* 6 tygodni później
* * Stoję za ladą w Brewpoint, obsługując klienta i słuchając naszej menedżerki, która rozmawia przez telefon z właścicielem.
* *
* * W końcu dostałyśmy zielone światło na wystawienie ogłoszenia o pracę dla kolejnego baristy! Gemma odkłada słuchawkę i podchodzi do mnie z szerokim uśmiechem, pokazując kciuk w górę. Od czterech tygodni błagamy właściciela o dodatkowe ręce do pracy.
* *
* * Pierwotnie miałam spędzić te wakacje na leniuchowaniu, wygrzewaniu się na słońcu i cieszeniu się beztroską przed pójściem na uniwersytet jesienią.
* *
* * To marzenie legło w gruzach w dniu, w którym poprosiłam matkę o przelanie pieniędzy z mojego funduszu edukacyjnego na konto uczelni, by pokryć czesne, zakwaterowanie i wyżywienie na pierwszym roku. Funduszu, który zostawił mi tata po swojej śmierci.
* *
* * Początkowo wykręcała się przez kilka dni, mówiąc, że musi spotkać się z dyrektorem banku, by odblokować środki, ale po potężnej awanturze przyznała się, że przepuściła te pieniądze na hazard, nowe ciuchy i inwestycję w firmę swojego nowego gacha.
* *
* * Byłam wściekła! Na ubieganie się o stypendium było już za późno, więc musiałam odłożyć plany o rozpoczęciu nowej przyszłości na czas nieokreślony.
* *
* * I właśnie tak wylądowałam tutaj, jako barista w Brewpoint, żeby zacząć odkładać pieniądze z nadzieją, że uda mi się pójść na studia w przyszłym roku.
* *
* * Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam tę pracę. Gemma jest wspaniała, klienci są naprawdę mili i wyrozumiali podczas porze obiadowej, a zniżka pracownicza to ogromny plus, kiedy muszę zaspokoić swój głód kofeinowy.
* *
* * Gdy w kawiarni robi się luźniej, Gemma idzie na zaplecze wydrukować ogłoszenie, które ma zawisnąć na wystawie. Do środka wchodzi Bradley, jeden z naszych stałych klientów, a ja od razu zaczynam nabijać na kasę jego stały zestaw — podwójne cappuccino i bananową babeczkę z otrębami. Uśmiecha się do mnie, gdy podaję mu kwotę do zapłaty, zanim zdąży w ogóle cokolwiek powiedzieć.
* *
* * „Jesteś niesamowita. Gdybym był o trzydzieści lat młodszy, od razu zrobiłbym z ciebie swoją dziewczynę, kiedy tylko uśmiechnęłaś się do mnie po raz pierwszy”.
* *
* * Uśmiecham się do Bradleya, pochylam ku niemu i mówię teatralnym szeptem: „A ja bym ci na to pozwoliła”, po czym puszczam do niego przesadzone oczko. Jego uśmiech staje się trzy razy szerszy i wiem, że obojgu poprawiłam humor na resztę dnia.
* *
* * Kilka dni później Gemma przeprowadza na zapleczu rozmowy kwalifikacyjne z kandydatami na baristów, gdy dzwoneczek nad drzwiami obwieszcza wejście kolejnego klienta.
* *
* * Podnoszę głowę z gotowym, profesjonalnym uśmiechem i natychmiast napotykam wzrok jasnowłosego adonisa o najbardziej błękitnych oczach, jakie w życiu widziałam. Podchodzi do lady z nieśmiałym uśmiechem, a ja muszę dwukrotnie przełknąć ślinę, zanim udaje mi się wydusić z siebie słowo.
* *
* * „Witamy w Brewpoint, w czym mogę dziś pomóc?”
* *
* * „Cześć, czy ty jesteś Gemma?”
* *
* * „Nie, przepraszam. Przyszłałeś na rozmowę o pracę?” — Wszyscy kandydaci mieli przyjść dzisiaj, więc to logiczny wniosek.
* *
* * „Tak, jestem Dane, miło cię poznać”. Wyciąga rękę, a ja robię to samo. „Sienna, witaj. Gemma powinna już kończyć, więc zaraz będzie twoja kolej”.
* *
* * „Masz jakieś rady, jak zdobyć tę pracę?” — pyta, a ja uświadamiam sobie, że wciąż nie puścił mojej dłoni. I wcale mi to nie przeszkadza.
* *
* * „Niech pomyślę... chai latte i podwójnie czekoladowe brownie na pewno dadzą ci przewagę nad resztą stawki”. Puszczam do niego oko, a na jego policzkach pojawia się lekki rumieniec. Jest uroczy. Czy mogę go zabrać do domu? Spokój, Sienna!
* *
* * „W takim razie nabij to dla mnie i dorzuć to, co sama najbardziej lubisz. Muszę mieć pewność, że u ciebie też będę miał chody”. Uśmiecha się do mnie słodko, a ja nie potrafię powstrzymać własnego uśmiechu.
* *
* * „A to dlaczego?” — pytam, przygotowując jego (a właściwie dla Gemmy) zamówienie.
* *
* * „Mam nadzieję, że jeśli dostanę tę pracę, to ty wprowadzisz mnie we wszystko”.
* *
* * „Nie „jeśli”, tylko „kiedy”. Dopilnuję, żeby szepnąć o tobie słówko Gemmie”.
* *
* * Patrzy na mnie ze zdumieniem, a ja nie mogę powstrzymać chichotu. Przecież ja nie chichoczę! Weź się w garść, Sienna!
