Gemma weszła do środka po otrzymaniu przepustki od mężczyzn z ochrony.
Zauważyła, jak się jej przyglądają, ale nie miała pojęcia, dlaczego to robią.
Jeden posunął się nawet do stwierdzenia, że jest bardzo piękną kobietą, co przyjęła jako komplement.
Gemma podziękowała mu z wdzięcznością. Nie miała pojęcia, że pożerał wzrokiem jej wygląd.
Dziewczyna miała krągłości, które mogłyby zabijać, i niewinną twarz, która mogłaby skłonić mężczyznę do grzechu. Mimo że była ubrana w najbardziej skromną z sukienek, jakie kiedykolwiek widzieli, wciąż nie oddawała ona sprawiedliwości kształtom ukrytym pod spodem.
Jej twarz promieniała niewinnością, a oczy miały czysty blask, gdy trzepotała rzęsami. Miała usta w kształcie migdała, a jej jasna cera podkreślała blond włosy upięte w schludny kok.
Gemma podeszła do ganku oddzielającego główny dom od kwater służby. Strażnicy skierowali ją właśnie w tę stronę.
Zapukała do drzwi, a ze środka wyszła starsza pani z zawiązanym fartuchem.
"Dzień dobry" – przywitała się kobieta z łagodnym uśmiechem. "W czym mogę pomóc?" – zapytała, lustrując Gemmę od stóp do głów i zastanawiając się, co ona tu robi.
"Nazywam się Gemma i jestem nową gospodynią, którą tu przydzielono" – wyjaśniła, po czym pokazała starszej pani dokumenty.
Agata wzięła papiery do ręki i przyglądała się im przez dłuższą chwilę.
"Ach... to ty zostałaś przysłana, by zastąpić Ilarię!" – zawołała. "Witaj. Wejdź do środka, pokażę ci twój pokój". Odsunęła się, pozwalając Gemmie wejść.
"Dziękuję" – zawtórowała Gemma, wchodząc za kobietą.
"Lorenzo wyszedł do pracy" – wyjaśniła Agata. "Ale poznasz go później. Oprowadzę cię po domu, żebyś mogła przyzwyczaić się do miejsca pracy".
Gemma uśmiechnęła się, ujęta dobrocią kobiety.
Nie spodziewała się, że będzie aż tak miła. Wspaniale było mieć tu kogoś, kto się nią zaopiekuje.
Kolejne godziny upłynęły Agacie na oprowadzaniu Gemmy po posiadłości.
Gdyby nie pomoc Agaty, pewnie już dawno by się zgubiła. Dom był tak ogromny, że aż ją przerażał. Jak to możliwe, że właściciel mieszka tu zupełnie sam?
"A co z jego żoną i dziećmi?" – zapytała Gemma w pewnym momencie wycieczki, ale twarz Agaty natychmiast spoważniała. Gemma była zdezorientowana nagłą reakcją, ale wciąż patrzyła na nią wyczekująco.
"Nie jest żonaty. Nie ma też dzieci. Gardzi nimi. Nie chce mieć z nimi absolutnie nic wspólnego" – przyznała Agata z bólem w oczach.
Jej szef był bardzo miłym człowiekiem, ale z jakiegoś powodu wolał zapraszać kobiety do łóżka niż do wspólnego życia.
"Czym tu gardzić?" – zapytała niewinnie Gemma. "Dzieci to błogosławieństwo z góry. W domu uczono nas, że dzieci są Bożym darem dla ludzkości. Są owocem miłości, którą dzielą mąż i żona".
Agata patrzyła na Gemmę, gdy ta mówiła. Była zafascynowana jej sposobem postrzegania świata. Było widać, że dziewczyna nie stąd pochodzi.
Jak na swój wiek, była dość inteligentna i całkiem bystra.
"Dlaczego tu jesteś, Gemmo? W tym mieście, mam na myśli" – zapytała Agata, gdy skończyły zwiedzanie domu. Zauważyła, jak Gemma rumieni się na to pytanie.
"Przyjechałam tutaj, żeby iść na studia" – odpowiedziała zgodnie z prawdą. "Dorastałam w klasztorze. Moja siostra i ja byłyśmy sierotami, które przygarnęły zakonnice, i tam też zostałyśmy wychowane". Jej oczy rozbłysły, gdy o tym mówiła.
Zawsze chętnie opowiadała o domu. Przypominało jej to o tamtejszych ludziach, dzięki czemu nie czuła się już samotna.
"Życie w klasztorze było dobre, ale chciałam coś osiągnąć sama. Skończyłam tam liceum i chciałam iść na studia, a żeby to się stało, potrzebowałam pracy, więc złożyłam podanie i tak dostałam tę posadę" – wyjaśniła, a Agata skinęła głową ze zrozumieniem.
"Zawsze dobrze jest mieć marzenia, Gemmo, i cieszę się, że ty je masz".
"Dziękuję bardzo, pani Agato. Jest pani bardzo miła" – pochwaliła, wywołując chichot starszej pani.
"Pozwól, że cię zakwateruję, zanim zaczniemy przygotowania do kolacji" – zaproponowała Agata, prowadząc w stronę kwater służby, z Gemmą podążającą za nią.
"Ilu służących jest w tym domu?"
Agata zmarszczyła brwi w głębokim namyśle. "Zapewniam cię, że więcej niż dziesięcioro, ale my zajmujemy się kuchnią. Reszta wykonuje inne prace w domu. Lorenzo ma problemy z zaufaniem, więc zwykle nie gości zbyt wielu osób".
"Och" – bąknęła Gemma ze zdziwieniem, wychodząc z wielkiego Palazzo.
