Sześciomiesięczna misja najemniczej dziedziczki

Sześciomiesięczna misja najemniczej dziedziczki

Autor: Katty&Cutie

Rozdział 5 Poznałam go
Autor: Katty&Cutie
19 cze 2026
Killian nie wziął słów Lyry do serca. Te dziwne rzeczy, o których wspominała, brzmiały bardziej jak jakieś szalone sny na jawie — trudno było w to uwierzyć. Po kolacji odwiózł ją pod bramę willi Caldwellów. Lyra wyskoczyła z samochodu jak gdyby nigdy nic, po czym szybko się obróciła i zatrzasnęła drzwi. Jej bystre oczy lśniły podekscytowaniem, gdy na niego patrzyła. „Hej, Kian, kiedy znowu się spotkamy?”. Killian planował wykorzystać to spotkanie, by uciąć plotki o ewentualnym małżeństwie rodzin, ale pojawienie się Lyry wyrzuciło ten plan przez okno. Wyglądała na słodką i niewinną, ale była w niej jakaś ostrość. Przebywanie z nią było jednak dziwnie zabawne. Zatrzymał się na sekundę, po czym spojrzył na nią z leniwym uśmieszkiem, tym rodzajem uśmiechu, który sprawiał, że jej serce biło szybciej. „Wpadnę do ciebie, jak tylko znajdę wolną chwilę”. „Więc kiedy to będzie?” — dopytywała Lyra tonem zdradzającym lekkie niecierpliwość. Killian wzruszył ramionami, nie spiesząc się z odpowiedzią. „Trudno powiedzieć”. Lyra natychmiast wydęła wargi, najwyraźniej niezadowolona z tej odpowiedzi. Czuła, że on po prostu próbuje ją zbyć. To, jak wystawiła usta i napuszyła policzki, sprawiło tylko, że wyglądała jeszcze uroczej. „Pff...” Killian nie mógł powstrzymać śmiechu na widok tego, jaka była rozkoszna. Wyciągnął rękę i żartobliwie uszczypnął ją w miękki policzek. „Masz telefon?”. „Tak”, odpowiedziała radośnie Lyra. „Daj mi swój numer”. „198...” Lyra wyrecytowała go, jakby robiła to milion razy. Killian szybko wyciągnął telefon i go wpisał. Gdy tylko to zrobił, jej telefon zadzwonił. „To mój numer. Odezwij się, jak będziesz czegoś potrzebować”, powiedział. „Dobrze”. Lyra skinęła głową z zapałem, a jej twarz rozpromienił szeroki uśmiech. „Kian, zadzwonię, jak tylko nadarzy się okazja!”. Killian nie mógł powstrzymać cichego śmiechu. „Ona chyba ma cały czas świata dla siebie”. Dodał swobodnie: „Tylko nie dzwoń za często. Może tak raz na jakiś czas, na przykład wieczorami”. „Jasne!” — zgodziła się bez wahania Lyra, wyraźnie podekscytowana. Podbiegła w stronę willi, po czym zatrzymała się w połowie drogi, by odwrócić się i pomachać Killianowi z szerokim uśmiechem. „Do zobaczenia, Kian!”. „Patrz pod nogi”, zawołał cicho Killian. „Pamiętam!” — odkrzyknęła wesoło, wyciągając ramiona szeroko niczym ptak, który w końcu może swobodnie lecieć, i podśpiewując pod nosem, przeskoczyła przez bramę posiadłości Caldwellów. Wyglądała jak radosna mała kuleczka energii, pełna optymizmu i zupełnie beztroska. Killian poczekał, aż zniknie mu z oczu, po czym skinął Barrettowi, by ten ruszył. Podczas jazdy Barrett nie mógł powstrzymać ciekawości. „Proszę pana, czy nie planował pan trzymać się z dala od Caldwellów? Dlaczego dał pan pannie Caldwell swój numer?”. Killian uśmiechnął się lekko, a jego wargi wygięły się w górę. „Ona jest... inna, nie uważasz?”