Nazywają to selekcją. Ja nazywam to aukcją. Jako kobieta o najrzadszym rodowodzie Alfy wiedziałam, że moje osiemnaste urodziny będą końcem mojej wolności. Spędzałam dnie, ucząc się polować i leczyć, przygotowując się do bycia samowystarczalną, nawet jeśli zostanę porzucona przez mężczyznę, który mnie wygra. Podczas gdy inne Alfy obnosiły się ze swoją siłą i lekceważyły prawa mojej rodziny, jeden z nich pozostawał cieniem. Callum z Arktycznego Zaćmienia przysłał swojego Betę z sekretami owiniętymi w czerwone wstążki. Wiedział, że uwielbiam romanse; wiedział, że zapach lodu i drewna sprawi, że tętno mi przyspieszy. Lecz późne przybycie to niebezpieczna gra. Gdy zaczyna się walka, a krew słabszych mężczyzn plami żwir, pierwotne przyciąganie, którego nie potrafię zignorować, wyrywa mnie z mojego azylu. Biegłam, aż zapłonęły mi płuca, łamiąc każdą tradycję „ukrytej panny młodej”. Nie znalazłam męża. Znalazłam swojego przeznaczonego. I gdy dwóch wojowników szykuje się, by skoczyć na niego od tyłu, uświadamiam sobie, że nie będę tylko jego Luną — będę tą, która spali cały świat, by go przy sobie zatrzymać.

Pierwszy Rozdział

Mój ojciec jest wyższy od każdego mężczyzny, jakiego kiedykolwiek widziałam… Moja matka, choć niepozorna ze względu na niski wzrost, potrafiła zabić najlepszych wojowników z trzech najbliższych klanów… A ja byłam ich dzieckiem. Byłam rzadkim okazem. Zrodzona z dwojga alf i samicy. Moja matka była taka sama, podobnie jak jej matka. I babka również, bo mój rodowód był wspaniały. Każdy syn alfy dałby się za mnie zabić. Samica z krwią alfy. Nie zrozumcie mnie źle – byłam szczęśliwa, pobłogosławiona i kochana. Dorastając, nie miałam pojęcia o wyzwaniach, przed którymi postawi mnie życie tylko dlatego, że posiadałam zdolność wydania na świat silnego szczenięcia. W moich wspomnieniach tamte lata były złote. Śmiałam się, tańczyłam i biegałam, aż płuca płonęły, a stopy pokrywały się modzelami. Uczyłam się swoich obowiązków, by pomagać w leczeniu i obronie mojej społeczności. Mojej watahy. Moi rodzice byli jednak rozsądni; nauczyli mnie uprawiać rolę, gotować, polować i zdobywać wiedzę. Wiedziałam, jak być samowystarczalną, by bez względu na to, co przyniesie los, umieć sobie poradzić. Wiele kobiet na moim miejscu zostaje zapłodnionych, a potem porzuconych. Ich alfy dostają silne szczenię, może cenną córkę, a one zostają zostawione na pewną śmierć. Moi rodzice zadbali o to, bym miała życie. — Sero! Moja matka potrafi krzyczeć głośniej niż mężczyzna. Tym razem byłam wyjątkowo spóźniona. Marudziłam całe rano, cały tydzień. Nie chciałam tego robić. Błagałam rodziców, by odłożyli to o kolejny rok, by dali mi choć odrobinę czasu, której mogłabym się uchwycić, by zachować życie, niezależność i zdrowe zmysły. Mieli jednak rację. Przejście rui bez partnera może zabić. A ja odmawiałam poddania się śmierci. Teraz więc upięłam swoje brązowe loki w kok, pozwalając części z nich spływać kaskadą, a kilku pasmom z przodu okalać twarz. Prosta sukienka, którą miałam na sobie, cieszyła oko. Zawsze stawiałam na elegancję i klasę. Otulał mnie jedwab w kolorze dziennego błękitu. Dekolt typu Queen Anne i dopasowana sylwetka były celem na dzisiejszy wieczór. — Ładna ze mnie sztuka bydła — mruknęłam. Moja irytacja narastała w ostatnich tygodniach. Wcale nie