Tron Mrozu i Kłamstw

Tron Mrozu i Kłamstw

Autor: Soren Vesper

Mapa
Autor: Soren Vesper
20 lip 2026
Szli w ciężkim, nieprzerwanym milczeniu, a zimne kamienne mury zamkowego korytarza wzmacniały ciche stukanie ich butów. Draven zerknął w bok na czarującą małą pokojówkę idącą obok niego. Chciał zrobić dla niej więcej. Nie miał racjonalnego wytłumaczenia dla nagłej, pierwotnej potrzeby drapiącej jego klatkę piersiową, żadnego logicznego powodu, dla którego jej zmartwiony wyraz twarzy zaciskał ciasny węzeł w jego żołądku. Ale niepokojące uczucie nie mijało, odmawiając zniknięcia w tle. Zatrzymał się w pobliżu grubych, nieoznakowanych dębowych drzwi. "Spójrz tutaj", wyszeptał Draven, wskazując na dyskretne wyjście. "Nawet służba od czasu do czasu korzysta z tych tylnych drzwi. To martwy punkt w architekturze zamku." Pamiętał to dobrze tylko z tego powodu, że była to rażąca słabość w jego własnej fortecy, którą kazał swoim strażnikom patrolować w ścisłej rotacji. "Wchodząc, skręcasz w lewo, potem idziesz prosto krętymi schodami na swoje piętro. Prawdopodobnie znajdziesz się w jakimś zakurzonym magazynie, więc..." Urwał, marszcząc brwi, próbując dowiedzieć się, jak jaśniej wyjaśnić układ przypominający labirynt. Wpatrywała się w niego z szeroko otwartymi, ciemnymi oczami, pełnymi surowej, nieskrywanej ciekawości. Wiedział, że nie powinien tego robić. Odkrycie wewnętrznej siatki obcej osobie stanowiło ogromne zagrożenie dla bezpieczeństwa. Wydał z siebie ciche westchnienie, sięgnął do kieszeni i wyciągnął telefon. W ciągu kilku sekund jego kciuk wbił zaszyfrowane hasło do aplikacji zabezpieczającej. Przewinął standardowe, fałszywe plany, wywołując główną mapę posiadłości. Tę prawdziwą. Układ, którym nigdy nie dzielono się z nikim spoza jego elitarnego kręgu bezpieczeństwa. Zamierzał pokazać jej tylko obecną wieżę, w sam raz tyle, by bezpiecznie wróciła. Nie było szans, żeby po przelotnym spojrzeniu zapamiętała zawiłą sieć linii i tajnych przejść. "Patrz", powiedział Draven, przechylając świecący ekran w jej stronę. Przejechał palcem po cyfrowych korytarzach, wskazując precyzyjne zakręty i ukryte drzwi, z których musiała skorzystać. Valeria pochyliła się, a jej ramię otarło się o jego ramię. Poczuła potężny przypływ szczęścia. Ten przystojny, barczysty ogrodnik nie miał pojęcia, co robi, pokazując jej ten układ. Wpatrywała się w ekran, a jej oczy chciwie biegały po świecących planach. Jej pamięć fotograficzna wpisała zawiłe linie, ślepe zaułki i ukryte klatki schodowe wprost do jej mózgu. Wypaliła ten obraz w swoim umyśle w zaledwie kilka sekund. Teraz było to trwałe. Nigdy by tego nie zapomniała. "A dzięki tej trasie skończysz w najciemniejszym kącie swojego piętra", powiedział Draven, a na jego ustach wykwitł miękki, niszczycielski uśmiech. "Potem, reszta będzie zależeć od twojego szczęścia." "Uhm, rozumiem", mruknęła Valeria. Zagryzła dolną wargę, walcząc ze złośliwym uśmiechem, który groził, że przedrze się na jej twarz. To była najlepsza rzecz, jaką mógł jej dać. "Dzięki." Spojrzała w górę, przyłapując jego ciemne oczy opadające na jej usta i zatrzymujące się tam z nagłym, ciężkim żarem. "Proszę bardzo", odpowiedział, a jego głos obniżył się o oktawę, gdy niedbale wzruszył ramionami. Valeria sięgnęła do mosiężnej klamki drzwi. Część niej desperacko