— Damian! — warczy na niego Victor. — Tak się nie rozmawia z naszymi gośćmi.
Damian parska protekcjonalnym śmiechem w stronę ojca, ale ani na sekundę nie spuszcza ze mnie wzroku. Nie mam zamiaru kłaniać się temu neandertalczykowi ani uciekać wzrokiem jako pierwsza. Mogę być wieloma rzeczami, ale na pewno nie popychadłem.
Nie przerywając kontaktu wzrokowego, odsuwa stojące naprzeciwko niego krzesło i siada z pełną nonszalancją. Po kolejnych kilku sekundach tej walki na spojrzenia zerka na ojca, pochyla się, bierze jego szklankę z whisky i bierze łyka, jakby nie miał na świecie żadnych zmartwień.
— Mówię tylko, jak jest — rzuca Damian, po czym wzrusza niedbale ramionami.
Z każdym słowem opuszczającym usta Damiana twarz Victora staje się coraz bardziej purpurowa. Moja głowa kręci się od jednego do drugiego, jakbym oglądała mecz na Wimbledonie. Moja matka siedzi ze spuszczoną głową, dłubiąc w talerzu i odmawiając jakiegokolwiek zaangażowania.
— Damian, to jest Sienna. Nie oczekuję, że zostaniecie najlepszymi przyjaciółmi, ale przynajmniej spróbuj pokazać jej, że nie wychowałem kompletnego jaskiniowca, i nie zaczynaj kłótni przy waszym pierwszym spotkaniu.
— Na to już za późno — szepczę pod nosem, ale Damian to słyszy, gwałtownie odwraca głowę w moją stronę i piorunuje mnie wzrokiem. Odnoszę nieodparte wrażenie, że on po prostu nie zna innego wyrazu twarzy. Wielka szkoda, bo z takimi oczami, arystokratycznym nosem i ostro zarysowaną szczęką mógłby być *naprawdę* przystojny, gdyby nie był tak skończonym dupkiem.
Gdy zbiera się, by znowu coś na mnie warknąć, podchodzi kelnerka, prawdopodobnie po to, by przyjąć jego zamówienie. Kilka kroków od stolika zatrzymuje się jak wryta i zaczyna gromić Damiana wzrokiem. Oho, czyżby go znała? Może porzucona kochanka? Gdzie mogę zamówić popcorn?
Zauważa, że moja uwaga przeniosła się na nią, odwraca głowę w jej stronę i również zamiera, gdy dociera do niego, z kim ma do czynienia. Pochylam się nad stołem, opierając się na łokciach, i przyglądam się temu z fascynacją, nie mogąc oderwać wzroku od szopki, która zaraz się tu rozegra.
Victor i mama o niczym nie wiedzą, znów szepcząc między sobą.
Kelnerka — Jessica, Jane czy tam Jill — podchodzi bliżej Damiana i zniża głos, ale nie na tyle, żebym nie usłyszała, o czym rozmawiają.
— Co ty tu, do cholery, robisz? — Jest wściekła. — Myślałam, że wyjeżdżasz z miasta na czas nieokreślony? Czy to nie dlatego ze mną zerwałeś? — Jej dłonie są zaciśnięte w pięści i jestem pewna, że gdyby nie groźba utraty pracy, już dawno dałaby mu w pysk.
Damian rozgląda się wokół, by upewnić się, że nie zwrócili niczyjej uwagi, nie zdając sobie sprawy, że ja rozkoszuję się każdą chwilą tej sceny.
— Mówiłem ci, żebyś się nie angażowała, że to tylko niezobowiązujący układ. Ale ty oczywiście musiałaś wypalić ze słowem na „m” po tym, jak wyruchałem cię w tym kanciarku na środki czystości. — Rzuca te słowa prosto w jej twarz, nie mając w sobie ani krzty wstydu. Moja pierwsza ocena pozostaje aktualna: to skończony dupek!
