Bastian
Minęła chwila ciszy. W końcu zaczęła. Jej dłonie były delikatne, gdy przystąpiła do oczyszczania rany na moim ramieniu. Piekło, ale ledwie to zauważałem w porównaniu z pulsującym bólem moich własnych szponów wbijających się w ciało.
– Nic mi nie powiesz?
Milczałem.
– W porządku. Trucizna doprowadza cię do szaleństwa? – Prychnąłem. – Czyli nie to. Czy to sprawia, że budzi się w tobie valeri
