. „Tak...” Barrett zawahał się, po czym powiedział bez ogródek: „Na pewno jest jedyna w swoim rodzaju, ale szczerze? Wydaje się taka... naiwna?”. Killian nie miał na to odpowiedzi. Nie mógł się z tym kłócić. Po długiej pauzie Killian nagle zaśmiał się cicho. Oparł podbródek na dłoni, wpatrując się w okno, za którym śmigał krajobraz. Jego usta wygięły się w chytrym uśmieszku. „Caldwellórowie nie należą do najmilszych ludzi. Ciekawe, jak długo wytrzyma w tej dżungli, zupełnie sama. Pewnie ją pożrą żywcem”. „Tak, na to wygląda”, odparł Barrett. W ich oczach Lyra wydawała się zbyt naiwna, by pasować do tego towarzystwa. Pewnie zostanie zniszczona przez tę rodzinę. ***** Lyra spacerowała korytarzem prowadzącym do willi, gdy w oddali dostrzegła dwóch niesamowicie przystojnych facetów opartych o marmurowe filary na zewnątrz, pogrążonych w rozmowie. To byli jej czwarty brat, Dante, i piąty brat, Elias. Czuła się bliżej z Eliasem, więc natychmiast pomachała i krzyknęła: „Elias! Elias! Wróciłam!”. Bracia odwrócili się na dźwięk jej głosu. „Oho!” Elias drgnął, gdy Lyra podbiegła do niego. Ostatnio stał się wobec niej nieco nieufny — była zbyt bezpośrednia jak na jego standardy. Dante, który stał obok, zmierzył ich oboje wzrokiem z drwiącym uśmieszkiem na ustach. „Elias, ty i ta dziewczyna trzymacie się blisko, co? Wisi na tobie za każdym razem, gdy cię widzi”. Elias szybko to zbagatelizował. „To ona nie daje mi spokoju. Ja nie mam z tym nic wspólnego”. „Taa, jasne”, powiedział Dante z chłodnym śmiechem, a jego oczy lśniły rozbawieniem. „Więc powiedz mi, kto tak bardzo rwał się do plotkowania o skandalach Killiana Vane'a, kiedy powiedziała, że ma za niego wyjść? Kto czekał przy drzwiach jak jakiś cholerny szczeniak?”. Elias zamilkł, a jego twarz zrobiła się czerwona. Odwrócił wzrok, próbując to zatuszować. „Dante, o czym ty do diabła gadasz? Nie rozumiem cię”. Dante prychnął, wyraźnie ciesząc się z dyskomfortu Eliasa. Zaśmiał się chłodno. „Na pewno nie rozumiesz”. Lyra pośpieszyła w stronę Eliasa, ale w połowie drogi drogę zastąpił jej Dante. Przystojna twarz Dantego wykrzywiła się w sarkastycznym grymasie. „Lyro, czy w twoim świecie istnieje tylko Elias? Widzisz jego i całkowicie zapominasz o mnie, swoim czwartym bracie? Nawet głupiego 'cześć'?”. Lyra spojrzała na Dantego, próbując załagodzić sytuację. „Hej, Dante! Najpierw zobaczyłam Eliasa, więc poszłam przywitać się najpierw z nim. Nie chciałam cię zignorować, przysięgam!”. „Nie musisz się tłumaczyć”, uciął Dante, a w jego głosie pobrzmiewała pogarda. „Od teraz nie zawracaj sobie głowy witaniem się ze mną. Od samego słuchania, jak mówisz do mnie 'Dante', robi mi się niedobrze”. Bez kolejnego słowa Dante odwrócił się i wszedł do willi. „Czekaj, Dante...” Elias nie spodziewał się, że Dante będzie aż tak surowy dla Lyry. Chociaż sam Elias nie wysilał się na uprzejmość wobec niej, chłód Dantego był na zupełnie innym poziomie. Lyra na chwilę spuściła wzrok, po czym spojrzała na Eliasa. „Bracie, właśnie coś zrozumiałam”. „No, co znowu?” Elias rzucił jej boczne spojrzenie, w duchu przewracając oczami. „Ta dziewczyna zawsze coś kombinuje”. Lyra spoważniała, analizując sytuację. „Myślisz, że Dante mnie nie lubi?”