POV Elary
Chłodny, jesienny powiew wyrwał mnie z transu, a ja pisnęłam z przerażenia, gdy drzwi za mną się zamknęły.
Pokręciłam głową, zdezorientowana, omiatając wzrokiem ogrody.
Dlaczego poczułam taką potrzebę, by tu przyjść? Na zewnątrz nie było nic niezwykłego. Panowała cisza, jeśli nie liczyć mojego walącego serca.
Ten potężny magnetyzm był nie do odparcia. Zrobiłam krok do przodu.
W końcu dotarłam do wielkiej fontanny pośrodku ogrodów i usiadłam na zimnej, białej marmurowej ławce, patrząc na wodę.
Westchnęłam.
Czy ja tracę zmysły?
Podniosłam wzrok na rzeźbę Matki Księżyc, stojącą w centrum ogromnej misy.
Stała tam opiekuńczo pośród potężnych wilków wyjących do księżyca.
— Dlaczego odebrałaś mi moją wilczycę? — szepnęłam.
Odpowiedziała mi niepokojąca cisza, a moja złość wymknęła się spod kontroli.
Zerwałam się na równe nogi, gdy gniew i ból przeszyły moją klatkę piersiową.
— Dlaczego mnie tak ukarałaś? — krzyknęłam i upadłam na kolana. — Czy nie jestem dość czysta, by zostać pobłogosławiona jednym z twoich stworzeń? Czy nie jestem dość silna, by je mieć?
Zaszlochałam niekontrolowanie, uwalniając wszystkie emocje, które tłumiłam w sobie przez ostatnie tygodnie.
— Po co mnie tu sprowadziłaś? — zapytałam, wycierając twarz.
Zimny posąg wpatrywał się we mnie z tym samym chłodnym uśmiechem co zawsze.
— Powiedz mi! — zażądałam gniewnie. — Powiedz mi, dlaczego tu jestem!
Moje krzyki odbijały się echem w ciszy nocy, mącąc spokój leśnej zwierzyny.
Westchnęłam, podnosząc się z kolan.
— Powinnam była wiedzieć, że mi nie odpowiesz! — rzuciłam z jadem.
Odwróciłam się, by odejść z powrotem w stronę domu watahy.
Pędziłam ścieżką przez ogrody, mając oczy zamglone od łez. Zwolniłam dopiero, gdy budynek ukazał się w zasięgu wzroku. Wycierałam twarz dłońmi — mój makijaż na pewno był rozmazany od tego płaczu.
Wyciągnęłam rękę, by otworzyć drzwi, gdy ten sam odurzający zapach szarlotki z kruszonką zaatakował mój nos.
Zamarłam z dłonią zaciśniętą na klamce, a mój oddech przyspieszył.
— Mate! — znajomy, ochrypły głos Cila rozległ się za moimi plecami, wysyłając przyjemne dreszcze aż do głębi mojej duszy.
— To niemożliwe — szepnęłam, zamykając oczy i przełykając gulę w gardle.
To musi być jakiś sen. Muszę to sobie wyobrażać!
Słyszałam, jak Cil podchodzi bliżej, i pisnęłam z przerażenia, gdy nagle wyciągnął ramiona, opierając je o drzwi.
Zadrżałam wyraźnie, czując jego ciepły oddech na boku szyi.
Przez kilka dziwnych sekund oboje staliśmy w bezruchu.
Nie wiedziałam, co robić.
Czy Cil czekał, aż odpowiem na jego wezwanie? Nie miałam wilczycy, która mogłaby mi potwierdzić, czy to prawda!
Powoli puściłam klamkę, by odwrócić się twarzą do niego.
Westchnęłam z zaskoczenia, widząc jego potężną sylwetkę górującą nad moim drobnym ciałem. Jego ogromne bicepsy napinały się pod czarną, dopasowaną koszulką.
Miał zamknięte oczy, a na jego ustach błąkał się lekki, filuterny uśmiech.
Czy cieszył się, że mnie znalazł?
Oczy Cila nagle się otworzyły, a ja napotkałam głębokie jeziora ciemności wpatrujące się we mnie.
Przestraszona cofnęłam się gwałtownie, uderzając plecami o drzwi — jego wilk musiał przejąć kontrolę.
