Zdobycie rzadkiej rasy: Cień Arktycznego Alfy

Zdobycie rzadkiej rasy: Cień Arktycznego Alfy

Autor: Elowen Vesper

Rozdział 2
Autor: Elowen Vesper
12 lip 2026
— Sereno, czas już — mój ojciec wetknął głowę przez drzwi. Wstałam i przygotowałam się do tej parady. — Chodźmy — skinęłam głową. Chwyciłam go za ramię, gdy wychodziliśmy z pokoju i szliśmy korytarzem w stronę schodów. Czułam, jak serce wali mi o żebra, więc znieruchomiałam na chwilę, by spróbować je uspokoić. Nie pozwól im tego zauważyć. Poczułam, że uspokajam się na tyle, by iść dalej i dotrzeć do szczytu stopni. Ludzie robili coś podobnego w młodszym wieku przed tańcami. Chyba bal maturalny. Po co zachowywać się tak głupio dla jakiegoś tańca? Zrobię to dla swojego partnera, ale nie dla tańca. — Panie i panowie, dziękuję wszystkim za przybycie — głos mojej matki zadźwięczał niczym dzwon. W ułamku sekundy zapadła absolutna cisza. — Wiem, że wielu z was wiąże z dzisiejszym wieczorem wielkie nadzieje, ale nasza rodzina ma największe. Moja córka wybiera osobę, z którą spędzi życie. Kogoś, kogo obdarzy potężnym dziedzicem. Mam nadzieję, że wszyscy potraktujecie ją z szacunkiem, na jaki zasługuje — mama odwróciła się w moją stronę, a ja zaczęłam powoli schodzić po schodach. Uderzyła mnie fala zapachów. Próbowali wyczuć mój zapach już stąd? Idioci… Mój ojciec również prychnął z pogardą. — Moja ukochana córka, Serena Vance — zagrzmiał ojciec. Kilku samców skłoniło głowy. Zrobiłam, co w mojej mocy, by stłumić śmiech, który łaskotał mnie w gardle, domagając się ujścia. Niektórzy z tych chłopców wypinali piersi, inni wyciągali szyje, by mnie zobaczyć; widziałam, jak jeden ojciec chwyta syna za tył głowy i obraca go gwałtownie w moją stronę. Byli bandą bezmózgich kretynów. Jak u licha miałam ich brać na poważnie? Podszedł Cas i przejął mnie od ojca, by zacząć przechadzkę po sali i powitać gości, zaczynając od naszych najbliższych watah. — Sereno — Luna Rhea uśmiechnęła się i ucałowała moje policzki. Ich wataha była najbliżej naszej, ale jej synowie byli zbyt młodzi, by o mnie rywalizować. — Jak zawsze olśniewająca, moja droga. — Zdecydowanie nie pozostawiłaś nic wyobraźni. Odwróciłam się i zachichotała, chwytając młodszą siostrę Rhei i moją najlepszą przyjaciółkę w potrzebnym mi uścisku. Zgodnie z tradycją, ostatni tydzień spędziłam w domu, przygotowując się i medytując nad kolejnym etapem życia. Nie widziałam jej, choć desperacko tego pragnęłam. Jej poczucie humoru było balsamem na mój niepokój. — Sienno — upomniała ją Rhea. — Zachowuj się dzisiaj. Sia tylko przewróciła oczami i splatała ramię z ramieniem Thada. — Nie będę, zbyt długo trzymałaś mnie z dala od mojego ukochanego, siostrzyczko — mrugnęła do mnie. Thad naznaczył Się, gdy tylko skończyła 18 lat, jakieś dwa miesiące temu. Wszyscy inni byli w szoku, ale ja byłam ich współspiskowczynią; kiedy Sia nocowała u mnie, czasami „zapominała” spać w moim pokoju, a kimże ja byłam, by się tym przejmować, skoro mój brat dbał o nią najlepiej na świecie? — Mimo wszystko, bądź grzeczna… na razie — mruknął do niej Thad, ale byłam dość blisko, by to usłyszeć i przewrócić oczami z niesmakiem. Cieszę się ich szczęściem, ale nie muszę znać szczegółów ich intymności. — Oboje bądźcie grzeczni — skarcił ich Cas, prostując się, gdy wyczuł obecność innej alfy. — Cas! — wysoki, rudowłosy młody mężczyzna włączył się do rozmowy, wchodząc między mojego najstarszego brata a mnie, by poklepać go po plecach. — Wciąż wyglądasz przerażająco jak diabli. Współczuję tutejszym facetom, stary — zaśmiał się, rzucając w moją stronę nader subtelne spojrzenie. Nieźle. Usłyszałam parsknięcie Sii, a Rhea zabrała ją w stronę