„Panno Caldwell”, powiedział sekretarz Barrett Knight, prowadząc Lyrę do drzwi. Właśnie miał zapukać, gdy te nagle otworzyły się na oścież.
Ale zamiast wygadanego, czarującego Killiana, o którym wszyscy plotkowali, pojawiła się w nich młoda kobieta. Jej ubranie było w lekkim nieładzie, a włosy potargane, opadające na ramiona luźnymi falami.
„Panie Knight”, powiedziała kobieta, posyłając im obojgu figlarne spojrzenie.
„Panno Cross”, odpowiedział Barrett, kłaniając się jej uprzejmie.
Potem zerknął na Lyrę, ciekawy, jak zareaguje na tę nieoczekiwaną scenę.
Nie trzeba było być geniuszem, żeby domyślić się, co działo się przed chwilą za tymi drzwiami.
Ale to, co Lyra zrobiła potem, zaskoczyło wszystkich. Bez wahania wbiła wzrok w Maię Cross, lekko się zarumieniła, nachyliła i szepnęła: „Proszę pani, może pani chce to poprawić. Wystaje pani bielizna”.
Mówiła cicho, ale wszyscy usłyszeli to głośno i wyraźnie.
Barrett i Maia na chwilę stracili mowę. Było jasne, że Lyra ma zupełnie inny sposób postrzegania rzeczywistości.
Po krótkiej, niezręcznej ciszy Maia wybuchnęła śmiechem. Szybko poprawiła ubranie, klepnęła Lyrę żartobliwie w ramię i uśmiechnęła się kpiąco. „Mała z ciebie petarda, co?”.
Nie czekając na odpowiedź Lyry, odwróciła się i wyszła, kołysząc biodrami.
„Panno Caldwell, pan Vane prawdopodobnie wciąż jest w kąpieli. Proszę, niech pani wejdzie i poczuje się jak u siebie”, powiedział Barrett, posyłając jej zdawkowy, uprzejmy uśmiech.
„Dobrze”, odparła Lyra, wchodząc do pokoju. Odwróciła się i zapytała: „Panie Knight, pan nie wchodzi?”.
„Zostawię państwa samych”. Barrett skinął głową i delikatnie zamknął za nią drzwi.
Ogromny pokój był teraz pusty, nie licząc Lyry.
Z nudów usiadła na krawędzi łóżka, bębniąc palcami o materac i czekając na pojawienie się Killiana.
Około dziesięć minut później drzwi łazienki skrzypnęły.
Wysoki mężczyzna owinięty w biały szlafrok wyłonił się z oparów pary, a krople wody spływały po jego rzeźbionej twarzy. Śledziły linię obojczyków, by w końcu zniknąć pod materiałem.
Było w nim coś tak beztrosko seksownego — leniwego i drażniącego, że niemal nie sposób było oderwać od niego wzroku.
Lyra nie mogła przestać się gapić. „Ten facet... jest kurewsko przystojny” — pomyślała.
Jasne, jej bracia z rodziny Caldwell też byli przystojni, ale ten tutaj? To była zupełnie inna liga.
Patrząc w szeroko otwarte, niezmrużone oczy Lyry, Killian wygiął usta w leniwym uśmiechu. Jego głos, niski i magnetyczny, miał w sobie swobodny urok. „Więc to ty jesteś prawdziwą córką Victora Caldwella, hm? Lyra Caldwell?”.
Lyra otrząsnęła się z odrętwienia i szybko skinęła głową. „Tak, to ja!”.
„Widziałaś przed chwilą Maię?” — zapytał, podtrzymując rozmowę.
„Mówisz o tej pani, która przed chwilą wypadła z twojego pokoju?” — zapytała Lyra, wyraźnie zaciekawiona.
„Tak, o tej...”.
„Widziałam ją. Śpieszyła się, była cała rozczochrana, nawet nie pomyślała, żeby się doprowadzić do porządku, ale zwróciłam jej na to uwagę!” — powiedziała Lyra ze śmiertelną powagą.
„Naprawdę?” Killian zaśmiał się cicho, ale w jego oczach mignęło zdziwienie.
To nie była reakcja, której się spodziewał.
Przyjrzał się jej teraz uważniej, a jego zainteresowanie wyraźnie wzrosło. Zrobił kilka kroków w jej stronę i nachylił się, posyłając jej swobodny, niemal łobuzerski uśmiech. „Więc co o tym wszystkim sądzisz?”.
„Co masz na myśli, mówiąc 'co sądzę'?” Lyra przechyliła głowę, wyraźnie zdezorientowana.
Killian, stojąc tuż przed nią, pochylił się z płynną, niewymuszoną gracją. Jego twarz znajdowała się zaledwie kilka centymetrów od jej twarzy, gdy rzucił od niechcenia: „Już z nią spałem”.
„Czekaj, co?!” Oczy Lyry zrobiły się okrągłe jak spodki.
Killian uniósł brew, najwyraźniej zadowolony z tej reakcji. „Więc, jak na to zapatrujesz?”.
„Wy... wy dwoje...” Lyra zamrugała w szoku, po czym zapytała prosto z mostu: „Zrobiliście to już w środku dnia? Czy po czymś takim da się w ogóle spać w nocy?”.
Killianowi kompletnie odjęło mowę. „Ta dziewczyna jest tak cholernie naiwna, że aż boli” — pomyślał, czując mieszankę niedowierzania i rozbawienia.
Wziął głęboki oddech, najwyraźniej na coś się decydując. Bez ostrzeżenia pochylił się, przyciskając Lyrę do miękkiego łóżka.
Ona zdawała się nie zauważać niebezpieczeństwa, patrząc na niego, gdy wisiał nad nią. Jej oczy były pełne konsternacji. „Dlaczego na mnie leżysz?”.
