty, mogliby ją zabrać i zrobić z nią, co im się podoba. Nie powstrzymywałbym ich przed rozkoszowaniem się zemstą.
Wiedziałem, że przyjechała dzisiaj. Moi rodzice dzwonili do mnie kilka razy, nalegając, bym się z nią zobaczył, ale ona w ogóle mnie nie obchodziła. Uznałem, że wystarczy, jeśli zobaczę ją na ślubie.
Wybrałem dla niej przyjemny pokój w moim domu, myśląc, że na to zasługuje. Obawiałem się, że może czekać ją okrutny los – zginie niewinna lub, co gorsza, zostanie zatrzymana do wykorzystywania przez innych. Ta myśl zmotywowała mnie, by zapewnić jej miłe miejsce do życia.
Wyraziła chęć studiowania, a ja wiedziałem, że nie będę musiał za to długo płacić, więc się zgodziłem. Wspomnieli, że uprawia sport, w dodatku drogi. Zazwyczaj bym tego nie wsparł, ale czułem się trochę winny, że używam zdrowej, młodej dziewicy jako pionka, więc wyraziłem zgodę. Pomyślałem, że i tak nie potrwa to długo.
Nadszedł czas, bym wyszedł. Wstałem i ubrałem się, podczas gdy Roxy założyła szlafrok i mnie obserwowała. Wiedziałem, że moja matka zadba o to, by wieść o moim ślubie rozeszła się szerokim echem. Pojawiłaby się w wiadomościach i gazetach, demonstrując, jak bardzo bogaci są Ashfordowie. Musiałem jej więc powiedzieć, choć tego nie chciałem. Zastanawiałem się, jak jej to wyjaśnić, nie wywołując paniki. Ponieważ jednak nie potrafiłem znaleźć odpowiedniego sposobu na przekazanie tej informacji, postanowiłem przestać się tym przejmować. W końcu to ona istniała dla mnie, a nie na odwrót.
Kiedy byłem gotowy, wziąłem głęboki oddech i spojrzałem na nią.
– Roxy, muszę ci coś powiedzieć – rzekłem.
Zmarszczyła brwi, czekając, aż będę kontynuować.
– Wiesz, jakim życiem żyję, prawda?
Skinęła głową.
– Obawiam się, że wkrótce coś się wydarzy, a ja chcę mieć pewność, że nie zostaniesz w to zamieszana. Wiem, jak cię z tego wyciągnąć, ale to ci się nie spodoba. Jedyne, o co proszę, to żebyś mi zaufała.
– O co chodzi, Silas? – zapytała.
Ponownie westchnąłem.
– W sobotę się żenię.
Jej oczy rozszerzyły się w szoku na moje słowa.
– Co takiego?! – krzyknęła tonem, który aż zabolał mnie w uszy.
















