Zdobycie rzadkiej rasy: Cień Arktycznego Alfy

Zdobycie rzadkiej rasy: Cień Arktycznego Alfy

Autor: Elowen Vesper

Rozdział 4
Autor: Elowen Vesper
12 lip 2026
— Kocham moich ludzi, zasługują na wspaniałą Lunę i silnego dziedzica — sapał. *O rany! Jak bardzo można być zdenerwowanym!* — Jestem pewna, że tak jest. Chciałabym dowiedzieć się o tobie czegoś więcej — uśmiechnęłam się. To była moja trzecia rozmowa tego dnia. Spacerowaliśmy po polach, rozmawiając o tym, jak mogłoby wyglądać życie, gdyby wygrał. Chciałam poznać tych mężczyzn, zanim staną do walki. Nie było to częścią tradycji, ale nalegałam na to ja i moi rodzice. Syn alfy, z którym teraz byłam, miał 17 lat i był niesamowicie spięty szansą na zdobycie mnie. Mogłam współczuć jemu i jego nadziejom. Szliśmy od 10 minut, a on nie powiedział ani słowa o sobie. — Lubię czytać i się uczyć. Mój ojciec chciałby, żebym więcej ćwiczył walkę, ale staram się zachować równowagę — rzeczywiście miał szerokie ramiona i mocne ręce. — Wiem, że to brzmi głupio, ale wierzę, że wiedza to także siła. Choć wiem, że ty jesteś potężną wojowniczką — uśmiechnął się, wykręcając dłonie. — Owszem. Nauczyłam się wielu form walki, by pomagać w obronie mojej watahy. Choć czytanie to także jedna z moich pasji. — Spojrzałam na pola, gdzie dojrzewały plony, które moja wataha zbierze pod koniec sezonu. Mnie już tu wtedy nie będzie. — Naprawdę? — ożywił się. — Tak się cieszę, miło byłoby dzielić się książkami z moją partnerką — skinął głową, a jego oczy rozbłysły. — Lubię dobre romanse — dodałam. Jego twarz spoważniała. — Ach. — Odwrócił głowę. — Miałem na myśli literaturę faktu. Książki naukowe, psychologię i teksty historyczne — splótł dłonie za plecami. Zmarszczyłam brwi. — Z powieści fantasy też można się wiele nauczyć. Morali, faktów, radzenia sobie z problemami, przeżywania bólu po stracie — odparowałam. Uśmiechnął się. — Masz rację. Mimo to nie należą do moich ulubionych. Ale myślę, że mógłbym słuchać, jak o nich opowiadasz przez cały dzień — powiedział, odwracając się do mnie z uśmiechem. *Nie jestem pewna... wydaje się zbyt idealny, by to było prawdziwe.* Nie mogłam liczyć na zakochanie się po jednej rozmowie, a on wydawał się szczery. Żaden mężczyzna próbujący mnie oszukać nie okazałby niezadowolenia z mojej odpowiedzi, chyba że byłby głupi. — To bardzo miłe, Magnusie — zaśmiałam się. — Czas minął, Serena ma obowiązki, którymi musi się zająć — Thad wcisnął głowę między nas. Uśmiechnęłam się i pomachałam mu na pożegnanie. — Proszę, mów mi Mag! — zawołał nieśmiało za mną. — Tylko jeśli ty będziesz mówił do mnie Sera! — odkrzyknęłam. Skierowałam się w stronę budynków naszej watahy. To była najlepsza rozmowa, jaką odbyłam tego dnia. Polubiłam go, choć wciąż czułam w sercu ciężar podpowiadający mi, że to nie on. — Wydawał się miły — Thad szturchnął mnie w bok. Odwróciłam się do średniego z moich braci. — Był. Mimo to wciąż trzymam serce pod kluczem. Coś we mnie mówi mi, żebym czekała. — Pokręciłam głową, zdezorientowana tym niepokojącym przeczuciem, którego się trzymałam. — Czy to twoje lęki? — Thad zatrzymał się. — Wiesz, że nie powinnaś pozwalać im się powstrzymywać. — Wyglądał na tak zmartwionego. Wiedziałam, że nie jest mu łatwo widzieć mnie w takim stanie, tak bezbronną, gdy on nie może nic zrobić. — To nie to, po prostu czuję, jakby czegoś