– On zmieni zdanie!
Zignorowałam to zawodzenie. To było kłamstwo i obie o tym wiedziałyśmy.
Mijały setki lat, odkąd waleriański król zaczął zabierać ludzi na Próbę Ignis. Na tym etapie ona po prostu odgrywała przedstawienie. Podniosłam wzrok, gdy niebo rozdarła błyskawica, i zamknęłam oczy. Mój brat był zbyt młody, by móc cokolwiek zdziałać, nawet gdyby wybudził się ze śpiączki. Mój ojciec nie żył, a jego wdowa była bezużyteczna.
Musiałam opracować plan, by upewnić się, że mój brat przetrwa bałagan, którego narobiła jego matka. Posłałam jej wściekłe spojrzenie, zerknęłam na grób i odwróciłam się.
Jutro będę martwa, ale mój brat miał szansę zostać kolejną głową rodziny, jeśli uda mi się powstrzymać Dariusa przed dokończeniem tego, co zaczął.
Darius…
Tata powinien był wyrzucić go z rodziny lata temu, ale zawsze był bardziej lojalny wobec żmij we własnej rodzinie, niż na to zasługiwały. Weszłam do domu, zostawiając otwarte przesuwne drzwi prowadzące na zewnątrz.
– Dokąd idziesz? – Pociągnęła nosem, idąc za mną. – Twój ojciec…
– Nie żyje, a teraz ja muszę utrzymać brata przy życiu. Chcę mieć to z głowy przed świtem.
– Mieć z głowy? – Podskoczyła, poczerwieniała z gniewu. – Jak możesz tak mówić? Twój ojciec nie żyje! Twój brat… moje maleństwo…
Czyż nie jestem twoją córką? Uśmiechnęłam się krzywo na tę myśl. Nie. Chyba nigdy nią nie byłam.
Znowu zaszlochała. – To powinnaś być ty.
Przewróciłam oczami. – Dzięki za potwierdzenie.
Nie byłam głupia. Sposób, w jaki na mnie spojrzała, gdy weszła do mojego pokoju zaledwie kilka minut po tym, jak tata odjechał z moim bratem, powiedział mi wszystko.
Wiedziała, jaki był plan Dariusa.
Głupia.
Była taka głupia, ale nie zamierzałam pozwolić jej zabić również mojego brata. Służący mruknął coś nienawistnego o wodzie, którą nakapała na podłogę, ale nic mnie to nie obchodziło. Otwierałam kolejne drzwi, aż w końcu znalazła Dariusa, mojego wuja, siedzącego w głównej sali jadalnej, ubranego w uroczystą czerń. Reszta rodziny siedziała w rzędach, wszyscy zwróceni w jego stronę jako nowej głowy rodu. Nikt nie jadł, ale było jasne, że Darius zaraz zacznie ogłaszać, jak teraz będą wyglądały sprawy.
Zgrzytnęłam zębami. Ciało mojego ojca nie leżało w ziemi nawet kilku godzin, a on już przejmował władzę. Darius uniósł głowę i spojrzał na mnie, napotykając mój wzrok. W jego oczach nie było wyrzutów sumienia, oczywiście, że nie. Na jego szyi wisiał medalion, który mój tata nosił, odkąd został głową rodziny.
Zapewne nie mógł się doczekać, by zdjąć go z szyi taty.
Drań…
Szłam środkowym przejściem, oddychając głęboko i skupiając się na tym, co musi zostać zrobione. Mój gniew i poczucie niesprawiedliwości musiały zaczekać.
Musiałam to zrobić…
Jedna z ciotek próbowała mnie złapać. – Nie możesz tak po prostu…
– Cisza – powiedział Darius, patrząc na mnie. – Jeśli jesteś tu, by nakłonić mnie do zmiany zdania…
– Szkoda by mi było tchu. – Zatrzymałam się przed nim. – Przyszłam z tobą porozmawiać: jak głowa rodziny z niemalże-dziedziczką.
Jego oczy się rozszerzyły. – Masz w sobie dużo…
– Mój ojciec nie żyje. – Darius zamknął usta. – Mój brat jest w śpiączce. Jestem najstarsza, z jego żywej krwi i kości. To ja jestem nową głową rodziny i jednym słowem sprawię, że zostaniesz oskarżony o pogwałcenie woli suwerena tym wybrykiem, a twoja córka znajdzie się w karawanie, gdy ta przyjedzie za kilka godzin.
Oczy Dariusa rozszerzyły się jeszcze bardziej. Wytrzymałam jego spojrzenie.
