Opowieści głosiły, że waleriański król zapadł w głęboki sen i od tamtej pory regent imperium sprowadzał ludzkie dziewczęta, by odnaleźć prawdziwą królową. To było głupie. Zawsze uważałam, że to tylko taktyka zastraszania. Przecież nie żądali dziewcząt z wyższych sfer do tej próby.
Zamknęłam oczy, przypominając sobie kuzynkę, którą odesłano z powrotem. Nie dało się nawet rozpoznać, czy to naprawdę ona. Wzdrygnęłam się na myśl, że skończę tak samo. Westchnęłam, próbując odgonić tę wizję, i patrzyłam, jak góry stają się coraz bliższe. Górowały nad lasem, rzucając na niego mroczny cień. Gdy karawana się zatrzymała, wysiadłam z niej i wyprostowałam plecy. Nie było tam nic prócz wejścia do jaskini. Serce tłukło mi się o żebra niczym koliber. Błyskawica rozdarła niebo, a powietrze zadrżało od grzmotu. Deszcz nie przestawał padać od początku pogrzebu.
Inne karawany odjeżdżały. Na szczycie wzgórza zebrało się co najmniej pięćdziesiąt młodych kobiet. Mój wóz dotarł jako ostatni. Czekał tam oddział niewzruszonych ludzi w zbrojach, o oczach przypominających żar. Ruszyłyśmy, by dołączyć do procesji schodzącej po schodach w stronę wielkiego wejścia na szczycie kamiennej platformy. Było pozłacane, a z jego wnętrza biło ciepło i światło. Komnatę wykuto w kamieniu, który lśnił żyłami złota i brązu. Gdy dotarłyśmy do platformy, stało się jasne, że światło wewnątrz przejścia to czysty ogień. Im bliżej byłyśmy, tym bardziej ogień stawał się jaskrawoniebieski.
Panika ścisnęła mi gardło. Patrzyłam, jak dwaj strażnicy stojący u wylotu ognistego korytarza wyciągają młodą kobietę i wpychają ją do środka. Wrzasnęła. Zapach palonego ciała wypełnił powietrze.
Wszystkie dziewczyny przede mną zaczęły krzyczeć i rozpierzchły się. Ja się nie poruszyłam. Nie zareagowałam nawet wtedy, gdy jeden z opancerzonych sług chwycił mnie za ramię. Panował chaos. Nie mogłam oddychać przez swąd spalenizny. Zwęglone ciała odpychano na bok, podczas gdy każdą kolejną osobę zmuszano do wejścia w płomienie.
Odciągali truchła, a mój żołądek wywrócił się na drugą stronę. Czułam, że zaraz zwymiotuję. Trzymający mnie strażnik pociągnął mnie bliżej schodów.
Krzyki ustały, gdy ostatnia dziewczyna padła na ziemię w słupie ognia. Z każdym krokiem pożar był bliżej. Dociągnięto mnie do samego wejścia. Spojrzałam na strażników po obu stronach. Łuski na ich szyjach lśniły w blasku płomieni, a miecze błyszczały złowrogo.
– Idź naprzód albo zostaniesz zmuszona.
Strażnik popchnął mnie o krok do przodu. Zamknęłam oczy. Żar mnie owiał. Przez kilka chwil widziałam tylko jasność. W umyśle usłyszałam dudnienie grzmotu. Nad mną wyrósł potwór. Był pokryty złoto-szmaragdowymi łuskami. Był piękny. A potem zniknął. Otworzyłam oczy w przepięknym holu wyłożonym szmaragdami i złotem, zupełnie jak ten Walerianin. Każdy zakamarek kąpał się w eterycznym, nieziemskim blasku. Chwilę później pojawiła się para uzbrojonych strażników. Na mój widok opadły im szczęki. Wtedy rozległy się dźwięki fletu i harfy, brzmiące jak z bajek, które tata opowiadał mi o pałacu waleriańskiego króla z czasów, gdy światy były jeszcze połączone.
Zająknęli się, po czym skłonili lekko.
– Wasza Wysokość, proszę pozwolić, że wskażemy drogę.
Z komnat zaczęli wylewać się ludzie, wszyscy ubrani podobnie jak strażnicy, ale bez zbroi. Gapiły się na mnie. Szeptali, ale nie mogłam wyłapać żadnego słowa. Ktoś chwycił mnie od tyłu i poprowadził naprzód.
Co mam teraz zrobić? Próbowałam się wyrwać, ale ani drgnęli.
– Czy zostanę… zaprowadzona przed oblicze Jego Królewskiej Mości?