Alfy Xerxesa, męża Rhei. Niech igrzyska się zaczną. Ten mężczyzna był zbyt dumny ze swojego wejścia i najwyraźniej sądził, że znajomość z moim bratem daje mu przewagę. — Gregory Shill — wyciągnął do mnie rękę. I zero szacunku dla zasad. Czekaj na przedstawienie albo aż ja cię dostrzegę. Brak szacunku i arogancja, nie, dziękuję. Cas chwycił go za ramię, a Jaxon pojawił się znikąd i złapał jego wyciągniętą dłoń. — Jaxon Vance — uścisnął ją tak mocno, że widziałam, jak naczynia krwionośne sinieją. — Moja siostra idzie teraz przywitać się z watahą Srebrnego Zaćmienia, przykro mi — skrzywił się, potakując głową. Thad podał mi ramię i poszliśmy spotkać się z przywódcami naszej najsilniejszej sojuszniczej watahy. Alfa Cassian i jego Luna Hestia przewodzili bardzo bogatej watasze, mieszkającej niedaleko nas. Oczywiście łączyły nas bliskie relacje – oni mieli ochronę, a my wpływy. Wiedziałam, że chcą mnie dla swojego syna. Problem w tym, że miał 15 lat. Ech! — Sero! — Alfa Xerxes uśmiechnął się i uściskał mnie mocno. — Twoja elegancja budzi zazdrość każdej kobiety, będziesz potęgą, z którą trzeba się liczyć. — Alfo Xerxesie, to wielka pochwała z ust kogoś, kto zaszedł tak wysoko — skinęłam głową i odwróciłam się, by uściskać Lunę Hestię. — Mam nadzieję, że sprostam waszym słowom. — Wierzę, że nasz Ric ma silną konkurencję, ale choć jest po młodszej stronie, mam nadzieję, że poświęcisz mu chwilę uwagi, moja droga — błagała. — Ric jest ledwie na tyle dorosły, by tu być, kochanie — zaśmiał się Xerxes. — Nasze więzi z watahą Księżycowego Oceanu pozostaną silne jak zawsze. Luna Hestia trzymała moje dłonie mocno. — Pomyśl tylko, jak wspaniałe byłoby twoje życie, Sero. — Matko! — Ric wyłonił się zza pleców rodziców. Uwolnił dłonie matki z mojego uścisku. — Sera jest ode mnie starsza, a ja nie jestem w stanie przyjąć partnerki, skoro wciąż się uczę i trenuję. — Alaryku! Ona ma krew alfy! — syknęła na niego matka. — Jeśli wystartuję, nie przetrwam pierwszej rundy, nawet jeśli zostanę wybrany — odparował, po czym zwrócił się do mnie: — Choć rzeczywiście jesteś urocza, Sero. Uśmiechnęłam się do jego logiki i skrępowania. — Wciąż czeka mnie wiele rozmów, zanim wybiorę tych, którzy staną do walki — uśmiechnęłam się, a Thad zaczął mnie odciągać. — No cóż, wiedzieliśmy, że będzie naciskać, ale przynajmniej Alfa Xerxes rozumie sytuację — szepnął mi Thad. W nadchodzącym tygodniu spotkam się z alfami sam na sam i dowiem się, jakie są ich watahy, a na koniec ich siła zostanie przetestowana w stuletniej tradycji walki. To ja wybieram walczących, a zwycięzca mnie dostaje. Wiem, że brzmi to staroświecko, ale wierzę, że bogini wybierze dla mnie silnego partnera o otwartym sercu. — Mam nadzieję, że nie spróbuje mnie zaatakować za to, że go nie wybrałam. Ilu w ogóle jest tu mężczyzn? — Dwudziestu sześciu — spojrzał na mnie z litością. — Dasz radę. — Wiem — zamknęłam oczy i zebrałam się w sobie. — Sereno, to Alfa Rocco i jego syn Seth — Thad obrócił mnie w stronę pierwszych nieznajomych, jakich napotkaliśmy. — Sereno, widok tak pięknej istoty zapiera dech w piersiach — Alfa Rocco odezwał się pierwszy. Jego syn był wysoki i tyczkowaty, nosił okulary, a koszuli nie włożył w spodnie. Ojciec natomiast był krępy, przeciętnego wzrostu i bardzo zadbany. — Jesteś najwspanialszym zjawiskiem, jakie dotąd widziałem — Seth uśmiechnął się i chwycił moją rękę, by złożyć na niej szybki pocałunek. Potem stłumił ziewnięcie. — Mam nadzieję, że podróż cię nie zmęczyła? — odpowiedziałam nieco zirytowana. — To tylko osiem godzin jazdy — stwierdził, przechylając głowę zdezorientowany. Dobry Boże, ten człowiek jest kompletnie niekompetentny. — Ach! A