Killian emanował relaksującą, uwodzicielską energią, przybliżając się do niej. Mówił powoli, a jego głos był gęsty od kuszenia. „Panno Caldwell, wygląda na to, że niewiele pani wie o tych sprawach. Pomyślałem, że pokażę pani kilka przyjemności, które rozumieją tylko dorośli”.
Gdyby to była jakakolwiek inna kobieta z charakterem, spoliczkowałaby go i wyszła. Gdyby była bardziej wrażliwa, pewnie już by płakała.
Gdyby to była jedna z tych kobiet, które znają się na rzeczy, nie uciekałyby ani nie zanosiłyby się płaczem, tylko dałyby się porwać chwili.
Ale Lyra? Ona nie była żadną z nich.
Gdy tylko usłyszała słowa „przyjemności, które rozumieją tylko dorośli”, jej oczy dosłownie rozbłysły ekscytacją. „Czekaj, czy to jest to, o czym myślę? Masz na myśli... uprawianie seksu?!”.
Nie rozumiała całej tej metafory ze „spaniem”, ale „seks” — tak, to pojęcie było jej doskonale znane.
Widząc zapał na twarzy Lyry, Killian nie mógł powstrzymać się od zamrugania z niedowierzaniem. „Ta dziewczyna myślami jest na innej planecie”.
Początkowo chciał ją tym nastraszyć, myśląc, że wykorzysta to do zerwania zaręczyn z rodziną Caldwell. Ale teraz? Sprawy zdecydowanie nie szły zgodnie z jego planem.
„Jak to robimy? No dalej, pośpiesz się!” — powiedziała z niecierpliwością Lyra, po czym nagle go przewróciła i przygwoździła do łóżka.
Usiadła na nim okrakiem, sięgając rękami do jego szlafroka i zapytała ze śmiertelną powagą: „Czy musimy najpierw zdjąć ubrania?”.
W ciągu swoich osiemnastu lat Lyra próbowała wielu rzeczy i w niemal każdej była świetna. Osiągnęła szczyty w niemal każdej dziedzinie.
Ale ze względu na jej wiek, tajemniczy mężczyzna uwięziony w jej naszyjniku surowo zabraniał jej wszystkiego, co wiązało się z „seksem”.
Teraz, gdy była pełnoletnia i moment wydawał się idealny, Lyra postanowiła chwytać chwilę i doświadczyć wszystkiego, czego do tej pory kazano jej unikać.
Killian nigdy nie spodziewał się, że ta dziewczyna będzie bardziej niecierpliwa niż jakikolwiek mężczyzna, którego poznał. Trzymając się szlafroka, jakby od tego zależało jego życie, uśmiechnął się sarkastycznie i powiedział: „Czy ty w ogóle kumasz? Dopiero co miałem kontakt fizyczny z tamtą kobietą, a tobie to nie przeszkadza? Nie brzydzi cię to?”.
„Nie mam nic przeciwko!” — odpowiedziała Lyra z całkowicie niewinną miną. „Poza tym, właśnie brałeś prysznic, więc nie jesteś brudny!”.
Killian zamarł, a jego umysł na sekundę stał się czystą kartą. „O czym ta dziewczyna plecie?”. Jego oczy rozszerzyły się, gdy wpatrywał się w nią w osłupieniu. W tej chwili nie potrafił sformułować żadnej sensownej myśli.
„Jej mózg pracuje na zupełnie innym poziomie. Całkowicie nieszablonowo” — pomyślał. „I... jak ona może być tak silna?”.
Killian był szczerze zszokowany, gdy zdał sobie sprawę, że nie może pokonać tej drobnej dziewczyny siedzącej na nim. Czując, że zaraz straci kontrolę, wziął głęboki oddech i powiedział niskim, ostrzegawczym głosem: „Jeśli natychmiast nie przestaniesz, nie będę cię już uczył tamtej rzeczy”.
Założył, że ta dziwna dziewczyna nie ma pojęcia, o czym on mówi.
I rzeczywiście, gdy tylko te słowa opuściły jego usta, Lyra natychmiast przestała.
Wydęła wargi, wyraźnie sfrustrowana, i zapytała: „Dlaczego mam przestać? Przecież powiedziałeś, że będziesz mnie uczył?”.
W końcu uwalniając się z jej uścisku, Killian niedbale posadził ją na łóżku, zbywając jej pytanie leniwym, obojętnym tonem. „Jestem zmęczony po tym, co było wcześniej. Nie mogę cię teraz uczyć”.
„Co?” — twarz Lyry natychmiast wykrzywiła się w rozczarowaniu. „Więc kiedy będziesz mógł mnie uczyć?”.
Teraz Killian naprawdę zaczął czuć się wyczerpany. Lyra miała ten odświeżająco bizantyjski sposób myślenia. Była zupełnie inna niż wszyscy.
Zerknął na Lyrę, która wciąż siedziała na jego kolanach, czując się najwyraźniej całkowicie swobodnie. Wciąż trzymała się jego szlafroka, wyglądając tak filigranowo i słodko.
Kiedy milczała, przypominała idealnie ułożoną lalkę, ale w momencie, gdy otwierała usta, wszystko się zmieniało.
Z jakiegoś dziwnego powodu wezbrało w nim nowe, nieznane dotąd uczucie. Nagle poczuł przemożną ciekawość na jej punkcie.
Powolny, rozbawiony uśmiech wykwitł na jego wargach, a głos złagodniał, gdy powiedział: „Ty mały dziwolągu, jesteś doprawdy unikalną osobliwością”.
