*.*.*
Lorenzo pracował w biurze nad jakimiś aktami. Musiał skończyć zaległy projekt i zdjąć sobie z głowy trochę obowiązków. Ten projekt oznaczał dla niego większe możliwości i nie mógł pozwolić, by mu się wymknął.
"Witaj, Lorenzo!" – zawołał ktoś zmysłowym głosem, wchodząc do jego gabinetu. Był tak zajęty, że nie zauważył, iż ma towarzystwo.
Lorenzo natychmiast rozpoznał ten głos. Rozpoznałby go nawet w piekle. Ten głos potrafił robić z nim dziwne rzeczy, więc doskonale wiedział, do kogo należy.
"Silvia" – jego głos nagle stał się niski.
"Co robisz w L.A.? Myślałem, że wrócisz dopiero za dwa tygodnie?"
Obeszła stół i usiadła na blacie naprzeciwko niego.
Lorenzo nie mógł nie zauważyć, jak pięknie wyglądała. Miała na sobie krótką czerwoną sukienkę i srebrne szpilki. Jej usta były pomalowane czerwoną szminką, a włosy były lekko wilgotne. Prawie tak, jakby prosto z basenu przyszła się z nim zobaczyć.
Silvia potrafiła świetnie wyglądać w każdej stylizacji, więc nie był zaskoczony. Była niesamowicie piękną kobietą.
"Tęskniłeś?" – przysunęła twarz bliżej jego twarzy, celowo przy tym eksponując dekolt.
"Co mogę powiedzieć? Robisz to lepiej niż jakakolwiek inna kobieta w Los Angeles" – wyznał z półuśmiechem.
"Może sprawię, że poczujesz się lepiej? Jak za starych dobrych czasów?" – zasugerowała, liżąc jego ucho, podczas gdy jego dłonie powoli rozchylały jej nogi, odsłaniając kobiecość. Nie miała na sobie majtek.
"Dokładnie tak, jak lubisz" – odpowiedziała na pytanie wiszące w jego umyśle, gdy spojrzał w dół.
"Jesteś jedyną, która mnie rozumie, Silvio. Dzięki, że wróciłaś" – szepnął, po czym wpity się w jej usta.
Zadrżała, gdy jego dłonie zetknęły się z jej łechtaczką spod sukni.
Lorenzo potrafił rozpalić w niej ogień jednym dotykiem.
Wygięła się do przodu, wystawiając łechtaczkę na pastwę jego palców. Tęskniła za tym. Tęskniła za nim. Przez cały lot miała tylko jedną myśl. Uczynić Lorenzo swoim, a teraz, gdy była z nim, nie zamierzała go puścić.
Lorenzo wsunął palce w jej ciasną pochwę, sprawiając, że zaczęła pulsować. Zadrżała, gdy kontynuował uderzenia palcami w jej wnętrze.
"Kurwa!" – wykrztusiła. Jej dłonie na stole drżały, gdy próbowała utrzymać równowagę. To było więcej, niż się spodziewała.
"Jak bardzo za mną tęskniłaś?" – zapytał ochrypłym głosem, zniżając twarz, by ssać skórę tuż pod jej szyją.
Silvia krzyknęła w ekstazie.
"Wiedziałem, Silvio. Tam też działasz odurzająco" – stęknął niskim głosem.
"Lorenzo!" – głos Silvii brzmiał jak błaganie, ale powinna wiedzieć, że Lorenzo nie przestanie tak szybko. W końcu sama o to prosiła.
"Powiedz mi, Silvio" – nakłaniał ją. "Powiedz mi, jak bardzo tęskniłaś za moim kutasem w tobie".
"Tę-tęskniłam..." – urwała z zamkniętymi oczami.
"Przestanę cię dotykać, jeśli nie powiesz mi tego, co chcę usłyszeć" – pstryknął palcami w jej łechtaczkę, a ona doznała niekontrolowanego skurczu.
Kiedy nie odpowiedziała, Lorenzo spróbował wycofać palce, ale ona przytrzymała je na miejscu.
"Nawet nie waż się przestać!" – rozkazała głosem przepełnionym czystym podnieceniem.
"Przestać co?" – zapytał z przebiegłym uśmiechem na twarzy, wpatrując się w nią.
"Nie przestawaj mnie dotykać, Lorenzo. Proszę, pieprz mnie!" – powiedziała drżącym głosem, który wysłał miliony sygnałów do jego członka.
"To właśnie chciałem usłyszeć, Silvio" – przyznał, po czym odchylił jej głowę na stół, wystawiając jej cipkę prosto przed swoją twarz.
Lorenzo uniósł jej nogi i zatopił twarz w jej kobiecości.
"Lorenzo!" – krzyknęła, próbując się od niego odsunąć, ale trzymał ją mocno. Wziął mały pączek do ust i ssał go, dbając o to, by językiem zebrać wszystkie soki. Przejechał językiem po łechtaczce, a ona zadrżała. Myśli Silvii były w tej chwili tak rozproszone, że nie potrafiła nawet trzeźwo myśleć.
"Lubisz to, co?" – zapytał zmysłowym głosem.
"Och, kurwa! Tak, pieprz mnie!" – zachęcała, ale on pieprzył ją tylko językiem, zanim poprawił się na krześle.
Silvia, zdezorientowana tym, co się właśnie stało, wygładziła sukienkę, by na niego spojrzeć.
"Co się stało?"
Patrząc na nią, uśmiechnął się. "Może dokończymy to u mnie w domu?"
Widząc, że doprowadził ją już do krawędzi, wiedział w głębi duszy, że nie będzie w stanie odmówić.
















