Sześciomiesięczna misja najemniczej dziedziczki

Sześciomiesięczna misja najemniczej dziedziczki

Autor: Katty&Cutie

Rozdział 11 Idź do hotelu
Autor: Katty&Cutie
16 cze 2026
Grupa wciąż była w szoku po spotkaniu kogoś takiego jak Lyra. Nie obchodziło jej, że jej narzeczony zabawia się z innymi kobietami. Właściwie, to zastanawiała się nawet nad dołączeniem do nich. Ta dziewczyna była z innej bajki — zupełnie inny poziom. Orson, zawsze skory do żartów wichrzyciel, pochylił się w stronę Lyry, posyłając jej uśmiech i od niechcenia przeczesując palcami ułożone włosy. Przybrał swój najbardziej uroczy, flirciarski wyraz twarzy i zażartował: „Więc, Lyro, wygląda na to, że jesteś poszukiwaczką przygód, co? Co ty na to? Chcesz się do mnie przyłączyć dla odrobiny zabawy?” Odette przewróciła oczami i mruknęła: „Znowu to samo”. Nie zamierzała go jednak powstrzymywać. Prawdę mówiąc, była ciekawa, jak Lyra zareaguje na taką propozycję. Lyra zamrugała, wciąż trzymając w dłoni udko z kurczaka, wyraźnie nieco zdezorientowana. „Zabawy?” Orson pochylił się bliżej, zniżając głos do znacznie bardziej sugestywnego tonu. „Mówię o rzeczach, które robią tylko dorośli... jeśli masz na to ochotę”. Oczy Lyry rozbłysły, a jej twarz wręcz promieniała z ekscytacji. „Tylko dorośli mogą to robić?” – powiedziała, a jej głos niemal kipiał entuzjazmem. Początkowo chciała robić te rzeczy z Killianem, ale on wciąż ją odrzucał. Zaczynała się zastanawiać, czy po prostu jej nie zbywa. Ale ten facet, Orson — choć nie tak przystojny jak Killian — wydawał się szczerze zainteresowany. A skoro proponował „rzeczy dla dorosłych”, Lyra pomyślała: „czemu nie?”. Była ciekawa. „Zróbmy to! Zróbmy to!” – wykrzyknęła, a jej oczy błyszczały z ekscytacji, gdy pochyliła się bliżej Orsona. „Kiedy możemy zacząć?” Orson był zaskoczony, gdy nagle skróciła dystans między nimi, zbliżając swoją twarz na zaledwie kilka centymetrów od jego. „O cholera!” – mruknął, zaskoczony jej śmiałością. Nigdy wcześniej nie spotkał nikogo tak bezpośredniego, a z bliska ujęła go jej uroda. Jej skóra była nieskazitelna, niczym porcelana, a rysy idealnie wyrzeźbione, jakby wyszły spod dłuta mistrza. Wyglądała jak jedna z tych ekskluzywnych lalek, które widuje się na wystawach w butikach. Jego serce zabiło mocniej i zorientował się, że daje się porwać chwili. Z łobuzerskim uśmiechem powiedział: „Cóż, skoro jesteś taka chętna, to może po dzisiejszym polowaniu skoczymy do hotelu?” „Do hotelu po co?” – zapytała Lyra, której ciekawość wzrosła. „Żeby robić takie rzeczy, które mogą robić tylko dorośli”. „Mm-hmm, tak! Chodźmy! Chodźmy!” – Lyra pokiwała ochoczo głową, a jej uśmiech poszerzył się z podekscytowania. Orson wyciągnął telefon i zaczął szukać hoteli, planując już dzisiejszą noc. „Dobra, zarezerwujmy apartament prezydencki”. Lyra klasnęła w dłonie z czystej radości. „Tak, tak, tak! Apartament prezydencki! Apartament prezydencki!” Odette i Camille, wciąż w szoku, ledwie mogły uwierzyć w to, co słyszą. „Czekaj, zaraz. Ona naprawdę w to wchodzi?” – pomyślała Odette, a jej niedowierzanie rosło. Camille, siedząca w milczeniu obok, nie mogła oderwać wzroku od Lyry. Jej oczy były w nią wpatrzone, a dłonie zaciskały się na brzegach spódnicy, próbując zachować panowanie nad sobą. „Czy Killian naprawdę leci na takie dziewczyny?” – zastanawiała się. „Może powinnam zacząć być bardziej jak Lyra? Mająca wolnego ducha i pozbawiona zahamowań?” Orson, teraz już całkowicie pochłonięty ekscytacją, pochylił się jeszcze bliżej Lyry. „Kiedy dotrzemy do hotelu, moglibyśmy wziąć butelkę wina. Wiesz, dla nastroju”. „Wino, tak! Wino!” – ucieszyła się Lyra, a jej głos był pełen radości. Właśnie gdy ogarnęła ją ta ekscytacja, wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Duża dłoń nagle zakryła jej twarz, delikatnie, ale stanowczo odciągając ją od Orsona. Lyra zamarła, z zaskoczeniem odwracając głowę. „Kian!” – wykrzyknęła, a jej oczy rozszerzyły się z rozpoznania. To był Killian, który skończył rozmawiać przez telefon i jakimś cudem wślizgnął się do pokoju tak, że tego nie zauważyła. Oczy Killiana, głębokie i przenikliwe niczym bezdenna otchłań, na krótko skupiły się na Lyrze, po czym przeniosły się na Orsona. Jego wargi wykrzywiły się w słabym, niemal kpiącym uśmiechu, a głos ociekał sarkazmem. „Orson, wiem, że nie masz wstydu, ale