Słodko-gorzkie kłamstwa

Słodko-gorzkie kłamstwa

Autor: Aeliana Moreau

Rozdział 4: Perspektywa Sienny
Autor: Aeliana Moreau
18 lip 2026
Stoję przed lustrem w samej bieliźnie i zastanawiam się, co założyć na to dzisiejsze, nieuniknione cyrkowe widowisko. Zostałam wezwana na kolację z najdroższą mamusią i jej nowym narzeczonym, Victorem. Ech, niech mnie ktoś zastrzeli! Muszę być w restauracji punktualnie o dziewiętnastej, ubrana ładnie, ale skromnie — co to w ogóle znaczy? Postanawiam założyć moją dyżurną sukienkę wyjściową — małą czarną, która sięga tuż przed kolano, ma koronkowe rękawy kończące się tuż za łokciami i dekolt, który co prawda coś tam zdradza, ale wciąż pozostaje przyzwoity. Kręcę włosy w luźne loki i upinam je w półkucyk. Całości dopełnia delikatny makijaż, ładny, czerwony tint do ust oraz moje ulubione czarne baleriny. Wygodnie, praktycznie, a zarazem wystarczająco elegancko jak na wytworną restaurację. O osiemnastej pięćdziesiąt pięć wchodzę do restauracji i kiedy czekam, aż podjedzie hostess, moja mama podbiega do mnie w pośpiechu. — Nie mogłaś ubrać się ładniej? — Zaczyna poprawiać moją sukienkę, próbując pociągnąć dekolt w dół, żeby bardziej wyeksponować piersi. Oganiam się przed jej rękami i poprawiam materiał tak, by czuć się komfortowo. — Jestem ubrana całkowicie przyzwoicie i nie przyszłam tu nikomu imponować. Jeśli Victor nie potrafi zaakceptować mnie takiej, jaka jestem, może spadać na drzewo. — Wiem, że jestem niepotrzebnie złośliwa wobec kogoś, kogo nawet nie znam, ale nie dam się zmusić do określonych zachowań czy wyglądu. Mama prycha ze złością, ale niechętnie odpuszcza temat. Idę za nią na tyły restauracji, w stronę stolika, przy którym siedzi już starszy, odwrócony do nas plecami mężczyzna. Gdy podchodzimy bliżej, on wstaje i odwraca się. Przez ułamek sekundy spogląda na mamę, po czym natychmiast przenosi wzrok na mnie. Zaczyna od moich stóp, powoli i z premedytacją przesuwając spojrzeniem w górę moich nóg, przez biodra, piersi, zatrzymując się na chwilę na moim skromnym dekolcie, by ostatecznie spocząć na twarzy. Na jego twarzy gości uśmiech, który na pierwszy rzut oka mógłby wydać się przyjazny i serdeczny, ale jego oczy mówią coś zupełnie innego. Facet przyprawia mnie o dreszcze i już teraz decyduję, że jeśli to będzie zależało ode mnie, nigdy nie zostanę z nim sama w jednym pomieszczeniu. — Cześć, ty musisz być Sienna. Jestem Victor. Twoja mama tak wiele mi o tobie opowiadała. — Mówiąc to, wyciąga rękę, a dobre wychowanie nakazuje mi zrobić to samo. Ledwo moje palce stykają się z jego, po plecach przebiega mi dreszcz. Nie lubię tego człowieka. — Miło cię poznać, Victorze. Odsuwa dla mnie krzesło, a kiedy wsuwam się pod stół, jego palce muskają delikatnie moje łopatki. Modlę się w duchu, by był to tylko przypadek. Pomaga mamie usiąść naprzeciwko mnie, po czym sam zajmuje miejsce po mojej lewej stronie. Natychmiast sięgam po menu, żeby mieć czym zająć uwagę. — Ekscytujesz się ślubem? — Victor zerka na mnie z uśmiechem, który wydaje się drapieżny, a nie przyjacielski. — Szczerze mówiąc, nie wiem nawet, kiedy i gdzie się odbędzie, więc nie miałam jeszcze okazji, by się ekscytować. — Moja wina, to ja spadłem na twoją mamę z tym wszystkim tak nagle, więc pewnie po prostu nie miała czasu, by o wszystkim z