„Hę? Dlaczego?” – Lyra wydęła wargi, wciąż wyraźnie niezadowolona. „Dlaczego miałabym cię słuchać?”
Mimo że uważała Killiana za atrakcyjnego, jeśli chodziło o działania, uważała, że to ona powinna dyktować warunki.
Widząc, że dalej się sprzecza, Killian zacisnął szczękę, a mięsień na jego skroni drgnął z irytacji.
Wiedział, że nie musiała go słuchać, ale dziewczyna była taka naiwna. Jeśli pozwoliłby jej robić, co chce, Bóg jeden wie, w jakie kłopoty by się wpakowała — zwłaszcza z jakimś facetem, który by ją zwodził.
Wziął głęboki oddech, próbując zachować spokój. „Czyż nie jesteśmy zaręczeni?”
„I co z tego?” – zamrugała, spoglądając na niego z autentycznym zagubieniem.
Killian pochylił się, zamykając przestrzeń między nimi, a jego oddech zmieszał się z jej oddechem. Jego głos opadł do szeptu, a słowa wydobywały się niczym warkot, pełen tłumionego powstrzymywania. „Jeśli jesteśmy zaręczeni, nie możesz rozmawiać o robieniu 'rzeczy dla dorosłych' z innymi facetami”.
„Zaraz, co?” – Lyra wpatrywała się w niego z oczami szeroko otwartymi z dezorientacji. „Czy to jakaś zasada?”
Zanim zdążyła powiedzieć kolejne słowo, Killian podniósł dłoń i lekko stuknął ją palcami w czoło.
„Ał!” – krzyknęła Lyra, rozmasowując głowę i spoglądając na niego z irytacją. „Kian, dlaczego znów mnie uderzyłeś?”
„Bo na to zasłużyłaś” – powiedział oschle, nie okazując ani cienia skruchy. „Jakim cudem dorastałaś, nie wiedząc o tym wszystkim? W jakim środowisku się wychowałaś?”
Gdyby to był ktokolwiek inny, pomyślałby, że tylko udaje głupią. Ale Lyra? Było boleśnie oczywiste, że nie ma pojęcia.
„Nigdy nie miałam styczności z takimi rzeczami. Co w tym złego?” – mruknęła, wciąż pocierając czoło, wyraźnie poirytowana.
Lyra spędziła większość swojego życia jako płatna morderczyni, szpieg i najemniczka, pod ścisłą kontrolą „człowieka w naszyjniku”. Jej wychowanie sprawiło, że żyła w niewiedzy w kwestiach choćby w minimalnym stopniu związanych z „uczuciami”, i nie miała pojęcia o normach społecznych czy moralnych rządzących relacjami.
„Więc, czy teraz rozumiesz?” – głos Killiana nieco stwardniał.
„Tak, tak, rozumiem” – mruknęła Lyra, wystawiając do niego język. „Nie będę się bawić z innymi facetami”.
Killian westchnął, widząc, że nadal jest lekko zdezorientowana. Przesunął dłoń w górę, by delikatnie rozmasować jej czoło. „Dobrze. A więc mamy jasność, prawda?”
Lyra nadymała policzki i skrzyżowała ramiona, obdarzając go poważnym spojrzeniem. „Powiedziałeś, że jesteśmy zaręczeni, więc nie powinnam zadawać się z innymi facetami. W porządku. Ale to oznacza, że ty też nie możesz się z nikim zabawiać. Zasady to zasady!”
Killian zaśmiał się, nie mogąc się powstrzymać.
Nie wiedział, dlaczego czuł się tak w obowiązku składać te obietnice. Logicznie rzecz biorąc, nie musieli się nawzajem ograniczać w ten sposób. Ale słysząc, jak mówi o tym tak poważnie, zapragnął się zaangażować — coś, czego się nie spodziewał.
Uśmiechnął się półgębkiem, mierzwiąc jej włosy, gdy mówił, a jego głos złagodniał z mieszaniną czułości i rozbawienia. „Nie martw się, nie będę się zabawiał. Nigdy tego nie robiłem i nigdy nie będę”.
