Szła między rzędami stołów, jakby cały świat leżał u jej stóp, a ciemnoczerwony materiał sukni powiewał za nią, szeleszcząc w ciszy sali. Nikt nie odważył się odezwać w obecności Króla, a samemu Kodzie odjęło mowę. Nie spodziewał się, że przyjdzie tu tego wieczoru, a teraz, gdy już tu była, nie potrafił oderwać od niej wzroku.
Valeria przypominała zjawisko. Wszystko w niej było perfekcyjne. Króle
