brakowało — wzruszyłam ramionami, nie wiedząc, jak wyjaśnić mu to przeczucie. Włożył ręce do kieszeni. — Może Bogini chce ci coś pokazać? Odwróciłam się od niego. — Mogę mieć tylko taką nadzieję, ale zamierzam słuchać tego głosu. Nie ugnę się. — I słusznie — szedł za mną niespiesznie. — Chciałbym móc ci coś doradzić, ale ja od dawna wiedziałem, kogo chcę. Nikogo nie obchodziło, kogo wybiorę. On i Sia pasowali do siebie idealnie. Wydobywali z siebie to, co najlepsze, i widziałam to każdego dnia. Czasami trudno było na to patrzeć, wiedząc, że ja nigdy nie zaznam czegoś takiego. — Matka chce, żebyś pomogła jej z Patricią. Zaczęło się zbyt wcześnie — wyjaśnił Thad powód, dla którego przerwał moją rozmowę. Odwróciłam się teraz wściekła, że pozwolił mi tak długo gawędzić. — Czyś ty zgłupiał? Gdzie ona jest! Puściłam się biegiem, gdy tylko podał mi jej lokalizację. *** — I mamy konie. Wspaniałe rasy, dzięki nim zarabiamy... — Nawet na mnie nie patrzył, kiedy mówił. Mówił bez przerwy. Nie obchodziło mnie to, moje myśli wciąż krążyły wokół Patricii. Urodziła taką piękną córeczkę. Jej mąż, potężny wojownik, miał już sześciu synów. Sześciu! Dziecko przyszło na świat za wcześnie i nie oddychało, ale czułam, że jeszcze nas nie opuściło. Moja matka pomagała Patricii, a ja pracowałam ze starszyzną, by przywrócić jej córkę. Wkrótce rozległ się dławiący płacz dziecka nieprzyzwyczajonego do świeżego powietrza. Patricia zapłakała ze szczęścia, gdy położyłam dziewczynkę na jej piersi. Te chwile radości, gdy pomagasz innym w chwilach prawdziwej potrzeby, były największym uniesieniem, jakie mogłam sobie wyobrazić. — ...oczekiwałbym oczywiście, że będziesz jeździć konno, bo u nas schodzi na tym większość dnia. Nie będziesz jednak ujeżdżać dzikich koni, bo bywają brutalne. Nie pozwoliłbym ci nawet zbliżyć się do nieujeżdżonych, będąc w ciąży... Patricia radziła sobie bardzo dobrze, mimo że straciła dużo krwi. Jej mąż, jeden z największych mężczyzn, jakich widziałam, wyglądał na kompletnie zdruzgotanego widokiem swojej nieprzytomnej żony. Starszyzna podała jej herbatę na sen i regenerację sił. — ...nie uwierzyłabyś, jaki tam czasem panuje zapach, choć wierzę, że się przyzwyczaisz... To była jedna z ról, które lubiłam najbardziej. Mogłam tylko mieć nadzieję, że mój alfa na to pozwoli, albo że jego starszyzna w ogóle weźmie to pod uwagę. — ...ujeżdżałem wiele koni, więc jestem w dobrej formie. Jutrzejszy turniej będzie taki łatwy... *** — I słońce w ogóle nie zachodzi? — Byłam zdumiona, że to naprawdę się dzieje. — Przez prawie cztery miesiące — wyjaśnił. — Jak wy w ogóle sypiacie! — zaśmiałam się, biorąc łyk herbaty. Miód w napoju miał pomóc mojemu głosowi przetrwać te wszystkie rozmowy. Ta była łatwiejsza niż inne. Rozmawiałam z Pierce'em z watahy Lodowego Księżyca. Opowiadał mi o ludziach i porach roku, które były tam dość ekstremalne. — To całkiem proste, jeśli zasłonisz okna. Jestem pewien, że poradziłabyś sobie, gdybyś kiedykolwiek przyjechała — zażartował. To było miłe, że nie był tak arogancki jak inni samce, którzy twierdzili, że będę ich. — Nie sądzisz, że to zobaczę? — zmrużyłam oczy. Chciałam sprawdzić, czy jest szczery. Może to tylko kolejna taktyka, by zajść mi za skórę. Trudno było go wyczuć. Zamarł na sekundę, po czym odwrócił się i spojrzał mi prosto w twarz. — Czy mogę ci coś