Zimowa przysięga alfy

Zimowa przysięga alfy

Autor: Vivian_G

Rozdział 2 - Odurzający zapach
Autor: Vivian_G
13 cze 2026
POV Elary Droga do domu watahy minęła szybciej, niż bym chciała, i zanim się obejrzałam, Ryker zatrzymał samochód przed budynkiem. Ryker wysiadł i obszedł auto, otwierając drzwi przed Sloane. Wyciągnął rękę i ostrożnie pomógł swojej partnerce wysiąść. — Sloane, kochanie — powiedział Ryker, całując wierzch jej dłoni. — Zaraz wracam. Czekaj na mnie! Serce mnie zakłuło na dźwięk czułości w jego głosie. Mówił do niej z tak wielką miłością i troską. Sloane skinęła głową, a Ryker wsiadł z powrotem do samochodu i odjechał. Dwie minuty później ciemnowłosy wilk pojawił się obok Sloane. — Gotowa? — zapytał, biorąc jej dłonie w swoje. Sloane zachichotała jak typowa uczennica i zarumieniła się. Odwróciłam wzrok, dając im odrobinę prywatności. Czasami marzyłam o tym, co mieli Sloane i Ryker. Ich miłość była tak czuła i bezwarunkowa. Lekki uśmiech błąkał się w kącikach moich ust na wspomnienie nocy, w której Sloane odkryła, że Ryker jest jej partnerem. Wszyscy byliśmy na polanie, czekając na jej przemianę, kiedy z jej ust wymknęło się to jedno słowo: „mate”. Ryker wystąpił naprzód, odpowiadając na jej wezwanie. Od początku wiedział, że Sloane jest mu przeznaczona. Dowiedział się rok wcześniej i trzymał to w tajemnicy, nie spuszczając jej z oka. Spojrzałam na parę gołąbków. Wysoki, ciemnowłosy wilk obejmował swoją blondwłosą, piękną partnerkę, a jego usta zachłannie spijały pocałunek z jej warg. Sloane pierwsza się odsunęła, spoglądając na mnie z rumieńcem na twarzy. — Przepraszam — bąknęła. — Nie możemy się powstrzymać! — Już się przyzwyczaiłam — uśmiechnęłam się, wykonując gest między nimi. — Nie przejmujcie się. Wzrok Rykera powędrował ku ogromnym, podwójnym drzwiom, a potem z powrotem na nas. — Zaraz zaczynają — ogłosił. Sloane wzięła mnie za rękę i we trójkę ruszyliśmy w stronę wejścia. To samo niepokojące uczucie wypełzło we mnie, a tętno przyspieszyło, ostrzegając mnie, że nie powinno mnie tu być — że nie powinnam przychodzić. Zatrzymaliśmy się kilka stóp przed drzwiami. Ryker puścił dłoń Sloane i otworzył je. Wzięłam głęboki oddech, próbując opanować walące serce i odepchnąć niepokój. Gdy tylko Ryker pchnął skrzydła drzwi, w moje nozdrza uderzył tak odurzający zapach — szarlotka z kruszonką. To był najwspanialszy zapach, jaki kiedykolwiek czułam. Aż ślinka mi ciekła na myśl o tym, by go skosztować. Nagle zapach zaczął mnie dusić, poczułam zawroty głowy. Cofnęłam się mimowolnie, odwracając twarz od tego aromatu i szukając świeżego powietrza. — Co do diabła? — wymruczałam do siebie. Sloane odwróciła się do mnie, a w jej oczach pojawiła się troska. — Wszystko w porządku? — zapytał zaniepokojony Ryker. — J-j-ja nie wiem — wykrztusiłam nerwowo. — Ze środka dobiega ten słodki zapach szarlotki z kruszonką. Jest przytłaczający — wyjaśniłam. Sloane zmrużyła brwi, zdezorientowana, i uniosła nos, wciągając powietrze. — Ja nic nie czuję — powiedziała po chwili. — A ty? — zapytała, spoglądając na Rykera. Ryker w odpowiedzi pokręcił głową. — Nie czuję nic niezwykłego — stwierdził. — Może w kuchni pieką jakieś ciasta i desery — zasugerowała Sloane. — Alfa Corvin wspominał, że bardzo się stara, by uroczyście powitać Cilliana. Skinęłam głową, a zapach nagle osłabł, dając mi odetchnąć. Ruszyłam za Sloane i Rykerem do środka, w stronę sali wspólnej. Było to ogromne pomieszczenie, w którym zazwyczaj odbywały się uroczystości i zebrania watahy; tej nocy wyglądało