chciała zapytać go o imię, dowiedzieć się, kim dokładnie był ten mężczyzna w brudnych ubraniach. Ale logika krzyczała na nią, by dała spokój. Żeby odejść i zapomnieć, że to dziwaczne, intensywne spotkanie kiedykolwiek miało miejsce. Pchnęła drzwi i zrobiła krok do przodu. Zanim jej stopa zdążyła uderzyć o kamień, duża dłoń Dravena zacisnęła się wokół jej nadgarstka. Jego uścisk był twardy i elektryzujący. Pociągnął ją do tyłu, obracając ją. Jej klatka piersiowa zderzyła się z jego solidnym, muskularnym torsem. Nie dał jej ani sekundy na przetworzenie tego. Opuścił głowę i przywarł ustami do jej ust w jednym ostatnim, desperackim posmakowaniu. To nie było delikatne pożegnanie. To była głodna, pochłaniająca inwazja. Owinął ogromne ramię wokół jej talii, przyciągając ją mocno do swoich bioder. Czuła, jak gruba, sztywna długość jego twardego członka wciska się przez jego spodnie, głodnie ocierając się o jej brzuch. Jego usta pożerały jej wargi, gorące i mokre, a jego język rozchylił je, by wsunąć się do środka i jej posmakować. Valeria sapnęła w jego usta, a jej dłonie instynktownie powędrowały w górę, by zacisnąć się na jego szerokich ramionach. Mokre tarcie jego języka i nacisk jego ciężkiej erekcji posłały ostry kolec pożądania prosto do jej wnętrza. Stali w cieniach, zamknięci w namiętnym uścisku, który rozciągnął się znacznie dłużej, niż którekolwiek z nich zdawało sobie sprawę. *Valeria! Gdzie jesteś?* Spanikowany głos Sorena przebił się przez jej więź telepatyczną, rozbijając odurzającą mgłę. Valeria oderwała usta, z trudem łapiąc powietrze. Pchnęła dłonie o klatkę piersiową Dravena, przerywając kontakt fizyczny. "Muszę iść!" wykrztusiła słowa przeznaczone bardziej dla niej samej niż dla niego. Jej oddech był poszarpany, a usta spuchnięte i wilgotne. Odwróciła się i wybiegła przez drzwi, znikając w mrocznym korytarzu. Draven stał w bezruchu w cichym holu, wpatrując się w puste drzwi. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała od ciężkich oddechów. Minęły lata, odkąd czuł się tak zagubiony. Zagubiony w burzy własnych nagłych, intensywnych uczuć. Przeczesał dłonią włosy, zmuszając się do wyrwania z transu. Musiał się skupić. Ale zanim odszedł, otworzył bezpośrednią więź telepatyczną do swojego głównego strażnika i swojej siostry, księżniczki Kateriny. "Chcę, żebyście oboje zostawili kandydatki w spokoju", rozkazał Draven tonem nie pozostawiającym miejsca na żadne argumenty. "Nikt nie powinien teraz kręcić się po ich piętrach. Oczyśćcie korytarze. Nikt ma nie stawiać stopy w wieży." Natychmiast przerwał połączenie, w pełni świadomy, że żadne z nich nie ośmieli się zakwestionować jego bezpośredniego rozkazu. Słaby, zadowolony uśmiech szarpnął kącik jego ust. To było najmniej, co mógł zrobić, by chronić małą pokojówkę. Nawet jeśli ta ulotna chwila musiała być definitywnym końcem ich historii. Valeria poruszała się jak duch po cichych korytarzach, bezbłędnie odtwarzając mapę myślową, którą ukradła z telefonu ogrodnika. Zatrzymała się na rogu prowadzącym do jej apartamentu, nasłuchując kroków, zanim wślizgnęła się do swojej sypialni. Soren i Phaedra już wyszli. Posłała im krótką myśl przez więź, potwierdzając swój sukces, rozebrała się i weszła pod gorący strumień prysznica. Kiedy w końcu opadła na łóżko, jej wyczerpany umysł nie wędrował w