Pocałunek Killiana był lekki jak piórko, czuły gest niosący w sobie ciężar szacunku, jakby obchodził się z bezcennym artefaktem.
Ta delikatna eksploracja była doznaniem, jakiego Lyra nigdy wcześniej nie zaznała. Jej szerokie, wyraziste oczy odbijały uderzająco przystojne rysy Killiana, a ona zapytała z zaciekawieniem: — Kian, czy tak właśnie smakuje całowanie? Mógłbyś przestać być taki delikatny?
