powiedzieć? — zapytał błagalnie. Odstawiłam kubek i zamrugałam, zaskoczona nagłą zmianą nastroju. — Myślę, że tak. — W mojej watasze jest dziewczyna, z którą potajemnie spotykam się od miesięcy. Moi rodzice nie mają pojęcia, a zaproszenie tutaj było zaszczytem. Ale to ją kocham. Potrzebuję jej jako mojej Luny. — Szybko zdając sobie sprawę, że mógł mnie obrazić, dodał: — Jesteś wspaniała! Nie zrozum mnie źle, byłbym niebywałym szczęściarzem, gdybym zdobył twoje względy i miał cię u boku. Ale ja... ja ją kocham. Skinęłam głową i podniosłam kubek, pijąc ponownie przed odpowiedzią, pozwalając mu podusić się we własnym niepokoju. — Brzmi jak prawdziwy skarb. Mam nadzieję, że wie, iż nie zamierzałeś mnie tak naprawdę zdobyć? Odetchnął z ulgą. — Nie była zachwycona moim wyjazdem, ale upewniłem ją, że robię to tylko po to, by nie obrazić twojej watahy, bo zależy mi na dobrych stosunkach. Bawiłam się kubkiem w dłoniach, śmiejąc się w duchu. — Cóż, w takim razie uważam, że jesteśmy w dobrej sytuacji. — Umm, jak to? — Jego nerwowość powróciła w mgnieniu oka. — Możesz mi powiedzieć, co wiesz o innych mężczyznach, którzy próbują mnie zdobyć — wyjawiłam swoje plany. Oparł się na krześle. — Jesteś bardzo sprytna. Wzruszyłam ramionami i piłam dalej. — Poważnie, powiedz mi, co wiesz. — No więc, Gregory Shills twierdzi, że wciąż ma u ciebie wysokie notowania, mimo że z nim nie rozmawiałaś. Arthur Marcken mówi tylko o ranczu w swojej watasze. Jeden facet nie może przestać gapić się na twoje... umm... atuty. Inny, jestem prawie pewien, leci na twojego najstarszego brata. Wierzę, że Magnus Vyle naprawdę jest tobą zainteresowany, choć trzyma się na uboczu. Jedyny inny samiec, który wydaje się traktować cię poważnie, jeszcze nie dotarł — wymienił główną grupę mężczyzn. Książka i suszone kwiaty pojawiły się w moich myślach. Znowu poczułam ten zapach, a moje serce lekko przyspieszyło. — Tak, a co wiesz o tym nieobecnym? — zapytała tak nonszalancko, jak tylko potrafiłam. — Jest alfą kanadyjskiej watahy. Wataha Arktycznego Zaćmienia, tak myślę. Wysłał swojego betę z prezentami dla ciebie, by przeprosić za spóźnienie. Boję się pomyśleć, jak on sam wygląda, skoro jego beta jest większy ode mnie. — Wiem! Prawie się przewróciłam, kiedy zdałam sobie sprawę, że nie jest alfą! — zachichotałam. — To odważny ruch, nie pojawić się aż do turnieju. — Hmm. Mimo to zadał sobie trud, by wysłać prezenty, które naprawdę mi się podobają. Martwię się, że tworzę sobie w głowie obraz fikcyjnego księcia. — Kto wie, może Bogini znów się do ciebie uśmiechnęła? — Chciałabym tylko wiedzieć, skąd wiedział, żeby kupić mi romans? — Odwróciłam głowę, by spojrzeć na matkę. Winowajczyni nerwowo sączyła wino. *** Po kilku długich dniach rozmów z podenerwowanymi chłopcami, wreszcie miałam chwilę spokoju, by zjeść kolację z rodziną. Było to o niebo lepsze niż wczorajsza kolacja z alfą, który nie chciał zostawić syna sam na sam ze mną i odpowiadał na wszystkie moje pytania. — Evelyn, nie zrobiłaś tego — westchnął mój ojciec, zirytowany wtrącaniem się matki. Dłubałam w steku na talerzu. Cały dzień jadłam przekąski i smakołyki, by przetrwać rozmowy. W ogóle nie byłam głodna. — Nie widzę nic złego w tym, że mężczyzna chciał wiedzieć, co ona lubi — uśmiechnęła się matka, bawiąc się kolczykami. — Wykazujesz stronniczość — mruknął