– Nie, Wasza Wysokość.
– Nie nazywajcie mnie tak…
– …jego siostra obecnie składa mu wizytę. Na razie odprowadzimy Panią do pokoju.
– Nie mam tu pokoju.
– Przeszłaś Próbę – spojrzał na mnie. – Jesteś królową.
Wzdrygnęłam się na tę myśl. Próbowałam zaprzeć się piętami, ale wciąż mnie ciągnęli. Strażnicy wciągnęli mnie na górę.
– Skrzydło Suwerena to skrzydło Królowej – powiedział strażnik. – Obecnie jest tu tylko jedna służąca, ale wkrótce się to zmieni.
Strażnicy otworzyli drzwi i wpchnęli mnie do środka. Pokój był urządzony z przepychem w szmaragdzie i złocie. Młoda kobieta, mniej więcej w moim wieku, o krótkich, kręconych włosach, podniosła wzrok. Zerwała się na równe nogi, wyraźnie spięta. Miała cerę o odcieniu brązu i była ewidentnie zdenerwowana.
– To jest Thea – powiedział jeden ze strażników. – To służąca przypisana obecnie do twojego skrzydła.
Dygnięła i pochyliła głowę.
– Proszę przygotować ją do prezentacji przed Jego Królewską Mością.
Thea skinęła głową, wciąż nisko się kłaniając. Strażnicy wyszli. Thea patrzyła z lękiem.
Uśmiechnęłam się. – Ja… nie wiesz przypadkiem, czy da się jakoś ominąć straże?
– Wasza Wysokość, naprawdę powinnaś…
– Mów mi Elara.
– To zaszczyt móc Pani służyć, Wasza Wysokość. Chodźmy… znajdziemy coś odpowiedniego do ubrania.
– Nie zamierzam tu zostać – oświadczyłam.
– Ma Pani sposób na strażników? – zapytała Thea.
– Jeszcze nie.
Uśmiechnęła się. – W takim razie chodźmy Panią przebrać.
Poszłam za nią do łaźni. Była piękna. Usiadła na brzegu wanny i odsunęła kilka kamieni. Woda trysnęła do środka, a powietrze wokół nas stało się wilgotne.
– Musi Pani uważać na lady Vesperę. To przybrana siostra Jego Królewskiej Mości. Jest podrzutkiem, którą poprzedni król wychował wraz z nim jako damę dworu suwerena. – Otworzyła buteleczkę i wlała płyn do kąpieli. Podeszłam i również usiadłam na brzegu wanny. – Jest okrutna i przebiegła. Proszę nie ufać niczemu, co powie.
– Odpowiednia prezencja bardzo ułatwiłaby Pani życie – powiedziała cicho Thea. – A… jedyna droga wyjścia prowadzi przez korytarz, choć teraz, gdy przeszłaś Próbę… cóż, zmieniłaś się.
Zacisnęłam szczękę. Szata, którą wybrała Thea, była utkana ze szmaragdu i złota. Dostałam ukryty miecz, co najwyraźniej było tradycją. Położyłam krótki miecz, który dostałam od ojca, na komodzie. Dałam Thei jedną z szat z szafy, która była na mnie za duża, by mogła zastąpić swoje łachmany. Miała kolor delikatnej brzoskwini ze złotem, co pięknie komponowało się z karnacją Thei.
– Dzięki – powiedziałam. – Potraktuj to jako przeprosiny za to, że długo tu nie zagoszczę.
Thea wyprowadziła mnie z pokoju i ze skrzydła. Spotkałyśmy strażników przed głębokimi, czarnymi drzwiami. Strażnik otworzył je. Pokój był luksusowy, urządzony w czerwieni i złocie. Na wielkim łożu leżał mężczyzna. Był wysoki, ubrany w czarną szatę. Jego długie włosy spleciono w warkocz. Zostałam u stóp łóżka. Było wystarczająco blisko, by zobaczyć jego twarz. Miał brązową skórę i był przystojny. Mógł spać przez wieki, ale wyglądał młodo. Na jego szyi widniały ciemne plamy.
– Wasza Wysokość, proszę…
Drzwi za nią otworzyły się z hukiem, uderzając o ścianę. Odwróciłam się. W progu stała kobieta z łuskami w kącikach oczu i ciemnymi włosami upiętymi w skomplikowany, ozdobiony klejnotami węzeł. Ubrana była w błękit przetykany złotem.
Zmierzyła mnie wściekłym wzrokiem. – Kogo, do diabła, wpuszczacie do komnat mojego brata?
To musiała być Vespera.
