to Alfa i Luna watahy Lodowcowego Księżyca z Alaski. Moja siostra zawsze chciała zobaczyć śnieg — Thad skinął głową parze, która włączyła się do rozmowy. Ich syn był o głowę wyższy od Alfy Rocco. Wciąż jednak dość szczupły. Może to kwestia genów, ale nie czułam poruszenia na widok mężczyzny wyglądającego jak patyk. Byłam przyzwyczajona do potężniej zbudowanych mężczyzn, takich, których samo spojrzenie mogłoby zabić. Ci dwaj mnie nie intrygowali, ale może byłam zbyt krytyczna. — Thaddeusie i Sereno, wasi rodzice mają szczęście, mając tak niezwykłe dzieci — uśmiechnęła się Luna. — Czy mogę się przedstawić? Jestem Luna Mina. Mój mąż, Alfa Jared, i nasz syn, Pierce — skłoniła lekko głowę. — Jesteśmy wdzięczni za zaproszenie — przywitał się Alfa Jared. Choć Alaska była rozległa, nie było tam wielu watah, a największą był Lodowcowy Księżyc. Mieli bazę handlową, szpital i wiele więcej, wszystko na własnych ziemiach tylko dla swoich ludzi. Ich wataha liczyła setki wilków. — Wasza wataha bardzo potrzebuje silnej Luny, a ja chyba nigdy bym się tam nie nudziła — odpowiedziałam radośnie. Naprawdę poprosiłam rodziców o zaproszenie ich z tych właśnie powodów. — Czuję się takim szczęściarzem — zaśmiał się Pierce. Śmiech nie dotarł do jego oczu. — Naprawdę nigdy nie widziałaś śniegu? — wypaliła Luna Mina, prawdopodobnie chcąc podtrzymać rozmowę. — Śnieg w Georgii to wcale nie jest częsty widok — wtrącił Alfa Rocco. Wydawał się poirytowany, że przerwano mu jego czas. — Choć sam pochodzisz z Wirginii, czyż nie, Alfo Rocco? — odparował Alfa Jared. — Widziałam go tylko raz i natychmiast stopniał. Jestem pewna, że na waszym terytorium go nie brakuje — spróbowałam rozładować napięcie między alfami. — Tak, nigdy ci go nie zabraknie — pomógł uspokoić sytuację Pierce. Odnotowałam w duchu, że powinnam wyczekiwać rozmowy z nim, bo nie wydawał się zły, a jego rodzice byli pełni szacunku. — Jeśli nam wybaczycie — Thad znów ujął mnie pod ramię. Szłam z prądem przyjęcia, poznając Alfów i ich synów; niektórzy przyprowadzili ze sobą swoich betów lub gammów. Kilku zabrało swoich najsilniejszych wojowników, by pokazać solidną obronę. — Alfo Silasie, Sereno — starszy mężczyzna uśmiechnął się do mnie, gdy teraz Cas ujął mnie pod ramię. — Mój syn Wyatt. Silny mężczyzna uśmiechnął się do mnie. Był wysoki, barczysty, opalony i miał najciemniejsze oczy, jakie kiedykolwiek widziałam. Włosy na karku mi dęba stanęły. — Jesteś absolutnie najpiękniejszą rzeczą, jaką w życiu widziałem — uśmiechnął się i postąpił krok do przodu. Cas ścisnął moje przedramię, wyraźnie niezadowolony z tego natręctwa. — Widzę, że jesteś gładkomówny. Obaj pochodzicie z Kalifornii? — zapytałam, cofając się o krok z szacunku dla brata. — Piękna kraina. Jestem pewien, że ci się spodoba — Wyatt obnażył zęby w uśmiechu, który miał przyciągać wzrok. — Ależ zuchwałość. Czy to ma mi zaimponować? — wyprostowałam się i ściągnęłam brwi. — Mam nadzieję, że przynajmniej podarujesz mi pierwszy taniec tego wieczoru? — znów podszedł bliżej. On chyba żartuje? Mogłam go poczuć. Próbował zostawić na mnie swój zapach. Już teraz czułam się osaczona. — Powinieneś się cofnąć, moja siostra wyraźnie dała do zrozumienia, że nie podoba jej się twoje zachowanie — ostrzegł Cas, a z jego gardła wydobył się niski warkot. Kilka osób wokół nas odwróciło się i zaczęło szeptać. — On chce ją tylko oczarować — zaśmiał się Alfa Silas. — Jak niby ma o nią zabiegać? — Wydaje mi się, że powiedział ci, iż ona czuje się niekomfortowo — Thad stanął po mojej drugiej stronie. — Nie podobają mi się twoje intencje i uważam, że obaj wykazujecie brak szacunku dla tradycji, która się tu dzisiaj odbywa — zauważyłam chłodno, mrużąc oczy i odwracając od nich twarz. Coraz więcej osób zaczęło na nas patrzeć, wokół nas utworzył się mały krąg. — Możesz mieć krew alfy, ale wciąż jesteś kobietą! Nie możesz zachowywać się tak lekceważąco wobec mężczyzny, który poświęca ci swój czas i oferuje schronienie! — warknął Wyatt i zacisnął pięści. Gwałtownie się odwróciłam, moja wilczyca się przebudziła, a moje oczy rozbłysły szmaragdową zielenią Elowen. — Nie toleruję mężczyzn, którzy wierzą, że ich jedynym zadaniem jest „pomaganie” kobietom! Próbował złapać mnie za ramię, ale Cas go zablokował, lecz wtedy Alfa Silas chwycił Casa. Thad złapał Wyatta za kołnierz, a do akcji wkroczyli Jaxon i mój ojciec. W tym momencie Jaxon odepchnął Wyatta od nas, a mój ojciec kopnął Alfę Silasa w tył lewej nogi. Ten wydał z siebie przeszywający ryk, chwytając się za zdruzgotane kolano. Dwóch naszych wojowników wystąpiło naprzód, wykręciło Wyattowi ręce za plecy i zmusiło go do parteru. Tłum westchnął i poruszył się z niedowierzaniem, zdumiony tą sceną. — Tak bardzo mnie lekceważysz, Silasie? — huknął mój ojciec. Okrążył unieruchomionego teraz mężczyznę i stanął przed nim. — Pozwalasz swojemu synowi tak otwarcie próbować źle traktować moją córkę. I zachowywać się, jakby mu się to należało — warknął mój ojciec. Jaxon stanął teraz na miejscu Casa, a Cas stanął przede mną. Mój ojciec chwycił starca za włosy, odchylając mu głowę, by na niego spojrzał. — Myślałeś, że możesz znieważyć złotą linię krwi? — uniósł rękę i wymierzył potężny cios pięścią w twarz tego wieprza. Rozległ się kolejny jęk. Linia czystej krwi alfy oznaczała siłę, która mogła rzucić na kolana każdego. I wszystko… Te nieopisane występki, które właśnie miały miejsce, były obraźliwe nie tylko dla nas, ale i dla naszych sojuszników oraz porządku wilków, z którego wszyscy się wywodziliśmy. A przede wszystkim dla naszej bogini. Mój ojciec uniósł drugą pięść, ale szybko go powstrzymałam. — Tato — zawołałam i wystąpiłam przed Casa. — Nie bądź taki porywczy. Wiem, jak poważne to jest, ale on się w ten sposób nic nie nauczy — wyjaśniłam w swojej obronie. Mój ojciec warknął i spojrzał na niego. — Co byś doradziła, moja droga? — nie odrywał wzroku od mężczyzny, a złoto jego oczu wypalało tę nędzną ludzką ruinę. — Naznacz jego twarz. Tak, aby wszyscy wiedzieli, jak zachowuje się wobec tych, którzy mieli szczęście zostać pobłogosławieni przez naszą boginię — spokojnie cofnęłam się, by mógł to zrobić. — Jego ludzie powinni wiedzieć, czego się dopuścił. Spojrzał na syna leżącego na ziemi, niezdolnego do walki w uścisku naszych wojowników. — I ta żałosna namiastka dziedzica alfy! — ojciec zaczął wysuwać pazury. — Zatrzymaj go, dopóki nie przyślą zadośćuczynienia — odpowiedziałam z nadzieją, że ojciec posłucha głosu rozsądku. — Hmmm. Wstrzymałam oddech. Naznaczenie innej alfy to wezwanie do wojny, chyba że zaatakowali pierwsi, co Silas ewidentnie zrobił. Zresztą nikt nie odważyłby się iść na wojnę z naszym plemieniem. Byliśmy najsilniejsi w promieniu setek kilometrów. — Nie ja go naznaczę! — ogłosił. Po czym odwrócił się i spojrzał mi w oczy. — To ciebie skrzywdził. Więc ty to zrobisz — podszedł i przytrzymał Silasa za włosy od tyłu. Stanęłam przed człowiekiem, który przybył tutaj z zamiarami, których bałam się najbardziej. Wysunęłam swoje perłowobiałe pazury i uniosłam ramię. — Patrz na mnie — rozkazałam. Mężczyzna warknął i sapnął, zaciskając zęby. Szybkim ruchem przejechałam pazurami po jego twarzy, zalewając krwią jego lewe oko.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 2 – Zdobycie rzadkiej rasy: Cień Arktycznego Alfy | Czytaj powieści online na beletrystyka