Gdy stoję przed domowym gabinetem Victora, przygotowując się do wejścia i odbycia tej niezręcznej rozmowy, w której powiem mu „dzięki, ale nie, dzięki”, dostrzegam cichy spokój sączący się z jego otwartych drzwi. To, oraz nikły zapach jego wody kolońskiej zmieszany z wonią starych książek.
Przez otwarte drzwi widzę, jak siedzi przy biurku z rękawami podwiniętymi do łokci, dwoma rozpiętymi guzikami
