– Zamierzasz porozmawiać ze mną na osobności – kulturalnie – czy mam sobie nie zawracać głowy? Jak myślisz, ile szczęścia ma twoja córka? – Uniosłam brew, choć żołądek wywracał mi się na drugą stronę. – Twój wybór.
Zacisnął zęby, na moment je obnażając. Spojrzał za mnie i skinął sztywno głową.
– Zostawcie nas – powiedział. Wdowa po moim ojcu odwróciła się, by pójść za resztą rodziny.
– Nie ty – rzuciłam, piorunując ją wzrokiem. – Ty nie masz prawa wyjść.
Zakwiliła i usiadła posłusznie obok niego. Widok ich razem sprawiał, że robiło mi się niedobrze. Reszta rodziny pospiesznie opuściła pomieszczenie. Drzwi przesunęły się, zamykając za nimi. W pokoju zapadła cisza.
Darius uniósł głowę. – Pewnie myślisz, że jestem niesprawiedliwy.
Mrugnęłam. – Myślę, że jesteś strategiczny.
Jego oczy się rozszerzyły.
– I myślę, że powinniśmy dojść do porozumienia – kontynuowałam. – W końcu to twoja córka została wezwana, nie ja. Pałac nie będzie zadowolony z faktu, że próbujesz ich wykiwać.
Darius zmrużył oczy. – Dokumenty nie mówią…
– O, ja wiem. Jedyne, co podają dokumenty, to wiek, i nigdy nie jest to dziecko obecnej głowy rodu. Dlatego to wszystko ukartowałeś. – Podeszłam do niego, mierząc go wzrokiem. – Zrobiłbyś wszystko dla swojej córki. – Spojrzałam na wdowę po ojcu. – I dla swojej kochanki.
Przechyliłam głowę i posłałam Dariusowi zimny uśmiech, zajmując miejsce.
– Nagła zmiana decyzji taty w ostatniej chwili… naprawdę pokrzyżowała wam plany, co?
Darius zacisnął szczękę, ale nic nie powiedział. Słyszałam pociąganie nosem, ale na nią nie patrzyłam.
– Przejdźmy do rzeczy, czas ucieka. Odejdę po cichu, zrzeknę się stanowiska, a w zamian ty zapewnisz mojemu bratu najlepszych lekarzy. – Zacisnęłam zęby. – Nawet jeśli nigdy się nie obudzi, ma umrzeć w godnych warunkach.
– A dlaczego miałbym słuchać…
Sięgnęłam do jej kieszeni, wyciągnęłam szczerozłotą monetę i rzuciłam ją przed niego. Była to stara waluta, używana tylko w najdroższych częściach imperium. Większość rodzin z niższych sfer dawno przetopiła swoje monety na biżuterię, ale mój ojciec i jego ojciec zawsze byli temu przeciwni, twierdząc, że kiedy bramy między światem ziemskim a waleriańskim znów się otworzą, będą nam potrzebne. Darius przetopiłby to wszystko, by podnieść status rodziny wśród plebsu, albo sprzedałby temu, kto da najwięcej wśród wyższych sfer.
Darius obserwował, jak moneta się toczy i zatrzymuje, po czym uniósł wzrok. – To kradzież.
– Jestem głową rodu. To wypłata środków. – Uśmiechnęłam się. – A między nami mówiąc, żyją tylko dwie osoby, które wiedzą, gdzie są skarbce.
Podniosłam palec. – A kiedy ja odejdę, ta druga będzie ledwo dychać.
– Tak po prostu odejdziesz? – zapytał Darius.
– Nienawidzę twojej córki. To samolubna, rozpieszczona gówniara. – Zerknęłam na jego wspólniczkę. – Nawet jeśli jest moją siostrą. Mój brat to co innego.
Darius sztywniał. Spojrzeli na siebie.
– Mamy układ? – Zmrużył oczy. Zerknęłam na medalion. – Kiedy umrę, medalion będzie działał dla ciebie… I będziecie mogli być szczęśliwą rodzinką.
Nie czekałam, aż cokolwiek powie. Słyszałam nadjeżdżającą karawanę. Idąc w stronę wyjścia, myślałam o wszystkich kobietach, które zabrano przede mną, i wiedziałam, że nikt w tej rodzinie nie zapłacze nade mną, nawet gdy odeślą moje zwęglone zwłoki.
Otworzyłam drzwi, gdy służba wysiadła z karawany i podeszła do mnie.
– Nazywam się Elara – powiedziałam cicho. – Mam dziewiętnaście lat i zgłaszam się do poboru na Próbę Ignis.
















