Zdobycie rzadkiej rasy: Cień Arktycznego Alfy

Zdobycie rzadkiej rasy: Cień Arktycznego Alfy

Autor: Elowen Vesper

Rozdział 1
Autor: Elowen Vesper
12 lip 2026
Mój ojciec jest wyższy od każdego mężczyzny, jakiego kiedykolwiek widziałam… Moja matka, choć niepozorna ze względu na niski wzrost, potrafiła zabić najlepszych wojowników z trzech najbliższych klanów… A ja byłam ich dzieckiem. Byłam rzadkim okazem. Zrodzona z dwojga alf i samicy. Moja matka była taka sama, podobnie jak jej matka. I babka również, bo mój rodowód był wspaniały. Każdy syn alfy dałby się za mnie zabić. Samica z krwią alfy. Nie zrozumcie mnie źle – byłam szczęśliwa, pobłogosławiona i kochana. Dorastając, nie miałam pojęcia o wyzwaniach, przed którymi postawi mnie życie tylko dlatego, że posiadałam zdolność wydania na świat silnego szczenięcia. W moich wspomnieniach tamte lata były złote. Śmiałam się, tańczyłam i biegałam, aż płuca płonęły, a stopy pokrywały się modzelami. Uczyłam się swoich obowiązków, by pomagać w leczeniu i obronie mojej społeczności. Mojej watahy. Moi rodzice byli jednak rozsądni; nauczyli mnie uprawiać rolę, gotować, polować i zdobywać wiedzę. Wiedziałam, jak być samowystarczalną, by bez względu na to, co przyniesie los, umieć sobie poradzić. Wiele kobiet na moim miejscu zostaje zapłodnionych, a potem porzuconych. Ich alfy dostają silne szczenię, może cenną córkę, a one zostają zostawione na pewną śmierć. Moi rodzice zadbali o to, bym miała życie. — Sero! Moja matka potrafi krzyczeć głośniej niż mężczyzna. Tym razem byłam wyjątkowo spóźniona. Marudziłam całe rano, cały tydzień. Nie chciałam tego robić. Błagałam rodziców, by odłożyli to o kolejny rok, by dali mi choć odrobinę czasu, której mogłabym się uchwycić, by zachować życie, niezależność i zdrowe zmysły. Mieli jednak rację. Przejście rui bez partnera może zabić. A ja odmawiałam poddania się śmierci. Teraz więc upięłam swoje brązowe loki w kok, pozwalając części z nich spływać kaskadą, a kilku pasmom z przodu okalać twarz. Prosta sukienka, którą miałam na sobie, cieszyła oko. Zawsze stawiałam na elegancję i klasę. Otulał mnie jedwab w kolorze dziennego błękitu. Dekolt typu Queen Anne i dopasowana sylwetka były celem na dzisiejszy wieczór. — Ładna ze mnie sztuka bydła — mruknęłam. Moja irytacja narastała w ostatnich tygodniach. Wcale nie miałam nic przeciwko partnerowi. Byłam niepoprawną romantyczką, która marzyła o prawdziwej miłości. Po prostu wiedziałam, że to wydarzenie nigdy nie spełni mojego marzenia o byciu postrzeganą jako ktoś więcej niż ideał. O spojrzeniu, w którym świat zatrzymuje się wokół mnie, gdy on zapamiętuje moje rysy. Nigdy nie zaznam pasji, bliskości, euforii ani miłości. Dziś wieczorem zejdę na dół i spotkam młodych, wysokich rangą członków tak wielu watah, że straciłam rachubę, a oni wszyscy będą chcieli, bym została ich Luną. Będę tam stać i uśmiechać się, podczas gdy młodzi mężczyźni będą rozdzierać się nawzajem na strzępy, byle tylko dostać szansę na zaciągnięcie mnie do łóżka. A kto zaaranżował ten wieczór? Moi rodzice! …z drugiej strony, wiem, że wciąż mogłabym umrzeć z powodu rui bez partnera. To trochę dziwne, gdy rodzice chcą, żebyś zaliczyła. Wiem, że się tutaj nie mylę. Miałam osiemnaście lat. Dla ludzi to prawie nic nie znaczyło; dla nas oznaczało wszystko. — Sera — rozległo się pukanie do drzwi. — To Thad… — I reszta z nas! Przewróciłam oczami. — Wejdźcie! Powoli wetknęli głowy do środka; przyznaję, ostatnio byłam dość mściwa. Wyżywałam się za nieszczęście na każdym biednym przechodniu. — Czy bestyjka jest gotowa na swoją aukcję? — Thad przekrzywił głowę i zapytał z okropnym angielskim akcentem. Odwróciłam się i uniosłam ręce, pytając gestem, czy na taką wyglądam. — Nieźle — Jaxon usiadł na moim łóżku. — Trafi ci się jakiś fajny. — Dość! — warknął Caspian. Jego oczy rozbłysły na ułamek sekundy. — Obiecujesz, że będziesz grzeczna? Spojrzał po pokoju na troje swojego młodszego rodzeństwa. — Wiem, że nie jesteś szczęśliwa z powodu tego, co może nadejść, ale mimo wszystko ostateczna decyzja należy do ciebie i nie pozwolimy, by stało ci się coś złego — podszedł do mnie, kładąc swoje gigantyczne dłonie na moich ramionach. — Nie chcę zostać oszukana, Cas — poczułam, jak żołądek na moment podchodzi mi do gardła. Moi bracia byli w moim pokoju, wszyscy wyszykowani, co oznaczało, że mama ich przysłała, co z kolei oznaczało, że ktoś zaraz przyjedzie, a to zwiastowało, że naprawdę nadszedł ten czas. Nagle poczułam, że wszystko dzieje się zbyt szybko i nie byłam na to