Słodko-gorzkie kłamstwa

Słodko-gorzkie kłamstwa

Autor: Aeliana Moreau

Rozdział 7: POV Sienny
Autor: Aeliana Moreau
18 lip 2026
Resztę popołudnia spędzam na układaniu rzeczy w szafie i organizowaniu kosmetyków w łazience. Słowa Nelly wciąż krążą mi gdzieś z tyłu głowy. Moja mama zawsze była miłą i przyjazną osobą, bez względu na to, kim się było i gdzie się pracowało. Nie potrafię sobie wyobrazić, by mogła być niegrzeczna lub protekcjonalna w stosunku do personelu. Ale, jak pokazały mi ostatnie wydarzenia, nie znam swojej matki tak dobrze, jak mi się wydawało. Postanawiam na razie odłożyć tę myśl na bok, przynajmniej dopóki sama nie zobaczę, jak moja mama traktuje Nelly po ich powrocie z podróży poślubnej. Kiedy kończę, schodzę powolnym krokiem do kuchni, gdzie zastaję Nelly i starszego Meksykanina. Ona miesza coś w garnku na kuchence, podczas gdy on popija kawę. Gdy mnie dostrzega, zrywa się na równe nogi i odwraca, by wyjść. – Bardzo przepraszam panienko, już stąd idę. Wchodzę mu w drogę i unoszę dłonie, dając mu znak, żeby zwolnił. – Proszę, niech pan nie wychodzi przeze mnie. Jestem Sienna. Pan to Mateo? – Zgaduję, bo nie widziałam nikogo innego kręcącego się po posiadłości. Policzki Mateo różowieją, a on kiwa głową na potwierdzenie. Rzuca okiem na Nelly, ale ona tylko się do niego uśmiecha. – Dziękuję za wniesienie moich rzeczy do pokoju, bardzo to doceniam. Mogłam panu pomóc, wcale by mi to nie przeszkadzało – wiem, jak ciężkie były niektóre z nich. Mateo patrzy na mnie tak, jakby wyrosła mi druga głowa. – A nie mówiłam, że nie jest jak reszta ludzi w tym domu? – wtrąca Nelly z przyjaznym uśmiechem rozjaśniającym jej twarz. Podchodzę bliżej i daję mu znak, żeby z powrotem usiadł. Robi to z wahaniem, ale po kilku minutach pogawędki o przyziemnych sprawach rozluźnia się i zaczyna opowiadać mi o swoim życiu w Meksyku. Gdy Nelly i Mateo raczą mnie dawnymi historiami i zabawnymi sytuacjami z życia domu, zaczynam pomagać jej w przygotowywaniu kolacji. Podczas gdy ona miesza i dodaje zioła oraz przyprawy do gulaszu wołowego, ja gotuję ziemniaki na purée i wrzucam pieczywo czosnkowe do piekarnika. Śmiejemy się, żartujemy i ogólnie świetnie się bawimy, gdy nagle słyszymy głośne trzaśnięcie drzwi wejściowych. Słyszymy kobiecy chichot i niski, chrapliwy głos, ale nie da się wyłapać, co mówią. W następnej chwili zza rogu wytacza się Damian w towarzystwie jakiejś tlenionej blondynki. Ignoruję ich, ugniatając ziemniaki. – Nelly, proszę, przygotuj dziś dodatkowe nakrycie do stołu, Roxy zje z nami kolację. – Damian podchodzi do Nelly i obejmuje ją jednym ramieniem, niemal zginając się wpół z powodu różnicy wzrostu. Wygląda to dość komicznie. – Mam na imię Vanessa – blondynka posyła Damianowi poirytowane spojrzenie, ale nie drąży tematu. Damian ignoruje swoją gafę i patrzy na mnie. – Nelly, może lepiej sprawdź i zrób te ziemniaki od nowa, bo nie sądzę, żeby ta rozpuszczona księżniczka kiedykolwiek w życiu coś ugotowała. Pewnie potrafi tylko zamawiać jedzenie na wynos i umawiać się na paznokcie. Vanessa zaczyna śmiać się jak hiena, a Damian uśmiecha się do mnie kpiąco; pewnie myśli, że jest przezabawny i że przejrzał mnie na wylot. Postanawiam zignorować jego komentarz, nie muszę się przed nim tłumaczyć. On mnie nie zna. Ale Nelly ma inne plany. – Damianie Victorze Kingsleyu, w tej chwili przeproś Siennę! – Nelly rzuca mu