. „Dopiero teraz na to wpadłaś?” — zapytał beznamiętnie Elias. Prawda była taka, że cała rodzina Caldwellów nie była zachwycona nagłym powrotem Lyry. Była zagrożeniem dla Aurelii, ich złotej dziewczyny. Każdy, kto zasmucił Aurelię, miał kłopoty, a sama obecność Lyry wystarczyła, by wywołać napięcie. „Cóż, w takim razie będę musiała bardziej się postarać!” Lyra zacisnęła pięść, a jej twarz rozświetliła determinacja. „Sprawię, że Dante mnie polubi!”. Elias popatrzył na nią, jakby straciła rozum. „Naprawdę zamierzasz dalej bujać w obłokach, co? On nie przekona się do ciebie tak łatwo”. Spośród wszystkich braci, to Dante najbardziej rozpieszczał Aurelię. Przekonanie go do zaakceptowania Lyry jako siostry było równie prawdopodobne, co wygrana na loterii. „Dam radę!” Lyra posłała mu pewny siebie uśmiech. „Jeśli się na coś uprę, zawsze dopinam swego”. Zawsze potrafiła osiągnąć to, co sobie zamierzyła, i była pewna, że wpasuje się w tę rodzinę, bez względu na wszystko. „Ha, no to powodzenia”, wymamrotał Elias, zbywając ją. Potem coś mu zaświtało i zapytał: „A tak przy okazji, spotkałaś się z Killianem Vanem, prawda?”. „Tak, widziałam się z nim”, odpowiedziała. „Yy...” Elias podrapał się po głowie, czując lekki niepokój. Killian miał swoją renomę, a Lyra była zbyt ładna, by ufać mu w jej obecności. Nie chciał żadnych kłopotów, a ostatnią rzeczą, jakiej rodzina Caldwellów potrzebowała, był kolejny dramat. Dlatego kazał komuś obserwować posiadłość Killiana. Z raportu, który otrzymał, wynikało, że krótko po wejściu Lyry do środka, z willi wyszła jakaś kobieta. To mu się nie spodobało. „A co, jeśli Killian jest zamieszany w coś podejrzanego, a Lyra przyłapała go na gorącym uczynku?” — pomyślał. Postanowił więc poczekać przy drzwiach, by poznać całą historię. „Powiedz mi coś”, zapytał ostrożnie Elias, „kiedy weszłaś, czy z pokoju Killiana wychodziła jakaś kobieta?”. Oczy Lyry rozszerzyły się ze zdziwienia, wyglądała na pod wrażeniem. „Wow, bracie, jesteś dobry!”. „Hę?”. „Skąd wiedziałeś, że z pokoju Kiana wychodziła kobieta?”. „Co? Naprawdę tam była?” Elias był tak oszołomiony, że niemal nie zauważył, jak poufale Lyra zwraca się do Killiana. „Nom!” Lyra uśmiechnęła się zawadiacko, najwyraźniej nie przejęta. „Kiedy weszłam, właśnie skończyli, a ta kobieta wyszła cała rozczochrana, nawet nie była porządnie ubrana. Musiałam jej przypomnieć, żeby założyła ciuchy”. Kończąc swoją krótką opowieść, Lyra wyglądała na całkiem zadowoloną z siebie. Eliasa zatkało, a w jego głowie kłębiły się myśli. „Niech to szlag! Dopiero co poznał swoją narzeczoną, a ten idiota wciąż tak tu pogrywa? Killian to kawał gnoja!”.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 5 Poznałam go – Sześciomiesięczna misja najemniczej dziedziczki | Czytaj powieści online na beletrystyka