gotowa. Thad dostrzegł fale emocji przelewające się w moich oczach. — Wszystko będzie dobrze, wszyscy pochodzimy z tej samej linii. Nikt nie będzie na tyle głupi, by spróbować sztuczek — pokiwał powoli głową, utrzymując ze mną kontakt wzrokowy. Oddychałam ciężko, prawda? Miałam spocone dłonie. To jednak było moje życie. Rozstrzygnie się reszta moich dni. Wybiorę kogoś, a potem będę musiała z nim być do końca życia. Będą moi, a ja ich, i dam im szczenięta, i będę ich Luną, i będę prowadzić watahę, i mieć władzę nad tyloma ludźmi przez tak długi czas, a to wszystko wydawało się tak przytłaczające. Usiadłam z fuknięciem. Nie, chwileczkę, to Thad mnie posadził. — Pij. To — powiedział Jaxon, wpychając mi szklankę przed nos. Och! Szklanka. Szklanka wody. To powinno pomóc. — Dzięki — wychrypiałam wysuszonym głosem. Cas uklęknął przede mną i spojrzał na mnie swoim najlepszym wzrokiem starszego brata. — Myślisz, że dasz radę? Czy dam radę? Czy miałam wybór? Matka i ojciec rozesłali listy z porozumieniem i ogłoszenia do wszystkich. Zostanę przedstawiona księżycowi po moich urodzinach. Poznam samców, a potem zobaczę, który mi się spodoba. Od tego momentu sprawa należała bardziej do nich, dopóki faktycznie nie będę musiała dokonać wyboru. I wszystkie watahy zgodziły się, że to ja będę miała decydujące zdanie. Że to ja wybiorę swojego samca. A teraz siedziałam tu przerażona na śmierć, bo wiedziałam, że i tak mogą mnie oszukać. Ale strach w niczym nie pomaga. Jeśli mężczyzna oszuka mnie dla silnego dziedzica, zabiorę syna i zostawię drania w pyle. Nie dam się złamać kłamstwom i szeptom. Stawię czoła nadchodzącemu wichrowi. Wzięłam długi łyk i wstałam. — Jestem gotowa — skinęłam głową, ściągając łopatki do tyłu. Mężczyźni mnie pragną, więc będą musieli o mnie walczyć, udowodnić swoją wartość. — Och, Sero! — wykrzyknęła radośnie moja matka, gdy schodziłam po schodach. Jej oczy były zaszklone dla dramatycznego efektu. — Wyglądasz tak pełna wdzięku, moje szczenię — podeszła i porwała mnie w ramiona, po czym natychmiast wygładziła moją sukienkę. — Silna — odezwał się głos mojego ojca za moimi plecami. Odwróciłam się i zobaczyłam jego wysoką, twardą sylwetkę. — Wyglądasz, jakbyś przygotowała się do bitwy, maleńka — uśmiechnął się półgębkiem, napełniając szklankę. — Dobrze. — Tato — podeszłam i przytuliłam go. Mój tata zawsze chciał, żebyśmy potrafili stać o własnych siłach. — Nie uginaj się przed nimi, Sereno — trzymał mnie w swoich silnych ramionach, jakby to był ostatni raz. Przycisnął moją twarzyczkę do piersi, jakbym znów miała trzy lata. — Niedługo tu będą, moje szczenię. Wracaj na górę, tata przyjdzie po ciebie, kiedy nadejdzie czas — zaszczebiotała matka, uwalniając mnie z uścisku ojca. Ujęła mnie za rękę. — Twoi bracia mogą wcześniej rozejrzeć się na przyjęciu. Przestraszyć tych chłopców, żeby znali swoje miejsce, ale ty musisz wejść z fasonem, żeby wiedzieli, kim jesteś. Nagrodą? Nie. TĄ nagrodą — matka złapała mnie i poprowadziła z powrotem na schody. — Wiem, jaki strach temu towarzyszy, ale ufaj, że pomożemy cię chronić. Doprowadziła mnie do sypialni i posadziła na krawędzi łóżka. — Moja droga, wiem, że marzyłaś o miłości i romansach… a to nie jest dokładnie taka historia — powiedziała mama, gładząc mnie po dłoni. — Nie wiem, co ci powiedzieć, poza tym, że ta sytuacja będzie taka, jaką ją sama uczynisz. Relacja zajdzie tylko tak daleko, jak na to pozwolisz i jak będziesz chciała, by wyglądała. Jeśli będziesz chciała gniewu, to go dostaniesz; jeśli będziesz chciała szczęścia, będziesz do niego dążyć; a jeśli będziesz chciała przestrzeni, dadzą ci ją, ale nie przesadzaj. Zasługujesz na wielką miłość, więc dziś wieczorem chcę, byś zachowała w sercu nadzieję na nią. Skinęłam głową. — Myślisz, że to będzie dobry człowiek? — Nie sądzę, by bogini cię opuściła, moje szczenię — mama wezbrała dumą, po czym opuściła pokój. Siedziałam, przebierając nogami przez dobre dwadzieścia minut. Punktualność była kluczowa w takich sprawach, będąc sygnałem szacunku dla rodowodu rodziny i samicy. Wiedziałam, że nie będę musiała długo czekać i wszyscy będą gotowi. Moi bracia uścisną dłoń każdego samca, który przekroczy próg naszego domu, i zaznaczą swój zapach wokół posiadłości. Wojownicy z naszej watahy wejdą jako ostatni na wypadek, gdyby ktoś zrobił coś niewiarygodnie głupiego i próbował mnie porwać. — Sereno, czas już.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 1 – Zdobycie rzadkiej rasy: Cień Arktycznego Alfy | Czytaj powieści online na beletrystyka