Cil nie próbował się odsunąć ani mnie puścić. Zamiast tego zmrużył brwi i przechylił głowę.
Czy próbował mnie przejrzeć?
Czy zamierzał mnie odrzucić?
— Po co ten pośpiech, mała partnerko? — zapytał, poruszając głową na boki.
— Nie, nie, żaden pośpiech — wymruczałam nerwowo pod nosem. Bliskość Cila wywoływała we mnie nieznane dotąd uczucia.
Ręka Cila powędrowała do mojej twarzy. Wzdrygnęłam się na jego dotyk, gdy ostrożnie odgarnął zabłąkany kosmyk włosów z mojego czoła.
Czy ja właśnie poczułam iskry?
— Dlaczego się mnie boisz, mała partnerko? — zapytał, a jego ochrypły głos był pełen emocji.
— J-j-ja się nie boję — wykrztusiłam nerwowo. — J-j-ja tylko...
Cil zbliżył głowę do mojego karku, wysunął kły i musnął miejsce mojego przyszłego znaku. Zadrżałam, czując, jak nogi uginają się pode mną. Powoli odsunął głowę i otwarcie wziął głęboki, długi wdech mojego zapachu.
— Ahh — powiedział podekscytowany, oblizując wargi. — Pachniesz tak cholernie pysznie.
Przez chwilę zastanawiałam się, czym ja właściwie pachnę, ale zanim zdążyłam zapytać, zarzucił mnie sobie przez ramię i pobiegł w stronę lasu.
Nie odbiegł zbyt głęboko. Słyszałam szum pobliskiej wody.
Kilka minut później ukazała się chata, a Cil wbiegł po kilku schodkach do drzwi.
Ostrożnie mnie postawił, oplótł ramieniem moją talię i pchnął drzwi.
Cil wziął mnie na ręce i wniósł do środka.
— Gdzie jesteśmy? — zapytałam, gdy w końcu odzyskałam głos. Byłam zbyt zszokowana, by o cokolwiek pytać czy nawet krzyczeć, gdy ze mną uciekał.
Cil zapalił światło.
— Apex Lodge — powiedział, sadzając mnie na kanapie. — Przychodziłem tu, kiedy potrzebowałem odpoczynku od rzeczywistości.
Skinęłam głową ze zrozumieniem. Też miałam swoje specjalne miejsce nad rzeką, gdzie się chowałam i tylko Sloane wiedziała, gdzie mnie szukać.
Cil ściągnął koszulkę przez głowę i rzucił ją na podłogę, po czym podszedł do kominka, kucnął i rozpalił ogień.
Przez kilka minut Cil po prostu wpatrywał się w płomienie, nie mówiąc ani słowa.
O czym myślał?
Czy myślał o odrzuceniu mnie?
Spojrzałam w stronę okna, słysząc, jak wiatr na zewnątrz przybiera na sile.
Czy nadchodziła burza? Kilka minut temu niebo było czyste, a księżyc wisiał nisko nad horyzontem.
— Alfo Cillianie — zawołałam nerwowo.
— Cil — powiedział, wstając. — Mów mi Cil.
— Uhm, Cil — wymruczałam. — Myślę, że powinieneś odwieźć mnie do domu watahy. Wygląda na to, że zaraz będzie padać.
Cil pokręcił głową i podszedł bliżej. Oparł dłonie na oparciu kanapy, więżąc mnie między swoimi ramionami.
— Zaraz będzie padał śnieg — powiedział radośnie.
— Śnieg? — krzyknęłam, szeroko otwierając oczy.
— Tak, śnieg. Zobacz — zachęcił mnie z uśmiechem.
Cil odsunął się, robiąc mi miejsce. Gdy tylko wstałam, podbiegłam do drzwi i otworzyłam je na oścież.
Zamarłam z wrażenia — wszystko było już pokryte co najmniej metrową warstwą śniegu.
— Jak to możliwe? — pisnęłam. Nigdy wcześniej tu nie śnieżyło.
Cil posłał mi łobuzerski uśmiech i z jakiegoś powodu już znałam odpowiedź. To musiał być sprawka jego wilka.
