~ Cassidy ~
Rosalind wybuchnęła dławionym śmiechem, gdy tylko znalazłyśmy się w bezpiecznej odległości, wystarczająco daleko, by mieć pewność, że tamci faceci nie siedzą nam już na ogonie.
Odrzuciła głowę do tyłu i znów się zaśmiała, a dźwięk ten rozpłynął się w nocnym powietrzu. Była dziesiąta wieczorem, a nieliczni przechodnie gapili się na nas, jakbyśmy postradały zmysły.
— Cieszę się, że cię t
















