POV Elary
Obudziłem się z hukiem, a mój budzik wykrzykiwał obok mnie czerwone cyfry.
08:30.
Moje oczy się rozszerzyły.
Spóźniłam się na trening! Wysoczyłam z łóżka i wylądowałam na nogach z jękiem.
— Kurwa! — zaklęłam pod nosem.
Moje ciało czuło się tak, jakby przejechał po nim spychacz. Wszystko mnie bolało, a piersi były wrażliwe i nabrzmiałe.
Zmarszczyłam brwi, zdezorientowana, próbując przypomnieć sobie, co wydarzyło się zeszłej nocy.
Powoli ruszyłam w stronę łazienki, czując tkliwość między nogami.
Czy ja...?
Odepchnęłam te myśli tak szybko, jak się pojawiły. Nie mogłam — czyżby?
— Cholera! — syknęłam pod nosem, wzdrygając się, gdy zobaczyłam swoje odbicie w lustrze.
Mój kark był pokryty siniakami we wszystkich kolorach i rozmiarach, które ciągnęły się aż do piersi i brzucha.
Malinki! Co do diabła! Kto mi to zrobił i dlaczego?
Westchnęłam sfrustrowana. Nie było mowy, żebym poszła na trening wyglądając w ten sposób.
Przetarłam twarz dłonią, kręcąc głową z niedowierzaniem.
— Jak wróciłam do swojego pokoju? — wymruczałam do siebie. — Czy nie utknęłam w chacie Apex pod grubą warstwą śniegu?
Ostrożnie odwróciłam się i odkręciłam kran pod prysznicem, mając nadzieję, że to pomoże mi odzyskać wspomnienia zeszłej nocy.
Mój wzrok padł na małą czarną sukienkę, którą Sloane wybrała dla mnie tamtego wieczoru.
— Kto mnie przebrał? — Wszystko było trochę zagmatwane.
Wyciągnęłam rękę i złapałam sukienkę, wyczuwając na tkaninie słaby, znajomy zapach.
Wspomnienia zeszłej nocy zalały mnie falą, a ja krzyknęłam z zaskoczenia, odrzucając sukienkę na bok, jakby mnie oparzyła.
Cil odebrał moją niewinność i mój pierwszy pocałunek.
— Cil jest moim partnerem — szepnęłam do siebie.
Serce waliło mi w piersi, a w żołądku czułam rewolucję.
— Cil jest moim przeznaczonym partnerem?
Wiedziałam, że to nie jest pytanie, ale nawet ta myśl brzmiała w moich uszach surrealistycznie.
Podniosłam sukienkę, wrzuciłam ją do kosza na pranie i weszłam pod prysznic.
Stękałam i jęczałam przy każdym ruchu, myjąc moje obolałe ciało.
Kiedy w końcu skończyłam, wróciłam do pokoju, by się ubrać. Wiedziałam, że mam kłopoty przez spóźnienie na trening, i teraz rozważałam po prostu jego odpuszczenie.
— W końcu! — Gniewny głos Sloane zadudnił mi w uszach, a ja krzyknęłam z zaskoczenia, widząc ją siedzącą na moim łóżku.
— Gdzie ty się podziewałaś zeszłej nocy? — wrzasnęła na mnie rozeźlona. — Ryker i ja szukaliśmy cię wszędzie! Umieraliśmy ze strachu! Dlaczego zablokowałaś więź? Jak wróciłaś do domu i co to za ślady na twoim karku?
Kiedy Sloane w końcu skończyła na mnie krzyczeć, jej gniew nieco opadł.
— To długa historia — powiedziałam. — Taka, której nie mogę ci teraz opowiedzieć. Już i tak jestem spóźniona na trening.
Sloane fuknęła, przewracając oczami, a ja w odpowiedzi zmrużyłam brwi, zdezorientowana.
— Trening został dziś rano odwołany — powiedziała. — Gdybyś miała otwartą więź, wiedziałabyś, że Alfa Corvin dał wszystkim wolne.
— Odwołał trening? — zapytałam zdziwiona. Mój wzrok padł na budzik. Byłam pewna, że nastawiłam go na 6:00 rano, a jednak zadzwonił o 8:30.
Czy to Cil zmienił godzinę? Czy wiedział, że będę wykończona po wczorajszej nocy?
— Tak — kontynuowała Sloane, znów wyraźnie poirytowana. — W nocy spadł śnieg.
Moje serce zabiło mocniej. To nie był sen; to wydarzyło się naprawdę.
— Nie śnieżyło tu od ponad dwudziestu pięciu lat — powiedziała Sloane, pogrążona w myślach. — Alfa Corvin powiedział, żeby się nie martwić. Wyglądał na... zadowolonego z tego powodu.