tobą porozmawiać. Akurat, jasne. Mama celowo trzymała mnie w nieświadomości aż do teraz. Nie rozumiem tylko, jaki miała cel w tym całym mataczeniu. Podchodzi kelnerka, by przyjąć zamówienie na napoje. Zauważam, że jej wzrok błądzi po Victorze odrobinę za długo, a jego puszczenie oka w jej stronę nie uchodzi mojej uwagi. Miałam rację, ten facet jest obślizgły. Czekając na zamówienie, rozmawiamy o bzdurach, a moja mama nawet nie próbuje włączyć się do dyskusji. Jej uwaga skupia się na telefonie — pewnie dogrywa ostatnie szczegóły ślubu. Kelnerka przynosi napoje, a my zamawiamy jedzenie. Mama rzuca mi potępiające spojrzenie, gdy uświadamia sobie, że nie zamierzam jeść sałatki. Nie, dzięki, nie jestem królikiem i nie będę jeść króliczego jedzenia. — Twoja mama mówiła, że jesienią zaczynasz studia. Wiesz już, jaki kierunek wybierzesz? — Na twarzy Victora maluje się ekscytacja, jakby to jego własna córka szła na uniwersytet, a no nie dziecko jego najnowszej ozdoby do towarzystwa. Zerkam na matkę i widzę na jej twarzy lekką panikę. Oho, jej nowy gach nie wie o jej ostatnich wybrykach — ciekawe. Postanawiam na razie zatrzymać ten mały szczegół dla siebie. — Z powodu nieprzewidzianych okoliczności musiałam odłożyć plany o studiach na rok. Victor marszczy brwi na moją odpowiedź, ale nie dopytuje — mądry człowiek. W tym momencie na stole lądują nasze dania, a ja bez straty sekundy zabieram się za zamówione risotto. Im mniej będę musiała mówić przez resztę wieczoru, tym lepiej. Victor i mama rozmawiają przyciszonymi głosami, a z ich mowy ciała jasno wynika, że między nimi wcale nie ma samych tęcz i waty cukrowej. Nie mój cyrk, nie moje małpy. Gdy kończę posiłek i zastanawiam się nad wymówką, by wyjść wcześniej, nad stolikiem kładzie się złowrogi cień. Victor podnosi wzrok i dosłownie zamiera z widelcem w połowie drogi do ust. Ciekawe. Idąc za jego spojrzeniem, dostrzegam wysoką, groźną sylwetkę górującą nad naszym stolikiem. Ma co najmniej metr dziewięćdziesiąt pięć wzrostu, jest pokryty tatuażami od kostek u rąk aż po szyję, a coś mi mówi, że ma je nawet na nogach. Nogach, które są niemal tak grube, jak szeroka jest moja głowa. Ma na sobie czarne dżinsy, czarny bawełniany T-shirt opięty do granic możliwości na bicepsach, a nawet czarne sportowe buty. Mało to stereotypowe? Piorunuje Victora wzrokiem, jakby samym tylko patrzeniem chciał sprawić, by tamten stanął w płomieniach. Następnie jego spojrzenie przenosi się na moją matkę, która zamiera niczym sarna w świetle reflektorów. Jeden kącik jego ust unosi się w drwiącym uśmieszku, jakby patrzył na psie gówno przyklejone do podeszwy buta. — Valerie — rzuca na powitanie, ale odnoszę nieodparte wrażenie, że wolałby raczej jeść ogień, niż przebywać w jej pobliżu. Po chwili jego wzrok spływa na mnie i natychmiast tonę w morzu szmaragdowozielonych tęczówek. Dech zapiera mi w piersi, a tętno przyspiesza. Czuję, jak puls pulsuje gwałtownie u nasady mojej szyi. — A więc to moja nowa przyrodnia siostrzyczka, ta pazerna dziwka. Jaka matka, taka córka, jak mniemam. Szczęka mi opada i po prostu odbiera mi mowę — co za skończony palant! \\ - - - - - - - - - - - - - - - -

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 4: Perspektywa Sienny – Słodko-gorzkie kłamstwa | Czytaj powieści online na beletrystyka