Zdobycie rzadkiej rasy: Cień Arktycznego Alfy

Zdobycie rzadkiej rasy: Cień Arktycznego Alfy

Autor: Elowen Vesper

Rozdział 5
Autor: Elowen Vesper
12 lip 2026
Zgodnie z tradycją, rano w dniu turnieju zostałam wykąpana. Natarto mnie ziołami i blokerami zapachu. Ubrano mnie w prostą, błękitną, bawełnianą i zwiewną sukienkę. Nie sięgała za kolana, żebym nie przyciągała zbytniej uwagi. Matka zaplotła mi włosy w prosty warkocz i okryła mnie kurtką. Ucałowała moje policzki i zostawiła mnie pod opieką Rhei i Sii. Musiały mnie pilnować, dopóki nie nadejdzie czas. Nie wolno mi było wyjść, dopóki nie zostanie tylko pięciu mężczyzn. Wybrałam dziesięciu. Nawet nie wiedziałam, na kogo liczyć. Przez cały poranek nie wypowiedziałam ani słowa. Jadłam to, co przede mną postawiono, i piłam, kiedy mi kazano. Czułam się pusta. Czegoś brakowało. Czułam, jakbym zdradzała cząstkę siebie. Nie wiedziałam wszystkiego, co powinnam wiedzieć. Czułam, że powinnam coś zrobić, cokolwiek, by to naprawić. A jednocześnie byłam gotowa, by odnaleźć dziś osobę, z którą spędzę resztę życia. Wynik nie był problemem, problemem było „Kto”. Czułam, jakbym kogoś raniła. Nie miałam pojęcia dlaczego. Moja matka zamknęła drzwi, a moje serce przyspieszyło. Czego mi brakowało? Dlaczego to gryzące uczucie wspinało się po moich ramionach i kłębiło w brzuchu? Zrobiłam wszystko, co mogłam w tym tygodniu, by znaleźć kogoś, kogo polubię. Wciąż musieli dowieść swojej siły, ale wierzyłam w nich. Wierzyłam w kogo? Był ktoś, na kogo miałam nadzieję. Czułam to jak ukłucie szpilki na języku. Coś, o czym wiedziałam, że czeka, a do czego nie mogłam dotrzeć. — Jesteś na to gotowa? — Sia chwyciła mnie za ramiona i obróciła ku sobie. — Jeśli chcesz, uciekniemy stąd tak szybko, jak tylko się da. Pokręciłam głową, zanim zdążyłam pomyśleć. Coś miało się wydarzyć. — Wszystko w porządku? — Rhea potarła moje ramię. — Wyglądasz, jakbyś miała zemdleć. — Nie — mój głos był śmiertelnie poważny. — Jestem gotowa. Jestem gotowa. Byłam gotowa. Chciałam tam być, iść już teraz. Czułam silne przyciąganie do przodu. *Coś się działo.* Wszyscy z naszej watahy tam będą. Pomogą zamaskować mój zapach i będą świadkami siły mężczyzny, który chce mojej ręki. Zaczęłam krążyć po pokoju, zaniepokojona, że jeszcze mnie tam nie ma. Nie słyszałam nawet najmniejszego hałasu. Wtedy głos mojego ojca poniósł się w powietrzu. Odwróciłam się gwałtownie do okna, łaknąc usłyszeć więcej. *Potrzebowałam więcej.* Cała ja potrzebowałam więcej. — Co się z tobą dzieje? — Sia weszła w moje pole widzenia. — Chcę tam być. — Cierpliwości — Rhea uśmiechnęła się do mnie. *To nie było to, czego potrzebowałam. Potrzebowałam... Potrzebowałam...* Sama nie wiem. Ale wiedziałam, że to jest tam, na zewnątrz. — Sera? Wiwatujący tłum sprawił, że moje serce mocniej zabiło. *Tak, pośpieszcie się. Pośpieszcie się.* — Sera? *Proszę, dajcie mi tam wyjść.* Ta desperacja i pewność były jak dym w moich płucach, rosnący z każdym oddechem, zmieniający moje ciało w płomień. Wkrótce rozległy się warki, a na mojej twarzy wykwitł uśmiech. Słyszałam chrząknięcia i okrzyki tłumu, głosy gniewu i radości — turniej się zaczął. Wszyscy mężczyźni będą walczyć naraz w ogólnym starciu. Mogli przybrać formę wilka lub ludzką; wybór należał do nich. Z jakiegoś powodu wszyscy wybrali ludzką postać. Słyszałam skowyt, sapanie i krzyki. Ludzie szydzili z tych, którzy upadli, i przeklinali innych, by wstali. *Puśćcie mnie. Puśćcie mnie. Chcę iść.