– AAAAAGGGHNNN – wygięła się w łuk, krzycząc i chwytając się krawędzi naszej wanny, aż jej palce zaczęły wbijać się w metal.
Wyciągnąłem telefon i wybrałem numer. – Mer, przynieś mi lód.
– Lód? Mamy go mnós...
– AHHHHHH – wydała z siebie kolejny przeraźliwy skowyt i znów zwinęła się w kłębek.
– LÓD! Serena ma ruję. LÓD! – warknąłem na jego niekompetencję wynikającą z upojenia i zakończyłem połącze
















