Zdobycie rzadkiej rasy: Cień Arktycznego Alfy

Zdobycie rzadkiej rasy: Cień Arktycznego Alfy

Autor: Elowen Vesper

Rozdział 3
Autor: Elowen Vesper
12 lip 2026
— Spójrz na mnie — rozkazałam. Mężczyzna warknął i sapał, zaciskając zęby. Szybko przejechałam pazurami po jego twarzy, zalewając krwią jego lewe oko. Wrzasnął, bo pozwoliłam, by moja złość znalazła ujście, i uderzyłam głęboko. Wojownicy klanu przyszli i zabrali tych dwóch głupców do naszych lochów. Moja matka i Sia szybko podeszły do mnie i zaprowadziły mnie do łazienki. — Ignorancja i głupota tych mężczyzn... Jak oni śmieli! Jakby w ogóle na ciebie zasługiwali. Ty, która i tak łaskawie go oszczędziłaś. Twoja dyplomacja stoi znacznie wyżej niż ich. Powinnam zażądać życia ich najlepszych wojowników w ramach odwetu. Powinnam kazać twojemu ojcu zrównać ich ziemie z ziemią. Bogini ześle głód na jego klan, jeśli zna pojęcie sprawiedliwości. Co za bezczelność. Zaczepiać moją córkę. Moją córkę! — Moja matka pomstowała, wycierając moją dłoń, która była teraz skąpana we krwi. — Dałaś mu popalić — Sia uśmiechnęła się pod nosem, ścierając krew z mojej twarzy. — Na to oko już nie przejrzy. Zaśmiałam się cicho, ale nie był to pełny śmiech. Przyszli tutaj, by mnie skrzywdzić i zagarnąć moje życie dla siebie. Jak miałam tam wrócić? Rozległo się pukanie, a moje myśli nieco się uspokoiły. — Evelyn? Ludzie są dość poruszeni, powinnaś wyjść i pomóc uspokoić sytuację — zawołała Rhea zza drzwi. — Ja pomogę Serze. Matka spojrzała na mnie, szukając potwierdzenia, a ja skinęłam głową. Ucałowała mój policzek i wyszła z naszej małej przestrzeni, mijając wchodzącą Rheę. — Moja Sero, wszystko w porządku? — zapytała Rhea, kontynuując czyszczenie mojej dłoni. — Wiedziałam, że coś takiego się wydarzy. Mam tylko nadzieję, że inni z podobnymi pomysłami po prostu stąd odejdą. — Spojrzałam na siebie w lustrze. — Zrobiłaś to, co należało, a wielu alfom podobało się, że prosiłaś o powściągliwość. To cecha dobrej Luny, umieć uspokoić swojego partnera — uśmiechnęła się do mnie promiennie. — Poza tym, na pewno znajdzie się dla ciebie jakiś porządny, silny mężczyzna — Sia spojrzała na mnie z troską, szukając w moich oczach śladów smutku. — Musisz tam jednak wrócić. Żeby pokazać swoją siłę i odporność — dokończyła Rhea i poprawiła mi fryzurę. — Masz małą plamkę krwi na spódnicy — Sia nachyliła się, by ją wyczyścić. — Nie. — Zatrzymałam ją i uśmiechnęłam się. — Niech na nią patrzą. Sia skinęła głową krótko i zdecydowanie, a na jej twarzy wykwitł szeroki uśmiech. — To moja dziewczyna. Przejrzałam się, by upewnić się, że na mojej twarzy nie maluje się strach ani gniew, a moje oczy wróciły do normy. — Dajcie mi kilka chwil samej, a potem dołączę do przyjęcia. Niech Jaxon przyjdzie po mnie za pięć minut — powiedziałam im i odwzajemniłam uściski. Westchnęłam i przeszłam głębiej w głąb domu, z dala od hucznego teraz przyjęcia, gdzie wszyscy plotkowali o tym zajściu. Wiedziałam, że coś takiego się wydarzy. Myślałam jednak, że tak poważne wykroczenie nastąpi dopiero pod koniec tygodnia. Wyjrzałam przez okno. Nasz dom stał na klifie, co zapewniało nam bezpieczeństwo z kilku stron. Dalej rozpościerał się ocean. Będę tęsknić za zapachem morza, kiedy stąd