Widzę, że jej oczy zachodzą łzami, najwyraźniej zaraz się rozpłacze i zrobi awanturę. Choć zupełnie jej nie znam, czuję się w obowiązku wziąć ją w obronę.
— Myślę, że uniknęłaś najgorszego — mówię do niej, posyłając jej ciepły uśmiech. — Ostatnio znalazłam antybiotyki, które wypadły mu z torby, a według Google leczy się nimi choroby weneryczne. — Dziewczyna wciąga gwałtownie powietrze i rzuca Damianowi oskarżycielskie spojrzenie. — Więc na twoim miejscu poszłabym się przebadać i dziękowała losowi, że nie masz go już w swoim życiu.
Gdy ona odchodzi wściekła, odwracam się do Damiana i posyłam mu przesłodzony uśmiech.
— Co to, kurwa, miało być?! — syczy na mnie. — Nie mogę pozwolić, żeby taka plotka poszła w świat, to może zepsuć moją reputację na uczelni.
— Trzeba było o tym pomyśleć, zanim postanowiłeś publicznie upokorzyć tę dziewczynę. — Nie mam ani krzty wyrzutów sumienia z powodu tego, co zrobiłam. Nikt nie zasługuje na takie traktowanie.
Piorunuje mnie wzrokiem, a ja widzę, jak tętno pulsuje mu u nasady szyi. Zaszłam mu za skórę. Świetnie! Musi zrozumieć, że nie będę bezczynnie siedzieć i patrzeć, jak zachowuje się jak dupek wobec wszystkich dookoła.
Odwracam się do mamy i Victora: — Dziękuję za kolację, ale muszę już wracać, zaraz zaczynam zmianę w kawiarni. — Nie muszą wiedzieć, że dziś wieczorem wcale nie pracuję; po prostu muszę się stąd wydostać.
Wstaję z torebką w dłoni. Victor podnosi się i podchodzi do mnie. Pochyla się, żeby mnie uścisnąć, ale unikam tego, robiąc krok w tył i przechodząc na stronę stołu mojej mamy. Pochylam się i zbywam ją jednym z tych niezręcznych uścisków jedną ręką, po czym odchodzę.
Gdy na zewnątrz docieram do swojego samochodu, od tyłu wpada na mnie jakieś ciało, skutecznie dociskając mnie do drzwi od strony kierowcy.
Otacza mnie intensywny zapach oceanu. Mimowolnie biorę głęboki wdech, czując, jak spływa na mnie spokój, jakiego nie doświadczyłam od bardzo dawna.
Próbuję krzyczeć, ale czyjaś dłoń zakrywa mi usta, a w uchu rozbrzmiewa głos Damiana: — Nawet nie myśl, że to koniec! Ty i ta twoja matka pożałujecie dnia, w którym postanowiłyście wejść w nasze życie i zabrać to, co nie należy do was.
Chcę mu odpowiedzieć, ale on gwałtownie się odsuwa i odchodzi szybkim krokiem w stronę drugiego końca parkingu.
Przez chwilę opieram się o samochód, by złapać oddech. O co mu w ogóle chodzi? Nie chcę niczego ani od niego, ani od jego ojca. Gdyby to ode mnie zależało, w ogóle by mnie tu teraz nie było.
Przez całą drogę do domu analizuję wszystko, co się dziś wydarzyło. Victor mnie przeraża, Damian to zwykły tyran, a moja matka jest podejrzana jak jasna cholera.
Po powrocie do domu wskakuję w swoją ulubioną flanelową piżamę, zwijam się w kłębek na kanapie i włączam Netfliksa, żeby zatracić się w jakiejś komedii romantycznej. Nitypowe, ale moje myśli wciąż krążą wokół pewnych szmaragdowozielonych oczu, ciała pachnącego oceanem i charakteru szorstkiego niczym kaktus. To się nie skończy dobrze!
\ - - - - - - - - - - - - - - - -
