od kiedy to zacząłeś podrywać narzeczoną swojego kumpla?” Killian był wściekły. Mózg Orsona wszedł na najwyższe obroty; natychmiast odsunął się o kilka kroków od Lyry, unosząc ręce w obronnym geście. „Wow, wow! Żartowałem, stary! Tylko się z nią droczyłem!” „Co powiedziałeś?” – twarz Lyry wykrzywiła się z irytacji, gdy odwróciła się do Orsona, wyraźnie zdenerwowana. „Czekaj, czy ty mi poważnie mówisz, że to całe gadanie o 'rzeczach dla dorosłych' było tylko żartem? Nie możesz tak robić!” Orson zamarł, czując dreszcz przemykający mu po plecach. „O cholera. Czy ona nie widzi, że zbliża się burza? Jej narzeczony zaraz eksploduje, a ona nadal myśli o flirtowaniu z innymi facetami?” „Kłamca! Jak mogłeś mi to zrobić?” – w oczach Lyry błysnęło oburzenie, gdy posłała Orsonowi wściekłe spojrzenie. Zanim zdążył się obronić, dłoń Killiana wystrzeliła do przodu, mocno szczypiąc jej miękki policzek. „Ał!” – pisnęła Lyra, krzywiąc się z powodu nagłego bólu. Odwróciła się, by spojrzeć na Killiana; jej oczy były szeroko otwarte z dezorientacji i z nutą urazy. „Kian, dlaczego mnie uszczypnąłeś?” Killian wypuścił z sykiem powietrze, wciąż kipiąc ze złości, choć jego głos pozostał zimny i opanowany. „Co ty sobie u licha wyobrażasz, rozmawiając o pójściu do hotelu z innym facetem tuż na moich oczach? Kogo ty próbujesz tutaj wkurzyć, co?” Lyra nadymała policzki w dziecinnym dąsie, wciąż nie do końca rozumiejąc. „O co tyle hałasu? Byłeś z tamtą panią, prawda? Nic na to nie powiedziałam. Dlaczego się mnie czepiasz?” Killian zatrzymał się jak wryty, czując mieszaninę frustracji i zdezorientowania. Orson nie mógł się powstrzymać od wybuchu śmiechu. „To... to musi być karma, prawda?” Killian spędził tak wiele czasu na pielęgnowaniu wizerunku „playboya”, a teraz to wszystko legło w gruzach. Zakosztował własnego lekarstwa. Ale właśnie gdy Orson miał zamiar rozkoszować się ironią sytuacji, nagle poczuł na sobie pełną siłę przenikliwego spojrzenia Killiana. Orson przełknął ślinę. „Dobra, dobra, łapię”, mruknął pod nosem, zdając sobie sprawę, że mógł posunąć się za daleko. Killian, choć wciąż kipiał ze złości, nie był pewien, co dokładnie tak go gryzło. Może fakt, że Lyra wcześniej błagała go o coś więcej, a teraz zwracała się do Orsona – kogoś, o kim twierdziła, że go lubi. To nie miało sensu. „Zmienna mała wichrzycielka” – pomyślał. Ni stąd, ni zowąd głos Killiana przeciął napięcie panujące w pokoju. „Nie spałem z nią”. Lyra zamrugała ze zdziwienia, patrząc na niego z dezorientacją. Killian odwzajemnił jej spojrzenie i wyjaśnił spokojnie, powściągliwym, lecz pełnym szczerości tonem. „To była tylko aktorka, którą wynająłem, żeby cię odstraszyć. Nic między nami nie zaszło”. W pokoju zapadła cisza. Nie mogli uwierzyć, że Killian przyznaje się do udawania przez cały ten czas. Nawet Desmond, zazwyczaj najcichszy z całej grupy, nie mógł się powstrzymać, by nie zerknąć na Killiana, zaintrygowany. Killian znał Lyrę zaledwie od dnia — a jednak teraz był wobec niej całkowicie szczery. „Czyżby... Mówił poważnie? Leciał na nią?” – zastanawiał się. „Odstraszyć mnie? Dlaczego?” – Lyra przechyliła głowę, wciąż nie rozumiejąc, o co chodzi. Killian nie chciał wdawać się w pełne wyjaśnienia na oczach wszystkich, więc zbył to wzruszeniem ramion, a jego ton był wymijający. „To skomplikowane. Nie przejmuj się tym”. Zanim Lyra zdążyła zadać więcej pytań, podbiegł członek personelu, przypominając wszystkim, że wkrótce rozpocznie się kolejna runda polowania. „Kolejna runda polowania wkrótce się zaczyna. Proszę założyć sprzęt i udać się do wejścia”. „Wygląda na to, że się zaczyna. Chodźmy” – powiedział Killian, szybko kierując rozmowę na nowe tory. Lyra natychmiast zmieniła obiekt zainteresowania. „Wreszcie! Chodźmy!” Kiedy grupa zaczęła iść w stronę wejścia, Killian nagle się zatrzymał i chwycił Lyrę za ramię. Lyra odwróciła się zdezorientowana, spoglądając na niego. „Co się stało, Kian?” Killian pochylił się lekko, jego ciało niemal przywarło do jej ciała, a wargi otarły się o jej ucho, gdy wyszeptał niskim, surowym głosem: „Od teraz nie zgadzaj się tak po prostu na pójście do hotelu z innymi facetami, zrozumiałaś?”

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 11 Idź do hotelu – Sześciomiesięczna misja najemniczej dziedziczki | Czytaj powieści online na beletrystyka