jednak jak sala balowa godna króla. — Wow! — westchnęła Sloane. — Po prostu wow! — Robi wrażenie, to prawda — odparłam, wodząc wzrokiem od ścian po sufit. Alfa Corvin naprawdę pięknie udekorował to miejsce. Dotarliśmy w samą porę, by zobaczyć, jak Alfa Corvin schodzi ze sceny, a chwilę później znów rozbrzmiała muzyka. Przesunęłam wzrokiem po morzu ludzi, mając nadzieję, że dostrzegę Cila, ale nigdzie go nie było. Czyżby już wyszedł? — Chodźmy potańczyć — powiedziała Sloane, przerywając moje myśli i łapiąc mnie za rękę. Byliśmy na parkiecie około godziny, gdy Sloane oznajmiła, że musi iść do toalety. — Wygląda na to, że jednak dobrze się bawisz — zauważyła Sloane, gdy szłyśmy w stronę wyjścia. — Wiesz, że uwielbiam tańczyć — odparłam. Czułam się bardziej sobą, a mój niepokój dawno minął. — Tak, wiem — zaćwierkała radośnie. — Ale wiesz, że każdy wolny wilk cię pożerał wzrokiem! Byłam zaskoczona jej słowami. Nawet nie zauważyłam, że ludzie na mnie patrzą. — Cóż, jeśli tak — powiedziałam z goryczą — to są tchórzami, skoro żaden nie poprosił mnie do tańca. — Może to i lepiej — stwierdziła Sloane, popychając drzwi do toalety. — Obie wiemy, że jesteś o niebo lepsza od nich. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Sloane zawsze wiedziała, jak mnie pocieszyć. Ale głęboko w środku wiedziałam, że to nieprawda. Gdziekolwiek się pojawiam, członkowie watahy ignorują moje istnienie — nawet na mnie nie spojrzą. Czasami marzyłam, by ludzie po prostu mnie zauważyli. Nie zniknęłam. Wciąż tu byłam i byłam częścią watahy. Obok mnie przeszła grupa dziesięciu młodych dorosłych, kierując się do wyjścia z budynku. Byli moimi przyjaciółmi przed moimi urodzinami. Należałam do tej grupy, a ranga Bety sprawiała, że byłam popularna. Westchnęłam. Dlaczego byłam częścią watahy, która nie akceptowała mnie taką, jaka jestem? Serce mnie zakłuło, a dłonie powędrowały do piersi. Bolesne uczucie sprawiło, że poczułam w środku odrętwienie. — Chcesz iść do domu? — zapytała Sloane, biorąc mnie za rękę. Podniosłam wzrok, a Sloane uśmiechnęła się do mnie ciepło, ścierając z mojej twarzy gorące łzy, o których istnieniu nawet nie wiedziałam. Pokręciłam głową. Gdybym teraz wróciła do domu, rodzice pomyśleliby, że coś się stało, a nie byłam w nastroju na odpowiadanie na ich pytania. — Nie — szepnęłam. — Daj mi tylko minutę. Sloane delikatnie poklepała mnie po ramieniu, dając mi czas na zebranie myśli. — Lepiej? — zapytała, a ja posłałam jej słaby uśmiech, wyczuwając litość w jej oczach. Powoli ruszyłam za nią z powrotem do sali wspólnej, ale gdy tylko mijałyśmy podwójne drzwi prowadzące do ogrodów, zamarłam. To było tak, jakby wszystko we mnie krzyczało, by wyjść na zewnątrz. I znów poczułam ten słodki zapach szarlotki z kruszonką. — Co się dzieje, Era? — zapytała Sloane, spoglądając na drzwi. — Dziwnie się zachowujesz. Powoli odwróciłam wzrok, by spojrzeć na nią, a ona z głośnym wdechem przyłożyła dłonie do ust, cofając się o krok. — Wszystko w porządku — powiedziałam, choć mój głos brzmiał w moich uszach wyżej niż zwykle. — Muszę tylko coś sprawdzić. Dołączę do ciebie za kilka minut! Sloane mrugnęła kilka razy, zanim zareagowała. Potem obróciła się na pięcie i pognała w stronę sali wspólnej, jakby ktoś ją gonił. Gdy tylko zniknęła mi z oczu, zwróciłam się w stronę drzwi. To, co stało się później, sprawiło, że mój świat zawirował bez kontroli. ****

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 2 - Odurzający zapach – Zimowa przysięga alfy | Czytaj powieści online na beletrystyka