* — Sera? Czułam już krew. Jej żelazny zapach wdzierał się do mojego pokoju. Upadali, a ja mogłam ich wkrótce zobaczyć. *Pozwólcie mi tam być.* — Sera! Odwróciłam się gwałtownie, patrząc w oczy mojej oszołomionej najlepszej przyjaciółki. Szukała w moich oczach wyjaśnienia mojego zachowania. Ja też go nie znałam, ale każda cząstka mnie pragnęła być tam na zewnątrz. Płonęła, by tam być. — Już... czas — powoli usunęła mi się z drogi. Puściłam się biegiem, zostawiając buty tam, gdzie czekały na mnie cały poranek. Nie mogłam się powstrzymać. Moje ciało było jak strzała wypuszczona do celu. Czułam w sobie silne przyciąganie, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyłam. Ani jedna część mojego umysłu nie chciała się teraz cofnąć. Nie było potrzeby zostawać tu, w złotym dzieciństwie. Musiałam się tam dostać. Biegłam korytarzem i po schodach, patrząc pod nogi i utrzymując tempo, byle tylko się nie potknąć. Wypadłam przez frontowe drzwi mojego domu i nawet nie zauważyłam, kiedy płytki zmieniły się w ostry żwir. Parłam naprzód, jedyne, co czułam, to desperacja. *Zabierz mnie tam.* Wszystkie lęki zniknęły. To przeznaczenie było wszystkim, co musiałam odnaleźć, i nic innego się nie liczyło. Biegłam drogą, wzbijając za sobą kamienie, pędząc coraz szybciej, by to zobaczyć. Zobaczyłam krąg moich ludzi i poczułam to. Poczułam jego zapach. Sosna. Drewno. Lód. On tam był. I krwawił. Biegłam jeszcze mocniej, moje nogi po raz pierwszy od dawna płonęły z wysiłku. Przedzierałam się przez tłum, nie dbając o to, kogo odpycham. Miałam pozostać w ukryciu do samego końca. Ale musiałam się do niego dostać. Był w niebezpieczeństwie. Szarpałam i odpychałam ludzi, warcząc i biorąc głębokie, ciężkie oddechy. Obraz mi się mazał, z wyjątkiem jasnego punktu w oddali. Jego zapach stawał się coraz silniejszy. Zobaczyłam czubek jego głowy. Czarne, kręcone włosy. Torowałam sobie drogę łokciami. W końcu zobaczyłam go w całości. Był wyższy niż ktokolwiek, kogo znałam. Jego mięśnie nie były na pokaz, lecz gęste i twarde od pracy. Oczy miał szare jak burzowy dzień. Gdybym nawet chciała powstrzymać krzyk, który wyrwał mi się z gardła, nie sądzę, bym potrafiła. To był głośny, rozdzierający uszy krzyk przerażenia, jaki płynie tylko z prawdziwego bólu. Wszyscy zamarli. Dwóch mężczyzn stało za nim, gotowych do skoku, podczas gdy on, rozproszony, szukał mnie wzrokiem. Trzeci leżał przed nim na ziemi. Wszyscy patrzyli na mnie jak na szaloną. Podeszłam do niego, a moje oczy lśniły od łez. W jednej chwili do wszystkich to dotarło. *Jesteśmy sobie przeznaczeni. Jesteśmy mate.* *** Notka od autorki: W końcu się spotkali, dzięki za cierpliwość. Ostrzegam, że lubię „slow burn”, ale wierzę, że należy wam się trochę romansu. Pisaliście, że wolicie dłuższe rozdziały, jednak ich kupowanie byłoby dla was droższe, więc będę dzielić dłuższe rozdziały na części. Dzięki temu czytanie będzie tańsze, ale nie martwcie się — jeśli rozdział ma mieć kilka części, wszystkie zostaną opublikowane tego samego dnia.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 5 – Zdobycie rzadkiej rasy: Cień Arktycznego Alfy | Czytaj powieści online na beletrystyka