ojciec. — Wcale nie — broniła się. — Po prostu zrobiłam to, o co prosił, Alistairze — matka otworzyła usta ze zdumienia na jego oburzenie. — Gdyby jakikolwiek mężczyzna poprosił o wskazówkę, jaki prezent naprawdę spodobałby się mojej córce, powiedziałabym mu to, bo to świadczy o dobrym kandydacie na partnera! — To także taktyka stosowana przez manipulatorów, by szybko rozkochać w sobie ofiarę — wymamrotał pod nosem Jaxon. Nie mogłam powstrzymać zdziwienia. Miałam nadzieję, że to oznacza, iż tajemniczy mężczyzna jest szczery, ale jego tajemniczość mogła być powodem do niepokoju. — Jaxon! — Cas szybko go skarcił. — Wataha Arktycznego Zaćmienia to silna i szlachetna wataha. Znam matkę tego alfy i ani przez sekundę nie pomyślałbym, że naraziłaby kobietę. Sama była w takiej sytuacji jak Serena — siorbnął whisky. *Ach.* Więc coś tu było ukryte. Może dlatego trzymał się z daleka, bo matka miała wpływ na jego decyzje. *** — Cas jest wielki, ale nigdy mnie to nie obchodziło. Wiesz, on bardzo się hamuje, zna swoją siłę — mówił z pełnymi ustami. — Dobra rzecz. Mimo to bałbym się go bardziej, gdyby tego nie robił. Nie marzyłbym o przyjeździe tutaj, gdyby taki był. Gregory Shills był przystojny w taki zwyczajny sposób. Rude włosy i uśmiech kota z Cheshire. Mimo to za każdym razem, gdy się pojawiał, miałam ochotę zwymiotować. Używał zbyt mocnych perfum, a ja chciałam poczuć ostatnie powiewy morskiego powietrza. Jego ubrania były ładne, ale manierom wiele brakowało. Nie zachowywał się tak, jakby szanował mnie czy moją rodzinę. Cała jego osoba emanowała niezasłużoną pewnością siebie. — Zdziwiłabyś się, ile osób przy twoim rodowodzie boi się spojrzeć mu w oczy, ale myślę, że jest normalny. *Ugh! Był jak niesmaczna potrawa, która z trudem przechodzi przez gardło.* — Gregory, zbyt mocno szanuję twoją watahę, by pozwolić temu trwać. Obawiam się, że mam już wybraną listę na turniej i fair wobec ciebie będzie powiedzieć, że nie chcę marnować twojego czasu. Żegnaj. Wstałam i zaczęłam odchodzić tak szybko, jak to możliwe. Żałuję, że nie mogłam uwiecznić jego miny: wyglądał jak ryba wyjęta z wody. *** — Beto O’Brian. — Uniosłam brwi, a mężczyzna skłonił mi się nisko. — Panno Vance — odparł. Czekałam na to cały tydzień. Odłożyłam rozmowę z nim na koniec, by sprawdzić, czy alfa się pojawi, a jeśli nie, to żeby sprawić, by O’Brian się spocił. Posłałam mu miły uśmiech, osłaniając oczy przed słońcem. Siedziałam w jednym z wielu ukrytych miejsc na terenie naszej watahy. To znajdowało się bardziej w lesie, ze starym pniem wyciętym w kształt ławki. Wychodziło na inny klif, ale znacznie mniejszy. Szczeniaki często stąd skakały, by zyskać szacunek watahy, zyskać swoje wilki i zacząć szaleć. — Zakładam, że twojego alfy wciąż tu nie ma? — oceniałam mężczyznę w trakcie rozmowy. Zauważyłam cień niepokoju w jego oczach. — Wciąż jest opóźniony, ale zapewniam panią, że przybędzie na turniej — przytaknął. — Jeśli zostanie wybrany. — Odwróciłam się i zaczęłam czytać książkę leżącą na moich kolanach. Usłyszałam, jak beta przępuje z nogi na nogę po ziemi i kamieniach. — Czy prezent się nie spodobał? — Zaczął sięgać do kieszeni. — Przesłał inne. — Prezenty są miłe, ale chcę poznać mężczyznę, a jego nieobecność sprawia, że wydaje mi się niegodny zaufania. — Przewróciłam stronę ze wzruszeniem ramion. Beta rozejrzał się po dwóch wojownikach stojących obok nas. — Obiecuję, że będzie panią dobrze traktował. — Podszedł nieco bliżej. — Nie chcę pani denerwować, mam dla pani kolejny podarunek, taki, który pokazuje, że zadba o każdą pani potrzebę. Postawił obok mnie małe drewniane pudełko. Mimo to nie poruszyłam się i kontynuowała czytanie w milczeniu, patrząc na niego tylko kręcąc głową. Beta wymownie spoglądał na kwadratowe pudełko, jakby to miało wystarczyć. *Jest stanowczo zbyt zdenerwowany.