Osaczyli mnie, a cała moja ostrożność prysła. Ezio przejął całkowitą kontrolę, a ja pozwoliłem mu swobodnie wysunąć pazury.
Odrzucił dwóch z nich, a oni padli na ziemię niczym bezbronne dzieci, wydrapując sobie nawzajem oczy. Jeden z nich wskoczył nam na plecy, ale Ezio wbił pazury w szyję głupca i cisnął nim o ziemię.
Jednak wciąż udawało im się mnie osaczać. Owładnęła nimi jakaś forma zbiorowej
