* *
* * „Dlaczego chcesz to zrobić?” — pyta Dane, wyraźnie zaskoczony, że zupełnie obca osoba chce mu pomóc.
* *
* * „Bo mam dobre przeczucie co do ciebie, a nauczyłam się ufać swojej intuicji. Poza tym starsze panie z chęcią zawieszą oko na kimś przystojnym”. Puszczam do niego oko, przesuwając zamówienie po ladzie w jego stronę.
* *
* * Dane wybucha szerokim uśmiechem, który całkowicie odmienia jego twarz. Zdecydowanie powinien uśmiechać się częściej!
* *
* * Wkrótce pojawia się Gemma, odprowadzając poprzedniego kandydata. Przyciągam jej uwagę i przedstawiam jej Dane'a.
* *
* * „Wiem z pewnego źródła, że to pani ulubione smakołyki”, mówi, wręczając Gemmie latte i brownie.
* *
* * Oczy o mało nie wychodzą jej z orbit, a uśmiech rozciąga się od ucha do ucha.
* *
* * „O, już go lubię!” Gemma zaprasza go na zaplecze, a ja wracam do obsługiwania klientów.
* *
* * Niestety, szybko robi się duży ruch i nie mam okazji pożegnać się z Dane'em, gdy ten kończy rozmowę z Gemmą. Oby dostał tę pracę, wtedy znów go zobaczę.
* *
* * Pod koniec dnia nie mamy z Gemmą zbyt wiele czasu na rozmowę o kandydatach, ale nie okłamałam Dane'a — naprawdę zamierzam wstawić się za nim.
* *
* * Tuż przed zamknięciem w moim telefonie odzywa się alarm. Przypominam sobie, że dziś wieczorem zaczynam zajęcia z rysunku w lokalnym college'u. Przez całe lato będę na nie chodzić dwa razy w tygodniu.
* *
* * Miałam wybrać sztukę jako przedmiot dodatkowy na uniwersytecie, ale przez pewnych egoistów te plany musiały zostać odłożone. To jednak nie oznacza, że muszę całkowicie rezygnowć z marzeń.
* *
* * Sztuka zawsze była moją pasją. Nie jestem żadnym Picassem, ale zatracenie się w rysowaniu czy malowaniu przynosi mi spokój, którego nie potrafię odnaleźć w żaden inny sposób.
* *
* * Wszystko zaczęło się, gdy miałam sześć lat, i była to jedna z wielu rzeczy, które dzieliłam z tatą. Potrafiliśmy spędzać długie godziny, leżąc na podwórku i rysując najzwyklejsze rzeczy — biedronkę na płatku kwiatu czy krople rosy na pajęczynie. To były jedne z najszczęśliwszych chwil w moim życiu.
* *
* * Z tatą łączyła mnie więź, której mama nigdy nie potrafiła (albo raczej nie chciała) zrozumieć. Dla niej to była strata czasu. W rzeczywistości najbardziej bolało ją to, że tata nie poświęca całego swojego czasu jej. Zawsze była osobą, która potrzebowała nieustannej uwagi wszystkich wokół.
* *
* * Zamykam drzwi wejściowe, a Gemma rozlicza kasę. Zerkam na nią przez ramię, zanim decyduję się poruszyć temat nowego baristy.
* *
* * „I jak? Masz już pomysł, kogo polecić właścicielowi?” Staram się brzmieć jak najmniej zobowiązująco, ale Gemma prześwietla mnie szybciej, niż woda przelatuje przez sito.
* *
* * „A co? Jest ktoś konkretny, kto twoim zdaniem nadawałby się idealnie?” Uśmiecha się kpiąco, a ja pokazuję jej język.
* *
* * „Ten Dane wydawał się miły...” zawieszam głos, nie chcąc wyjść na zbyt nachalną lub narzucającą swoje zdanie.
* *
* * Gemma wybucha głośnym śmiechem, a ja już wiem, że moja próba zachowania dyskrecji poniosła sromotną klęskę.
* *
* * „Wiesz, pytał mnie o ciebie po rozmowie”.
* *
* * „Co? I co mu powiedziałaś?” Nie ma już sensu udawać skromnej. To jasne jak słońce, że chłopak mi się podoba.
* *
* * „Pytał, czy jesteś wolna”.
* *
* * Czuję, jak moja twarz niemal pęka od szerokiego uśmiechu, który samoczynnie pojawia się na moich ustach.
* *
* * Gemma wie, że jestem bardzo ostrożna, jeśli chodzi o facetów. Owszem, Dane mi się podoba, ale to nie znaczy, że rzucę mu się w ramiona przy pierwszej nadarzającej się okazji. Tamta chwila z Gavinem sprzed kilku tygodni to był tylko jednorazowy impuls.
* *
* * Następnego ranka wchodzę do kawiarni i widzę parę jasnoniebieskich oczu uśmiechających się do mnie zza lady — Dane dostał pracę!
* *
* * Kolejne tygodnie mijają dość spokojnie, ale Dane staje się stałym elementem mojego codziennego życia. To małe rzeczy sprawiają, że z każdym dniem lubię go coraz bardziej.
* *
* * Otwiera mi drzwi, kiedy przychodzę rano, odprowadza mnie wieczorem do samochodu po skończonej zmianie, przepuszcza w drzwiach i uśmiecha się delikatnie, gdy nasze spojrzenia krzyżują się w kawiarni.
* *
* * Nie jest nachalny ani zbyt pewny siebie. Stanowi po prostu żywy dowód na to, że na świecie wciąż istnieją porządni, szarmanccy faceci.
* *
* * \ - - - - - - - - - - - - - - - -
