— To dzieje się tylko wtedy, gdy ktoś z naszej linii znajduje swoją prawdziwą, przeznaczoną partnerkę — powiedział dumnie, a jego oczy znów przybrały piękny, szary kolor.
— Cil? — szepnęłam, rozkoszując się tym, jak jego imię brzmi na moich wargach.
— Tak, kochanie — powiedział, otwierając dla mnie ramiona. — Chodź do mnie.
Zawahałam się przez moment, zanim nogi same zaniosły mnie w jego stronę, jakby były do tego zmuszone.
Gdy tylko znalazłam się w jego objęciach, przyciągnął mnie do swojej piersi, a jego ciepły zapach szarlotki z kruszonką mnie otulił. To była czysta błogość; to był dom.
Westchnęłam z zadowoleniem, czując się akceptowana i kochana.
Cil ostrożnie uniósł mój podbródek palcem wskazującym, szukając mojego wzroku.
Czy szukał aprobaty?
Jego wzrok spoczął na moich ustach, sprawiając, że zaczęłam drżeć z nerwów.
Czy zamierzał mnie pocałować? Tak bardzo chciałam go posmakować.
„Cholera!” — jęknęłam w duchu, odurzona zapachem Cila. Otępiał moje zmysły, sprawiając, że czułam i pragnęłam rzeczy, o których wcześniej nie miałam pojęcia.
Oddech mi zamarł, gdy Cil obniżył wzrok, a jego miętowy oddech omiótł moją twarz. Jego usta dzieliły od moich tylko cale; czułam bijące od nich ciepło.
Moje ciało spięło się w oczekiwaniu, a wilgoć bezwiednie zwilżyła moją bieliznę.
Oczy Cila pociemniały, a on oblizał wargi. Musiał wyczuć moje podniecenie.
— Pachniesz tak apetycznie — szepnął ochryple. — Chcę cię! Całej ciebie! Chcę być w tobie!
Moja twarz zapłonęła, a gorąco rozlało się aż do podbrzusza.
Tak bardzo chciałam, żeby mnie dotknął. Chciałam czuć jego dłonie błądzące po moim ciele, obrysowujące każdą moją krzywiznę.
— Mogę? — zapytał Cil, a ja przez chwilę byłam zdezorientowana.
Czy pytał, czy może mnie pocałować? Czy się ze mną kochać? Czy jedno i drugie?
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, usta Cila spoczęły na moich, kradnąc mój pierwszy pocałunek, a ja rozpłynęłam się w jego ramionach.
Cil uniósł mnie, nie przerywając pocałunku, zaniósł po schodach do pokoju i położył na łóżku.
Jęknęłam cicho, gdy się odsunął — chciałam więcej!
— Spokojnie, mała partnerko — powiedział z uśmiechem. — Nigdzie się nie wybieram!
Cil odwrócił się do komody i zdjął kurtkę, podczas gdy mój wzrok błądził po wnętrzu pokoju.
Pokój był czysty i schludny, ściany zdobiły proste dekoracje, ale co ciekawe, nie było w nim zapachu żadnej innej wilczycy.
Cil podszedł bliżej i usiadł obok mnie, biorąc moje dłonie w swoje, a ja zawahałam się przez chwilę.
— O co chodzi? — zapytałam.
— Nie wiem, jak to powiedzieć — zaczął, pocierając tył głowy.
Czy oprzytomniał i zauważył, że nie mam wilczycy? Czy on-?
— Nigdy wcześniej się z nikim nie kochałem — powiedział, spoglądając na mnie spod rzęs z zawstydzeniem.
Moje serce niemal wyskoczyło z piersi. Cil czekał! Czekał na mnie!
Instynktownie ujęłam jego twarz w dłonie, a na moje usta wypłynął lekki, pełen ulgi uśmiech.
— Ja też nie — powiedziałam, czując, jak palą mnie policzki.
Cil przycisnął swoje usta do moich i delikatnie pchnął mnie na łóżko. Wyglądał jak chłopiec otwierający wyczekiwany prezent pod choinką, a jego ręce błądziły i odkrywały moje ciało.
To było takie dobre. Takie właściwe. To czyniło mnie tak szczęśliwą!
Gdybym tylko wiedziała, że ta radosna chwila skończy się w mgnieniu oka.
****
