Oczy Lyry rozbłysły, a jej nastrój wyraźnie się poprawił. „No to w porządku!”
Szybko wybaczając i przechodząc do porządku dziennego, wplotła ramię w jego, a jej twarz jaśniała z ekscytacji. „Więc, kiedy robimy 'rzeczy dla dorosłych'? Możemy dzisiaj?”
Mózg Killiana zaliczył zwarcie. „Co u diabła jest nie tak z tą dziewczyną? Dlaczego ma na tym punkcie taką obsesję?”
Westchnął, delikatnie szczypiąc ją w podbródek, by odwrócić jej twarz. „Jeszcze nie odpocząłem. Może innym razem”.
„Co?” – twarz Lyry posmutniała i wydęła wargi, wyraźnie rozczarowana. Przechyliła głowę i rzuciła mu sceptyczne spojrzenie. „Kian, mówiłeś, że ta kobieta to była tylko aktorka, którą wynająłeś, prawda? Więc dlaczego nie odpocząłeś?”
Killian zamrugał, zaskoczony. „Czy ona naprawdę teraz myśli?”
Spojrzał na nią i nie mógł się powstrzymać od cichego śmiechu. „To nie było nic poważnego. Ale jeśli chcesz znać prawdę... Nie odpoczywałem. Po prostu miałem lepsze rzeczy do roboty”.
Lyra zamrugała, a jej dezorientacja się pogłębiła. „Nigdy wcześniej nie robiłam czegoś takiego” – powiedziała, jakby to było całkowicie normalne. „Próbowałam wielu różnych zajęć, ale nigdy nie robiłam tego, co dorośli. Teraz, gdy jestem dorosła, myślę, że powinnam spróbować!”
Killian mógł tylko pokręcić głową, przypominając sobie niektóre z dziwnych rzeczy, które mówiła o swoim życiu jako płatnej morderczyni, hakerki czy najemniczki.
Zaśmiał się cicho, bardziej z niedowierzania niż rozbawienia. „Dobra, dobra, rozumiem. Ale to, o czym mówisz? Zanim zaczniesz robić takie rzeczy, musisz wziąć ślub”.
Lyra zamrugała, bardziej zdezorientowana niż kiedykolwiek. Złapała go za ramię z błagalnym spojrzeniem. „Kian, kiedy bierzemy ślub?”
Killian uniósł brew, rozbawiony jej uporem. Uśmiechnął się kpiąco. „Kto wie? Na pewno nieprędko. Masz dopiero 18 lat. Zdecydowanie za mało”.
„Co? Poważnie?” – twarz Lyry spochmurniała, a jej ramiona opadły.
Właśnie wtedy Orson, który szedł przed nimi, odwrócił się i pomachał im. „Killian, Lyra! Co wam tak długo zajmuje? Kolejna runda polowania zaraz się zaczyna!”
„Zrozumiałem”. Killian podniósł rękę na znak potwierdzenia i odwrócił się do Lyry. „Chodźmy. Najpierw pogramy w grę”.
„Dobrze”. Lyra westchnęła, a jej wcześniejszy entuzjazm związany z polowaniem całkowicie wyparował.
*****
Pod okiem personelu klubu wszyscy ruszyli na wyznaczone miejsce. Dźwięk wystrzału miał oznaczać oficjalny początek polowania.
„Słyszałem, że w poprzedniej rundzie brała udział niesamowicie silna drużyna” – powiedział Orson. „Wybili wszystkie inne zespoły w niecałą godzinę”.
„Nie gadaj! To szaleństwo!” – sapnęła Odette, z niedowierzaniem otwierając szeroko oczy. Przesunęła się bliżej Camille i wyszeptała: „Camille, musimy uważać. Nie chcemy odpaść zbyt szybko”.
„Oczywiście”. Camille skinęła głową, omiatając wzrokiem grupę.