stronę jej przeznaczonego partnera. Zamiast tego zasnęła całkowicie pochłonięta doznaniem miękkich, wymagających ust ogrodnika i uściskiem jego dłoni na jej talii. Godziny później w pokoju trwał wir przygotowań. "Jesteś tego pewna?" zapytała Phaedra, a jej palce fachowo zapinały delikatne zapięcie ciężkiego szafirowo-diamentowego naszyjnika wokół gardła Valerii. "Wciąż uważam, że powinniśmy były wybrać złotą suknię." Soren stał w pobliżu, skrupulatnie poprawiając krawędzie pierzastej maski z piórami. "Coś mi mówi, że każda pojedyncza dziewczyna w tym zamku będzie dziś wieczorem nosić złoto", Valeria uśmiechnęła się złośliwie, spotykając spojrzenie Phaedry w wysokim lustrze toaletki. "Wszystkie chcą wysłać głośną wiadomość, że są godne bycia królowymi." Phaedra upięła ciemne włosy Valerii w luźną, tradycyjną warkoczową koronę, pozostawiając niski, niechlujny kok na karku z kilkoma luźnymi lokami opadającymi na twarz. Ten styl był klasycznym wyglądem Północy, wybranym z wyrachowaną precyzją. Każdy pojedynczy krok, jaki podejmowała na tym terytorium, musiał nieść za sobą głębokie znaczenie. Nie mogła pozwolić sobie na pozostawienie czegokolwiek przypadkowi. "A ty nie powinnaś zrobić tego samego?" zapytał Soren, posyłając jej karcące spojrzenie. "Po co?" Valeria parsknęła, przesuwając dłonią po gładkim gorsecie. "Nie muszę udowadniać, że potrafię być królową. Prawdopodobnie jestem jedyną kobietą w tym całym zamku, w której żyłach płynie czysta królewska krew. Muszę udowodnić coś innego. Muszę udowodnić, że tu pasuję, nawet pomimo bycia człowiekiem z Zachodu." "Brzmi to dla mnie rozsądnie", mruknęła Phaedra, rozpylając mgiełkę utrwalającą nad warkoczową koroną, po czym wsunęła ostatnią szafirową spinkę na miejsce. "Właśnie dlatego moja sukienka jest w kolorze przydymionego błękitu", powiedziała Valeria, a z jej ust uleciał cichy chichot. "W dawnych czasach zgaszony błękit był tradycyjnym kolorem sukni ślubnej na Północy. Noszono do niego ciężkie futro, ale futro byłoby przesadą na nowoczesnym balu maskowym. Dlatego poprosiłam moją krawcową, by wplotła te pióra w spódnicę, by stworzyć podobny efekt i kształt. Kto by pomyślał, że to będą te dziwaczne okoliczności, w których ją założę? Ale cholernie się cieszę, że pomyślałam o tym przed przyjazdem." "Dobrze, że wychwyciłaś ich małą sztuczkę z atramentem na zaproszeniach", parsknął Soren, krzyżując ramiona. "Będąc szczerym, to było z ich strony bardzo podłe." "Czego oczekiwałeś po tym, jak zorganizowali całą tę próbę, by się mnie pozbyć?" Valeria zachichotała, a dźwięk ten był lekki i pełen ulgi. Jakoś ciężar na jej piersi wydawał się lżejszy. Miała teraz jasną misję. Nie musiała wychodzić za mąż. Życie stawało się lepsze. I stanowczo wmawiała sobie, że nie ma to nic wspólnego z jej intensywnymi pocałunkami z ogrodnikiem. Odmówiła myślenia o jego miękkich ustach czy o tym, jak jego palce wplątały się w jej włosy. Miała znacznie większe problemy na głowie. Takie jak pomszczenie swojego honoru i sprawienie, by północne królewskie rodzeństwo pożałowało swoich podstępnych taktyk. Phaedra postąpiła naprzód, ostrożnie nakładając ozdobną maskę na oczy Valerii. Valeria cofnęła się i zafundowała swoim przyjaciołom powolny obrót. Blady, zgaszony błękit materiału był ciężki i drogi, ale strategiczne rozmieszczenie piór