— Och — tylko tyle zdołało wymknąć się z moich ust.
— Tak — dodała Sloane, mrużąc brwi w zamyśleniu. — Powiedział, że powinniśmy to świętować i cieszyć się śniegiem, a nie przejmować. Nadchodzą zmiany.
Skinęłam głową ze zrozumieniem i ruszyłam do garderoby.
Musiałam znaleźć ubrania, które ukryją wszystkie dowody zeszłej nocy.
W końcu zdecydowałam się na czekoladowy golf i wygodne białe jeansy.
Szybko ubrałam się w garderobie, starając się ukryć resztę śladów przed Sloane. Zasypałaby mnie pytaniami, gdyby podejrzewała, że znalazłam partnera. A jeśli usłyszy, że to Cil, nigdy nie da mi spokoju.
Wychodząc, złapałam parę białych sneakersów i usiadłam na łóżku.
Sloane siedziała cicho w kącie pokoju, przeglądając stary magazyn.
— Skończyłaś już ignorować moje pytania? — zapytała, opuszczając gazetę.
Przerwałam to, co robiłam, i opuściłam ramiona. Wiedziałam, że Sloane chce dla mnie jak najlepiej, ale co miałam jej powiedzieć? Prawdę? Nie byłam na to gotowa i sama do końca nie wiedziałam, co się właściwie stało.
— Nie ma o czym opowiadać — powiedziałam, ignorując prawdę. — Nie czułam się dobrze i wyszłam na świeże powietrze. Musiałam stracić poczucie czasu i po prostu wróciłam do domu.
Sloane przewróciła oczami, nie wierząc w ani jedno moje słowo.
— Więc jak wyjaśnisz te malinki na całej szyi? — zapytała.
— Ukąszenia komarów — palnęłam bez myślenia.
Sloane odrzuciła głowę do tyłu i wybuchnęła śmiechem.
— Spróbuj jeszcze raz — powiedziała, ocierając łzy rozbawienia. — Może wtedy ci uwierzę.
— Dobra — rzuciłam. — To wysypka. Wpadłam na trujący bluszcz.
To sprawiło, że Sloane zgięła się wpół ze śmiechu, kręcąc głową.
— Może powinnaś rzucić treningi wojowników i zająć się stand-upem — wykrztusiła między salwami śmiechu.
Fuknęłam poirytowana i poczułam zażenowanie. Sloane widziała mnie na wylot. Kłamanie jej w niczym nie pomagało. Prędzej czy później i tak pozna prawdę.
Splotłam ramiona na piersi, czekając, aż przestanie się śmiać.
— To nie jest zabawne — powiedziałam w końcu, gdy nieco się uspokoiła.
— Jest! — sprzeciwiła się Sloane. — Nikt nie uwierzyłby w te bzdury, które przed chwilą wyprodukowałaś. W nocy spadł śnieg; żaden komar nie odważyłby się wyjść na zewnątrz, a na terytorium watahy nie mamy trującego bluszczu.
Milczałam, zastanawiając się, co powiedzieć dalej.
— Dobra — poddałam się. — To malinki. Nie chodzi o to, że nie chcę ci powiedzieć; po prostu sama nie wiem, co ci powiedzieć.
— To zacznij od początku! — ponagliła Sloane, rzucając magazyn na stolik nocny.
Jak mam powiedzieć najlepszej przyjaciółce, że jestem partnerką przyszłego Alfy?
Zamknęłam oczy, modląc się w duchu. To nie był właściwy moment.
— Nie mogę — powiedziałam w końcu. — Sprawy są teraz trochę skomplikowane. Obiecuję, że powiem ci wszystko, kiedy nadejdzie czas.
Sloane chciała coś dodać, ale ją powstrzymałam.
— Sama jeszcze nie rozumiem, co się stało zeszłej nocy — przyznałam, mając nadzieję, że wkrótce się tego dowiem.
Twarz Sloane spochmurniała; nagle zrobiło jej się smutno, że trzymam to w tajemnicy.
Zmniejszyłam dystans między nami, kucając przy krześle, na którym siedziała.
— Sloane — zaczęłam. — Jesteś moją najlepszą przyjaciółką i dowiesz się jako pierwsza. Po prostu zaufaj mi, gdy mówię, że nie mogę ci teraz powiedzieć. Muszę to najpierw poukładać w sobie, zanim podzielę się tym sekretem.
Sloane skinęła głową i posłała mi słaby uśmiech.
Nie lubiłam mieć przed nią tajemnic, ale w najśmielszych snach nie podejrzewałam, że mój sekret tak szybko wyjdzie na jaw.
****
















