Niedzielny poranek rozpościera się nad domem miękkimi, złocistymi smugami – owija się wokół krawędzi kuchni i wślizguje pod szczelinę w zasłonach mojej sypialni, jakby został tu oficjalnie zaproszony.
Siedzę po turecku na podłodze, jedno kolano podskakuje mi bezwiednie, gdy składam kolejną bluzę do torby podróżnej, która wydaje się o wiele za mała na wszystko, co próbuję w niej upchnąć. Zamek błys
















