Droga do Gemmy mija w ciszy, ale nie jest ona pozbawiona znaczenia.
Jedziemy przez miasto, mijając pojedyncze kręgi bursztynowego światła latarni, którego blask odbija się w przedniej szybie, by zaraz zniknąć za nami. Jego prawa dłoń spoczywa na konsoli między nami i ani przez chwilę się nie waham, zanim sięgam po nią moją lewą ręką. Nasze palce się splatają i czuję, że to... właściwe.
Zerkam na n
