Jej wzrok padł na Lyrę i Killiana. Zauważyła, że mała dłoń Lyry wciąż spoczywa na ramieniu Killiana. „O czym oni wcześniej rozmawiali?” – zastanawiała się.
Lyra wyglądała teraz na całkowicie przybitą; jej energia zupełnie zgasła. Camille uznała, że to prawdopodobnie kwestia krótkotrwałego wybuchu entuzjazmu.
A Killian oczywiście jej pobłażał.
„Daj spokój, otrząśnij się” – powiedział Killian, pociągając Lyrę lekko, by wyprostowała postawę.
Lyra wydęła wargi, wyraźnie zmartwiona tym, że nie będzie mogła robić „rzeczy dla dorosłych” przez co najmniej dwa lata. „Nie czuję tego” – mruknęła, zapadając się w sobie jeszcze bardziej.
„To przynajmniej spróbuj stać prosto”.
„Nie potrafę stać prosto”.
„To przestań się na mnie wieszać”.
„Hmph, ale ja chcę”.
Killian nagle uświadomił sobie, jak niesamowicie rozpieszczona była Lyra.
Orson podsłuchał ich rozmowę i nie mógł się powstrzymać od docinków. „Killian, o czym tam z tyłu rozmawialiście? Dlaczego ona nagle jest taka... pozbawiona życia?”
„To nie twój interes” – odparł Killian, posyłając mu wymowne spojrzenie. Nie chciał, by Orson węszył tam, gdzie nie powinien.
„Okej, w porządku...” Orson uniósł ręce w udawanym poddaniu i zrobił kilka kroków w tył.
W tym momencie Desmond, który do tej pory milczał, odezwał się, zauważając, że uwaga grupy zaczyna się rozpraszać. „Dobra, skupmy się. Potrzebujemy planu — przechodzimy do ofensywy czy przygotowujemy zasadzkę?”
„Oczywiście, że powinniśmy zaatakować!” – stwierdził Orson, spragniony akcji. „Polowanie nie jest fajne, jeśli nie ścigamy aktywnie innych drużyn!”
Ale zanim zdążył skończyć, wtrącił się Killian. „Powinniśmy zrobić zasadzkę”.
„Dlaczego?” – zapytał Orson, wyraźnie zdezorientowany.
„Opuściliśmy poprzednią rundę” – wyjaśnił spokojnie Killian – „więc nie znamy terenu tak dobrze jak pozostałe drużyny. Jeśli ruszymy w ciemno, sami możemy wpaść w zasadzkę. Lepiej na razie zagrać bezpiecznie i utrzymać pozycję”.
„Killian ma rację” – przyznał Desmond, potakując.
Odette podniosła rękę. „Zgadzam się z planem Killiana!”
Camille szybko pokiwała głową. „Tak, uważam, że Killian ma rację. Zasadzka wydaje się bezpieczniejszym wyborem”.
Orson był zaskoczony. „Mówicie poważnie? Czterech na jednego?”
Nie poddając się, zwrócił się do Lyry, próbując przeciągnąć ją na swoją stronę. „Lyro, co o tym myślisz? Powinniśmy szarżować, czy urządzić zasadzkę?”
Skoro Killian zdawał się ją rozpieszczać, uznał, że jeśli Lyra stanie po jego stronie, to może Killian da się namówić na ofensywę.
Lyra, wciąż uczepiona Killiana, zauważyła, że wszyscy się w nią wpatrują. Zamrugała leniwie, a potem zapytała: „Co? Nie zauważyliście?”
„Czego nie zauważyliśmy?” – zapytał Orson, wciąż zdezorientowany.
Lyra ziewnęła, przeciągając się lekko, po czym rzekła od niechcenia: „Już wpadliśmy w zasadzkę”.
Rozejrzała się szybko, po czym dodała: „Jest ich siedmiu... nie, czekajcie, właściwie to ośmiu. Tylu ludzi właśnie ukrywa się wokół nas”.
