miałam nic przeciwko partnerowi. Byłam niepoprawną romantyczką, która marzyła o prawdziwej miłości. Po prostu wiedziałam, że to wydarzenie nigdy nie spełni mojego marzenia o byciu postrzeganą jako ktoś więcej niż ideał. O spojrzeniu, w którym świat zatrzymuje się wokół mnie, gdy on zapamiętuje moje rysy. Nigdy nie zaznam pasji, bliskości, euforii ani miłości. Dziś wieczorem zejdę na dół i spotkam młodych, wysokich rangą członków tak wielu watah, że straciłam rachubę, a oni wszyscy będą chcieli, bym została ich Luną. Będę tam stać i uśmiechać się, podczas gdy młodzi mężczyźni będą rozdzierać się nawzajem na strzępy, byle tylko dostać szansę na zaciągnięcie mnie do łóżka. A kto zaaranżował ten wieczór? Moi rodzice! …z drugiej strony, wiem, że wciąż mogłabym umrzeć z powodu rui bez partnera. To trochę dziwne, gdy rodzice chcą, żebyś zaliczyła. Wiem, że się tutaj nie mylę. Miałam osiemnaście lat. Dla ludzi to prawie nic nie znaczyło; dla nas oznaczało wszystko. — Sera — rozległo się pukanie do drzwi. — To Thad… — I reszta z nas! Przewróciłam oczami. — Wejdźcie! Powoli wetknęli głowy do środka; przyznaję, ostatnio byłam dość mściwa. Wyżywałam się za nieszczęście na każdym biednym przechodniu. — Czy bestyjka jest gotowa na swoją aukcję? — Thad przekrzywił głowę i zapytał z okropnym angielskim akcentem. Odwróciłam się i uniosłam ręce, pytając gestem, czy na taką wyglądam. — Nieźle — Jaxon usiadł na moim łóżku. — Trafi ci się jakiś fajny. — Dość! — warknął Caspian. Jego oczy rozbłysły na ułamek sekundy. — Obiecujesz, że będziesz grzeczna? Spojrzał po pokoju na troje swojego młodszego rodzeństwa. — Wiem, że nie jesteś szczęśliwa z powodu tego, co może nadejść, ale mimo wszystko ostateczna decyzja należy do ciebie i nie pozwolimy, by stało ci się coś złego — podszedł do mnie, kładąc swoje gigantyczne dłonie na moich ramionach. — Nie chcę zostać oszukana, Cas — poczułam, jak żołądek na moment podchodzi mi do gardła. Moi bracia byli w moim pokoju, wszyscy wyszykowani, co oznaczało, że mama ich przysłała, co z kolei oznaczało, że ktoś zaraz przyjedzie, a to zwiastowało, że naprawdę nadszedł ten czas. Nagle poczułam, że wszystko dzieje się zbyt szybko i nie byłam na to gotowa. Thad dostrzegł fale emocji przelewające się w moich oczach. — Wszystko będzie dobrze, wszyscy pochodzimy z tej samej linii. Nikt nie będzie na tyle głupi, by spróbować sztuczek — pokiwał powoli głową, utrzymując ze mną kontakt wzrokowy. Oddychałam ciężko, prawda? Miałam spocone dłonie. To jednak było moje życie. Rozstrzygnie się reszta moich dni. Wybiorę kogoś, a potem będę musiała z nim być do końca życia. Będą moi, a ja ich, i dam im szczenięta, i będę ich Luną, i będę prowadzić watahę, i mieć władzę nad tyloma ludźmi przez tak długi czas, a to wszystko wydawało się tak przytłaczające. Usiadłam z fuknięciem. Nie, chwileczkę, to Thad mnie posadził. — Pij. To — powiedział Jaxon, wpychając mi szklankę przed nos. Och! Szklanka. Szklanka wody. To powinno pomóc. — Dzięki — wychrypiałam wysuszonym głosem. Cas uklęknął przede mną i spojrzał na mnie swoim najlepszym wzrokiem starszego brata. — Myślisz, że dasz radę? Czy dam radę? Czy miałam wybór? Matka i ojciec rozesłali listy z porozumieniem i ogłoszenia do wszystkich. Zostanę przedstawiona księżycowi po moich urodzinach. Poznam samców, a