sprawiało, że wyglądała, jakby unosiła się w powietrzu. Srebrne cekiny i malutkie szklane koraliki chwytały światło, mieniąc się jak rozrzucone gwiazdy na zmierzchającym niebie. Konstrukcja z odsłoniętymi ramionami eksponowała jej obojczyki, a odważne rozcięcie z przodu zapewniało całkowitą swobodę ruchów, dając zabójczy błysk jej nóg. To był zaciekle niezależny wygląd. W tej sukience Valeria czuła się tak swobodnie, jak ryba w wodzie. Ostre pukanie rozległo się w pokoju. Phaedra, ubrana w elegancką czarną suknię spiętą dużą złotą broszką w kształcie ptaka, pospieszyła do drzwi. Otworzyła je, ukazując zdenerwowaną pokojówkę. "Księżniczka Katerina prosi, abyście się nie spóźnili", wyrzuciła z siebie pokojówka, wciskając grubą złotą kopertę w dłonie Phaedry, po czym niemal sprintem pobiegła korytarzem. "Strasznie się spieszy", przeciągnął Soren, wywracając oczami. Phaedra wręczyła ciężką kopertę Valerii. Bez zbędnej zwłoki rozerwała pieczęć i wyciągnęła gruby pergamin, a jej oczy przeskanowały eleganckie, zawijane pismo. Powolny, mroczny uśmieszek rozciągnął się na twarzy Valerii. "Co to jest?" zapytał Soren głosem nabrzmiałym zniecierpliwieniem. "Nic wielkiego." Valeria złożyła pergamin, otworzyła ukrytą przegródkę pod pudełkiem do makijażu i wrzuciła list do środka. "Katerina naprawdę chce, żebyśmy dotarli na bal na czas. Była nawet na tyle uprzejma, by udzielić mi ścisłych, bardzo szczegółowych wskazówek, dokąd się udać." "To niespodziewanie miłe z jej strony", powiedziała Phaedra, zerkając na zegar z wahadłem w kącie. "Gdyby tylko jej skrupulatne instrukcje nie prowadziły mnie prosto do odległego magazynu na samym tyłach zamku", parsknęła księżniczka Likanów. Pokręciła głową, nie mogąc pojąć, że ta dorosła kobieta nienawidzi jej do tego stopnia, by zaaranżować tak dziecinną, złośliwą pułapkę. Konsekwencje spóźnienia się lub zgubienia w strefach zamkniętych mogły być katastrofą dla jej pozycji w Próbach. Ale Katerina nie wiedziała o umyśle Valerii. Nie wiedziała, że jej pamięć fotograficzna nigdy nie pozwoliłaby jej zgubić się w tej fortecy, a wszystko to dzięki pewnemu bardzo przystojnemu ogrodnikowi. "Suka", syknęła Phaedra pod nosem. Szybko wygładziła swoją czarną spódnicę, odzyskując opanowanie. "W każdym razie, idziemy? Teraz musimy tylko upewnić się, że zjawimy się wcześnie." "Podoba mi się sposób, w jaki myślisz", uśmiechnął się Soren, stając między dwiema kobietami i oferując im obu ramię. Przyjęły to z chęcią, a ich tętno pulsowało z ekscytacji. Dzięki mapie myślowej Valeria nawigowała po labiryncie zamku z zabójczą precyzją. Po zaledwie kilku minutach stanęli tuż poza zasięgiem wzroku pozłacanych drzwi prowadzących do głównej sali balowej. Księżniczka Katerina stała obok wejścia, witając gości w oślepiająco jasnej, iskrzącej złotej sukni. Obecnie była w trakcie wyśmiewania młodej dziewczyny, która miała to nieszczęście zjawić się w wibrująco fioletowej kreacji. Zaproszenie nie zawierało fioletowego atramentu, co oznaczało, że ten kolor był tej nocy surowo zabroniony. "Północ zawsze szanowała bystrość umysłu ponad wszystko", zakpiła Katerina, machając lekceważąco dłonią w stronę upokorzonej dziewczyny. "Nie możemy mieć królowej, która nie zna najprostszych zasad." Katerina otworzyła usta, by wygłosić kolejną ciętą uwagę, ale jej wzrok