– Słucham?! – Mój głos jest tak piskliwy, że boję się, że lada chwila zaczną pękać szyby.
– Słyszałaś Wiktora – mówi moja mama protekcjonalnym tonem, zupełnie jakby mówiła do niegrzecznego dziecka.
– Nie, jakoś mi się nie wydaje. To brzmiało niemal tak, jakby oznajmił, że oddajecie mnie pod zastaw jakiemuś bogatemu, rozpieszczonemu bachorowi na żonę-trofeum tylko po to, żeby zarobić kilka dodatkow
