potem zobaczę, który mi się spodoba. Od tego momentu sprawa należała bardziej do nich, dopóki faktycznie nie będę musiała dokonać wyboru. I wszystkie watahy zgodziły się, że to ja będę miała decydujące zdanie. Że to ja wybiorę swojego samca. A teraz siedziałam tu przerażona na śmierć, bo wiedziałam, że i tak mogą mnie oszukać. Ale strach w niczym nie pomaga. Jeśli mężczyzna oszuka mnie dla silnego dziedzica, zabiorę syna i zostawię drania w pyle. Nie dam się złamać kłamstwom i szeptom. Stawię czoła nadchodzącemu wichrowi. Wzięłam długi łyk i wstałam. — Jestem gotowa — skinęłam głową, ściągając łopatki do tyłu. Mężczyźni mnie pragną, więc będą musieli o mnie walczyć, udowodnić swoją wartość. — Och, Sero! — wykrzyknęła radośnie moja matka, gdy schodziłam po schodach. Jej oczy były zaszklone dla dramatycznego efektu. — Wyglądasz tak pełna wdzięku, moje szczenię — podeszła i porwała mnie w ramiona, po czym natychmiast wygładziła moją sukienkę. — Silna — odezwał się głos mojego ojca za moimi plecami. Odwróciłam się i zobaczyłam jego wysoką, twardą sylwetkę. — Wyglądasz, jakbyś przygotowała się do bitwy, maleńka — uśmiechnął się półgębkiem, napełniając szklankę. — Dobrze. — Tato — podeszłam i przytuliłam go. Mój tata zawsze chciał, żebyśmy potrafili stać o własnych siłach. — Nie uginaj się przed nimi, Sereno — trzymał mnie w swoich silnych ramionach, jakby to był ostatni raz. Przycisnął moją twarzyczkę do piersi, jakbym znów miała trzy lata. — Niedługo tu będą, moje szczenię. Wracaj na górę, tata przyjdzie po ciebie, kiedy nadejdzie czas — zaszczebiotała matka, uwalniając mnie z uścisku ojca. Ujęła mnie za rękę. — Twoi bracia mogą wcześniej rozejrzeć się na przyjęciu. Przestraszyć tych chłopców, żeby znali swoje miejsce, ale ty musisz wejść z fasonem, żeby wiedzieli, kim jesteś. Nagrodą? Nie. TĄ nagrodą — matka złapała mnie i poprowadziła z powrotem na schody. — Wiem, jaki strach temu towarzyszy, ale ufaj, że pomożemy cię chronić. Doprowadziła mnie do sypialni i posadziła na krawędzi łóżka. — Moja droga, wiem, że marzyłaś o miłości i romansach… a to nie jest dokładnie taka historia — powiedziała mama, gładząc mnie po dłoni. — Nie wiem, co ci powiedzieć, poza tym, że ta sytuacja będzie taka, jaką ją sama uczynisz. Relacja zajdzie tylko tak daleko, jak na to pozwolisz i jak będziesz chciała, by wyglądała. Jeśli będziesz chciała gniewu, to go dostaniesz; jeśli będziesz chciała szczęścia, będziesz do niego dążyć; a jeśli będziesz chciała przestrzeni, dadzą ci ją, ale nie przesadzaj. Zasługujesz na wielką miłość, więc dziś wieczorem chcę, byś zachowała w sercu nadzieję na nią. Skinęłam głową. — Myślisz, że to będzie dobry człowiek? — Nie sądzę, by bogini cię opuściła, moje szczenię — mama wezbrała dumą, po czym opuściła pokój. Siedziałam, przebierając nogami przez dobre dwadzieścia minut. Punktualność była kluczowa w takich sprawach, będąc sygnałem szacunku dla rodowodu rodziny i samicy. Wiedziałam, że nie będę musiała długo czekać i wszyscy będą gotowi. Moi bracia uścisną dłoń każdego samca, który przekroczy próg naszego domu, i zaznaczą swój zapach wokół posiadłości. Wojownicy z naszej watahy wejdą jako ostatni na wypadek, gdyby ktoś zrobił coś niewiarygodnie głupiego i próbował mnie porwać. — Sereno, czas już.

Odkryj więcej niesamowitych treści