powędrował za płaczącą dziewczynę i zatrzymał się bezpośrednio na Valerii. Północna księżniczka fizycznie się cofnęła. Głośne, ostre sapnięcie uciekło z ust Kateriny, zanim zdążyła je powstrzymać. Zatrzasnęła usta, a jej szczęka drgnęła, gdy desperacko próbowała zamaskować swoje gorzkie niezadowolenie. To była spektakularna porażka. Jej szok wywołany nieudanym sabotażem był namacalny. Dziewczyna w fiolecie wykorzystała rozproszenie uwagi, obracając się i uciekając w dół korytarza. Valeria puściła ramię Sorena, dając swoim towarzyszom znak, by weszli do sali balowej osobno, do czego kandydatki były zobowiązane. Valeria wkroczyła prosto w pole widzenia Kateriny, a przydymione niebieskie pióra jej spódnicy falowały wokół jej nóg. "Valeria Ironcrest?" zapytała Katerina, unosząc podbródek, by udać, że niewiele ją to obchodzi. "Nie mylę się, prawda?" "Nie tym razem", odpowiedziała Valeria, posyłając Katerinie najbardziej uroczy, ostry jak brzytwa uśmiech, całkowicie ciesząc się nagłym napięciem trzaskającym między nimi. "Co masz na myśli? Nigdy bym nie..." zaczęła Katerina, ale słowa zamarły w jej gardle. Natychmiast uświadomiła sobie, co miała na myśli Księżniczka Zachodzącego Słońca. Mówiła o fałszywych instrukcjach wysłanych do jej pokoju. Plan pozbycia się jej ewidentnie zawiódł. Valeria nie cofnęła się. Pochyliła się do przodu, zmniejszając dystans, aż znalazła się zaledwie kilka centymetrów od ucha Kateriny. "Nie martw się tym", wyszeptała Valeria, a jej głos był śmiertelnie niebezpiecznym, jedwabistym mruczeniem. "Doceniam ten gest i obiecuję, że odwdzięczę się, kiedy tylko będę mogła." Valeria odsunęła się. Ich oczy zamknęły się w niemym starciu woli, a uśmieszek Valerii pogłębił się w obietnicę wojny. Katerina przełknęła ślinę, zmuszona by stać tam i żyć z tą groźbą. Nie czekając na odpowiedź ani oficjalne odprawienie, Księżniczka Zachodzącego Słońca minęła oszołomioną arystokratkę i weszła przez wielkie drzwi do sali balowej. Ogromna przestrzeń była eksplozją dla zmysłów. Kryształowe żyrandole rzucały ciepły blask na setki gości. Wszyscy mieli na sobie misternie zdobione maski, a ich twarze ukryte były za piórami i klejnotami. Oficjalna ceremonia rozpocznie się dopiero wtedy, gdy przybędzie Król, a kandydatki zostaną przedstawione, co dawało Valerii cenny czas na przeanalizowanie pomieszczenia. Maski mogły ukryć twarz, ale nikt tutaj nie mógł ukryć swojego zapachu. Valeria przemieszczała się w tłumie mierzonymi krokami, a jej wilcze zmysły obudziły się do życia. Dyskretnie katalogowała unikalne zapachy unoszące się od gości, zapamiętując odrębne wonie do późniejszego wykorzystania. W końcu odpłynęła do cichego kąta, przyjmując kieliszek musującego szampana z mijającej ją tacy. Wzięła powolny łyk, rozkoszując się lodowatym pieczeniem alkoholu w gardle. Nagle potężne podwójne drzwi na odległym, przeciwległym krańcu wielkiej sali otworzyły się na oścież. Zanim w ogóle zobaczyła, kto przez nie przeszedł, ciężki, niezwykle znajomy zapach uderzył w jej nozdrza, sprawiając, że serce gwałtownie ścisnęło się w jej piersi.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 84

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

84 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Mapa – Tron Mrozu i Kłamstw | Czytaj powieści online na beletrystyka