Drzwi pasażera w aucie Damiana zatrzaskują się z kliknięciem, gdy zamyka je za mną i obchodzi samochód do swoich drzwi.
Opadam na siedzenie, jakby w końcu zeszła ze mnie cała para. Nie mam już w sobie walki ani sarkazmu w pogotowiu; gapię się przez przednią szybę na nic konkretnego.
Damian nic nie mówi, kiedy odpala samochód. Nie musi, bo cisza między nami się zmieniła. Nie jest już ciężka ani nie
















