~Cassidy~
„To miejsce jest... wow” – wymamrotałam, gdy weszłyśmy do środka. Dom miał okna od podłogi aż po sufit, kominek i... cóż, był po prostu idealny.
Ale coś wydawało mi się nie do końca w porządku.
„Więc... skąd wiedziałaś o tym miejscu?” – zapytałam Rosalind, która usiadła na kanapie, podczas gdy ja podeszłam do okna i wpatrywałam się w widok na Hiszpanię.
„Cóż, to jedna z posiadłości Sterlinga” – zachichotała. Skinęłam głową, a potem zamarłam.
Serce mi podeszło do gardła. Co takiego?
„On nie wie, że tu jesteśmy. Mam zapasowe klucze do budynku. To znaczy, po co pytać, skoro mogę po prostu wejść?” – powiedziała Rosalind, rzucając mi spojrzenie z lekkim uśmiechem na twarzy.
„To dom Sterlinga?” – zapytałam powoli. Odwróciła się całkowicie, unosząc brwi.
„Tak, jego”. Jej głos był cichy. „O co chodzi?”
Ucisnęłam nasadę nosa, czując falę niedowierzania. Co do cholery?
„Nie wierzę, że sprowadziłaś mnie akurat do domu Sterlinga” – wymamrotałam. Na litość boską, przecież wie, jaki jest jej brat, a mimo to sprowadziła mnie do jego domu?
Rosalind wyprostowała się, a uśmiech zniknął z jej twarzy. „Właśnie dlatego powiedziałam, że nie ma pojęcia o naszej obecności. Cass, ten twój spór z moim bratem robi się już poważnie niedorzeczny”.
„Och, doprawdy? Uważasz, że to niedorzeczne?” – warknęłam, krzyżując ramiona. „Zapomniałaś już, jak obie wylądowałyśmy w areszcie, a on wyciągnął ciebie za kaucją, zostawiając mnie tam na zmarnowanie?”
Rosalind otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale jej przerwałam. „Albo ten raz, kiedy wbiłyśmy na jego imprezę i zgadnij, kto został o to obwiniony? Ja! Nazwał mnie złym wpływem i kazał mi przestać wciągać cię w 'złe rzeczy'. Zachowuje się, jakbym była czarnym charakterem w twoim życiu”. Zacisnęłam zęby.
„Cass...” – zaczęła Rosalind.
„A teraz sprowadzasz mnie do jego domu? Naprawdę myślisz, że i za to nie zostanę obwiniona?” – zapytałam. Gdybym wiedziała, nie pojechałabym z nią.
No dobra, może i tak bym pojechała. W końcu kto odrzuciłby wycieczkę do Hiszpanii? Ale zarezerwowałybyśmy pokój w hotelu.
Nie tutaj. Nie to.
Rosalind wstała, obeszła kanapę i podeszła do mnie.
„Myliłam się i naprawdę mi przykro. Nie pomyślałam. Chciałam tylko, żebyśmy cieszyły się naszym babskim wypadem, a ten dom jest... no, jest idealny”. Gestem wskazała wnętrze, ale ledwie na nie spojrzałam. „Powinnam była o tym z tobą porozmawiać. Masz rację”.
Westchnęłam.
„Co teraz?” – zapytałam, a jej ramiona opadły.
„Cóż, wciąż możemy tu zostać. On nie wie, że tu jesteśmy. Więc...” – splatała palce.
„Możemy też wyjechać, jeśli chcesz” – dodała.
„Skoro nie wie, że tu jesteśmy, możemy zostać” – wymamrotałam. Cóż, nie zjawiłby się nagle w Hiszpanii teraz, prawda?
Rosalind uśmiechnęła się szeroko, a na jej twarzy dostrzegłam ulgę.
„Nie będziemy chyba siedzieć w środku przez cały dzień, co?” – zapytała z błyskiem w oku. Zacisnęłam usta.
„Proszę, powiedz, że idziemy zwiedzać Barcelonę” – dodała, chwytając mnie za rękę, a ja skinęłam głową trochę zbyt szybko.
„Oczywiście! Że tak” – wymamrotałam, gdy ciągnęłyśmy bagaże do pokoju, w którym miałyśmy spać.
Mimo wszystkiego, co powiedziała Rosalind, wciąż czułam lekki dyskomfort. Świadomość, że dom należy do Sterlinga, po prostu mi nie pasowała.
I do cholery, wiedziałam, że coś musi pójść nie tak. Gdziekolwiek w grę wchodził ten człowiek, zawsze coś szło nie tak.
Po odświeżeniu się postanowiłyśmy zwiedzić okolicę. Przynajmniej powinnyśmy zapoznać się z sąsiedztwem, skoro miałyśmy tu zostać przez miesiąc.
„Jutro pójdziemy zobaczyć wieżę, co?” – zapytała Rosalind, gdy wracałyśmy po przejściu kilku przecznic.
Lekko skinęłam głową.
Rosalind westchnęła i odchyliła głowę do tyłu, czując na twarzy chłodną wieczorną bryzę; zamknęła oczy, a na jej twarzy błąkał się lekki uśmiech.
„Miło jest pooddychać świeżym powietrzem poza Nowym Jorkiem” – westchnęła. Zerknęłam na nią i poszłam w jej ślady, unosząc głowę i wpatrując się w ciemne niebo.
Nagle Rosalind otworzyła oczy i spojrzała na mnie. Widziałam w nich psotny błysk.
„Kto pierwszy wróci do domu, ten dostaje opłacony manicure w najelegantszym salonie w mieście!” – rzuciła i zanim zdążyłam przetworzyć jej słowa, wystrzeliła przed siebie.
Zaśmiałam się, biegnąc za nią. Ale o rany, dziewczyna była cholernie szybka.
Kto wie? Może jednak ta wycieczka mi się spodoba.
Wpadłyśmy na teren posiadłości, a Rosalind pchnęła drzwi i weszła do środka.
Ruszyłam za nią, ale zatrzymała się tak gwałtownie, że wpadłam na jej plecy.
„O co chodzi?” – szepnęłam, widząc, jak krew odpływa jej z twarzy.
Milczała, więc wyjrzałam zza jej ramienia do środka.
I tam był. Siedział w salonie, obracając w dłoni szklankę z czymś ciemnym. Może whisky.
Jego oczy były zimne, a wyraz twarzy nieprzenikniony, gdy dopił resztę trunku i z hukiem odstawił szklankę na stół.
Byłam zdziwiona, że się nie roztrzaskała. Rosalind lekko zadrżała, podczas gdy na mojej twarzy pojawił się grymas.
Sterling.
Diabeł przybył.
