mordercze spojrzenie. Wiecie, to z tych, którymi rodzice obdarzają swoje dzieci, gdy są nimi skrajnie rozczarowani. – Ale... – Damian próbuje pyskować Nelly, lecz ona nawet nie chce o tym słyszeć. – Sienna od samego rana, gdy tylko tu weszła, była wyłącznie przyjazna, miła i pomocna. Tego samego niestety nie można powiedzieć o twoim obecnym gościu. – Łypie na Vanessę kątem oka. Damian spuszcza głowę ze wstydem i myślę, że przygotowuje się, by przynajmniej przeprosić Nelly (ponieważ po nim przeprosin się nie spodziewam), gdy Vanessa nagle się odzywa. – Za kogo ty się uważasz, żeby tak odzywać się do Damiana? Jesteś tylko zatrudnioną pomocą. W pomieszczeniu zapada grobowa cisza, a ja czuję, jak nastrój gwałtownie się zmienia. W następnej chwili Damian podlatuje do Vanessy, a ona piszczy i zaczyna się cofać. Nie zatrzymuje się, dopóki nie przyszpila jej do ściany za nią. Nie dotyka jej, ale jego piorunująca obecność wystarczy, by wbić ją w ziemię. – Nie będziesz tak mówić do Nelly! Jest dla mnie jak druga matka! – Jego twarz ma morderczy wyraz, a głos jest tak lodowaty, że Antarktyda mogłaby się od niego wiele nauczyć. Vanessa jąka się, ale z jej ust nie padają żadne sensowne słowa. Myślę, że te kilka szarych komórek, które jej zostały, właśnie doznało zwarcia. Biedactwo. Nelly i ja stoimy nieruchomo jak posągi, obserwując rozwój wydarzeń i czekając, czy dziewczyna będzie w stanie z tego wybrnąć. Po kilku próbach jej głos znów zaczyna działać: – Damian, skarbie, wiesz, że nie miałam nic złego na myśli. Sam mówiłeś, że Sienna to bezużyteczna, rozpuszczona, roszczeniowa księżniczka. Po prostu stanęłam w twojej obronie, kiedy twoja gospodyni próbowała wziąć jej stronę. Jej wzrok skacze od jednej strony jego twarzy do drugiej z nadzieją, że uwierzy w tę naciąganą wymówkę, którą właśnie wymyśliła. Jej słowa jedynie potwierdziły to, co już wiedziałam: Damian z góry założył sobie, kim i czym jestem. Ale nie moim obowiązkiem jest próba zmiany jego zdania. Z mojego doświadczenia wynika, że ludzie uwierzą w to, w co chcą wierzyć, nawet jeśli wszystkie dowody świadczą o czymś przeciwnym. – Wynoś się! – wrzeszczy na nią, aż ślina pryska jej w twarz. Ma zaciśnięte pięści, a na jego szyi z czystej wściekłości pulsuje żyła. Vanessa musi dostrzec w jego oczach coś, co przekonuje ją o bezcelowości dalszych dyskusji, bo w następnej chwili wybiega z pokoju, a kilka sekund później rozlega się dźwięk zatrzaskiwanych drzwi wejściowych. Zanim Damian zdąży w pełni odwrócić się w naszą stronę, Nelly zabiera głos: – Damianie, zaniosę ci kolację do pokoju. Myślę, że będzie lepiej, jeśli dzisiaj do nas nie dołączysz. – Jego ramiona natychmiast opadają, kiwa raz głową, po czym znika. – Nelly, to naprawdę nie było konieczne – zaczynam, ale mi przerywa. – Owszem, było. Nauczyłam tego chłopca lepszych manier. A on ma czelność sprowadzać tę latawicę do tego domu. Nie pozwolę na to. – Odwraca się do mnie plecami, co jest znakiem, że ta rozmowa jest skończona. Skończyłam z purée, więc szukam naczyń i sztućców, żeby nakryć do stołu. Znajduję nawet tacę, na której można postawić kolację Damiana. To, że on ma ptasi móżdżek i zero manier czy ogłady, nie znaczy, że zniżę się do jego poziomu. \ - - - - - - - - - - - - - - - -

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 7: POV Sienny – Słodko-gorzkie kłamstwa | Czytaj powieści online na beletrystyka