Poniedziałkowy poranek wita mnie rzadkim, kruchym spokojem, cichym wytchnieniem po weekendowej burzy. Zanim zwlekam się na dół, wciąż mając oczy mętne od nieprzespanej nocy, Victor zdążył już wyjść do biura. Moja mama wciąż jest zamknięta w bezpiecznym kokonie swojej sypialni i jeszcze się nie obudziła. W domu panuje cisza, przerywana jedynie cichym szumem lodówki i odległym ćwierkaniem ptaków za
