* Musiałam powstrzymać się od śmiechu na widok tego biednego zastępcy. Najwyraźniej kazano mu mnie udobruchać w nadziei, że jego alfa będzie mógł stanąć do walki. Cas powiedział, że ten alfa pochodzi ze szlachetnej watahy, a tata wspomniał, że jego matka również była alfą. To sprawiło, że chciałam dowiedzieć się więcej i dać mu szansę, ale jednocześnie nie zamierzałam działać na ślepo. Westchnęłam i zamknęłam książkę. — Opowiedz mi o swoim alfie — oparłam rękę o oparcie ławki i zmrużyłam oczy. Jego postawa natychmiast się zmieniła. — To dobry i silny człowiek — beta wypiął lekko pierś. — Dba o to, by nasi ludzie i nasze ziemie były bronione. Pomógł nam rozkwitnąć i słucha naszych rad. Jego siła daje nam siłę, pracuje i walczy ramię w ramię z nami. — Hmm, alfa słuchający rad, to interesujące. A co robią kobiety na waszych ziemiach? — Szyją ubrania, uprawiają ziemię, leczą, bronią, wychowują młodych i gotują. Podobnie jak tutaj. Jesteśmy nieco bardziej wiejscy i lubimy sami o siebie dbać, mimo to wierzę, że rozkwitłaby pani tam. Kobieta pani formatu jest dla nas idealna. — Idealna! To wysoko postawiona poprzeczka... zwłaszcza dla mężczyzny, który nie pokazał twarzy... dlaczego? — Tak jak mówiłem, broni naszych ziem. Były kłopoty z watahą niedaleko naszej i nie chciał pani tam sprowadzać, dopóki sytuacja nie zostanie opanowana. — I był tak pewien, że mnie zdobędzie? — udałam urazę. Każdy samiec tutaj twierdził, że zdobędzie mnie bez wysiłku. Z wyjątkiem Maga. Tym razem beta się uśmiechnął. — Jest dzieckiem dwojga alf, panno Vance. Wie pani, jaki wpływ ma to na potomstwo. Widzę to w pani. Nie mam wątpliwości, że mój alfa będzie ostatnim mężczyzną na placu boju. Zacisnęłam usta i zmarszczyłam brwi. Tak żarliwą lojalność zyskują ci, którzy na nią zapracują. Może ten alfa rzeczywiście jest taki, jak go przedstawiają. — Ostatnie pytanie. — Odwróciłam się od niego ponownie, chwytając pudełko. — Wszystko, co pani chce. — Jak on ma na imię? — Obracałam pudełko w dłoniach, walcząc z pokusą sprawdzenia, co jest w środku. — Callum. Otworzyłam pudełko. *On naprawdę wie, jak zaciekawić dziewczynę.* — Może stanąć do turnieju. *** Notka od autorki: Cześć, dziękuję wszystkim, którzy czytają. To takie miłe, że zapisujecie i komentujecie, nie macie pojęcia, ile to dla mnie znaczy. Cieszę się, że podoba wam się to, co do tej pory opublikowałam. Obiecuję, że akcja wkrótce nabierze tempa. Postaram się aktualizować historię w każdy poniedziałek, żebyście regularnie dostawali nowe rozdziały. Jeśli będę bardzo podekscytowana jakimś rozdziałem, może pojawić się wcześniej, a jeśli z jakimś będę miała problem, może wyjść później, ale robię co w mojej mocy, by trzymać się terminów. DZIĘKUJĘ!!

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 4 – Zdobycie rzadkiej rasy: Cień Arktycznego Alfy | Czytaj powieści online na beletrystyka