odejdę. Przygotowałam się na to — na to uczucie niepewności i na tych niegodnych zaufania ludzi, których ugościłam na mojej ziemi. Czy oni nie rozumieli, że to moje ostatnie chwile tutaj? Ostatnie skrawki czasu pod dachem moich rodziców. Moje dzieciństwo dobiegało końca, a oni widzieli w tym jedynie początek dla swoich synów. Usłyszałam kroki — Jaxon przyszedł, by przeprowadzić mnie przez tłum gości. Wtedy poczułam inny zapach. To nie był Jaxon. Bogini... — Panna Serena Vance? — odezwał się głos za moimi plecami. Odwróciłam się, przewracając oczami. — Jeśli nie byłeś świadkiem tego, jak ostatnia osoba znieważyła świętość tego dnia, radzę ci poczekać na obecność kogoś z mojej rodziny — odparłam, zaczynając odchodzić, ale nagle się zatrzymałam. Był potężny. Wysoki co najmniej jak Cas. Szeroki w ramionach. Ale najbardziej zszokowało mnie to, że nie był alfą. Dobry Boże, jak w takim razie musiał wyglądać jego alfa??? — Kazano mi przekazać to na osobności. — Otworzył teczkę i podał mi małą paczkę przewiązaną czerwoną wstążką. — Przepraszam, że nie mogłem dać pani chwili spokoju, ale mój Alfa musi dowiedzieć się o tych łajdakach. — Doprawdy? — Nie mogłam powstrzymać zdziwienia słysząc gniew w jego głosie. — Zamierza o panią zabiegać, ale w tej chwili jest zajęty. Poprosił o przekazanie prezentu, by przeprosić za zwłokę. Ma nadzieję, że pani się spodoba. — Mężczyzna skłonił się nisko. — Twoje imię? — Beta Merrick O’Brian — skinął głową. — I twój alfa wciąż zamierza konkurować z innymi, których wybiorę, mimo że go tu nie ma? — zmrużyłam oczy. — Ma nadzieję, że ten podarunek okaże jego intencje i to, że są one szczere. Przekazał, że jeśli wygra, oczywiście da pani czas na poznanie go, zanim zamieszka pani w jego domu — wyjaśnił beta. Od bety bił zapach, którego nie potrafiłam rozszyfrować. Ten sam zapach spowijał mój prezent. Nie mogłam powstrzymać pragnienia, by poczuć go więcej. — Powiedział „domu”? — kontynuowałam przesłuchanie. — Chce go pani oczywiście zapewnić — uśmiechnął się ponownie i spojrzał na zegarek. — Bardzo przepraszam, muszę wkrótce do niego zadzwonić. Zaczyna się nocna warta, a on pełni służbę. — Oczywiście — skinęłam głową. Podeszłam z powrotem do okna i usiadłam na parapecie. Jaxon minął mężczyznę i podszedł do mnie. — Kolejny? — Spojrzał na moją twarz. — To był tylko beta. Przekazał mi prezent od swojego alfy jako przeprosiny za spóźnienie. Pytał nawet, co powinien mi kupić — zaśmiałam się. Rozpakowywałam prezent jak dziecko w urodziny, czując w piersi narastającą radość. — I co? — Jaxon uśmiechnął się na widok mojego dziecięcego entuzjazmu. Zdjęłam brązowy papier i czerwoną aksamitną wstążkę. W środku znajdowała się książka w skórzanej oprawie. Zaparło mi dech. Ten zapach stał się silniejszy. Pachniało lasem, drewnem i lodem? To był egzemplarz „Rozważnej i romantycznej”. Stary egzemplarz. Nie wyglądał na tani. Otworzyłam go, a w środku znalazłam suszone kwiaty. Lawendę, stokrotki i dzwonki. — Podoba mi się. I to bardzo — zamrugałam gwałtownie, a na moje policzki wypłynął rumieniec wywołany tym słodkim gestem nieznajomego.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 3 – Zdobycie rzadkiej rasy: Cień Arktycznego Alfy | Czytaj powieści online na beletrystyka