Kiedy w końcu byłam sama, pozwoliłam łzom płynąć. Zsunęłam się po ścianie, aż kolana dotknęły mojej piersi, i schowałam w nich głowę. Moje ciało drżało, gdy wyrzucałam z siebie wszystko, co czułam. Nie powinnam opuszczać następnej lekcji, bo tata się dowie i mnie pobije, ale po prostu nie mogłam już tego znieść. Dlaczego wciąż walczyłam o życie, skoro wyglądało ono właśnie tak? Byłam bita, gwałcona i dręczona! To koniec, nie będę już tego robić.
Po kilku głębokich oddechach pozwoliłam łzom wyschnąć i zaczęłam zastanawiać się, jak to zrobić. Było tyle sposobów, ale musiałam mieć pewność, że nic nie pójdzie nie tak. Skok nie zawsze daje gwarancję, więc to odpadło. Rzucenie się pod samochód mogło skończyć się tylko kilkoma złamaniami, a mogłam przeżyć, więc to też skreśliłam. Myślałam intensywnie, chodząc tam i z powrotem, aż mnie olśniło. Mój tata miał pistolet w gabinecie. Groził mi nim wcześniej i z tego, co widziałam, nawet nie zadbał o to, by go zamknąć, pewnie dlatego, że wiedział, iż nigdy tam nie wejdę.
Ale byłam zdesperowana, a skoro i tak miałam nie żyć, to co za różnica, czy tam wejdę? Mogłam to zrobić właśnie tam, żeby musiał sprzątać bałagan po tym, do czego mnie doprowadził. Nigdy nie byłam mściwą osobą, ale myśl o zabiciu się w jego fotelu, o tym, że mnie znajdzie i będzie musiał zmierzyć się z konsekwencjami mojej śmierci, sprawiła, że się uśmiechnęłam. Chciałabym zobaczyć jego twarz, gdy mnie znajdzie, i to, jak planuje to wytłumaczyć. Musiałam iść teraz, póki nie było go w domu, by mieć pewność, że nikt mnie nie powstrzyma. Z ostatnim tchem, by wzmocnić postanowienie, wyszłam z ukrycia i ruszyłam przez boisko w stronę frontu szkoły, gdzie zaparkowałam rower.
Mój umysł był skupiony na jednym celu, więc nie dbałam o to, kto widzi, jak wychodzę. Wsiadłam na rower, nie czując nawet żalu, gdy przewróciłam kilka innych.
– Hej, Iskierko, gdzie się tak pali? – głos Sorena dobiegł z kierunku schodów przed szkołą.
Zignorowałam go, zawróciłam rowerem i ruszyłam. Usłyszałam kroki zbliżające się w moją stronę, więc odjechałam tak szybko, jak tylko mogłam. Moja uwaga była całkowicie skupiona na celu; pedałowałam z całej siły, nie czekając nawet, aż przejadą samochody. Co z tego, jeśli mnie uderzą – po prostu wstanę i pojadę dalej, aż to skończę.
– Iskierka!! Hej, zwolnij, dziewczyno! – usłyszałam, jak ktoś na mnie krzyczy, ale nie odwróciłam się ani nie zwolniłam.
Usłyszałam wiązankę przekleństw i pisk hamulców, gdy lawirowałam przez chaotyczne przejście dla pieszych, nie patrząc i nie zatrzymując się. Kiedy w końcu dotarłam do domu, nawet nie zwolniłam, zanim spadłam z roweru i pobiegłam do drzwi.
– Cholera, Iskierko, zwolnijże! – krzyknął ktoś za mną, podczas gdy ja szamotałam się z kluczami.
Za moimi plecami słychać było kilka par ciężkich kroków, a ktoś szarpnął mnie za ramię, bym się odwróciła. Moja klatka piersiowa unosiła się i opadała, gdy próbowałam złapać oddech.
– Co to, do diabła, było? Mogłaś zginąć! Co z tobą nie tak? – zapytał Kael, zaciskając uścisk na moim ramieniu.
– Puść mnie! – warknęłam na niego, wyrywając rękę.
Za kolejnym razem udało mi się włożyć klucz do zamka; wpadłam przez drzwi i skierowałam się prosto do gabinetu ojca. Otwierałam kolejne szuflady i zatrzaskiwałam je z frustracją, gdy nie mogłam znaleźć tego, czego szukałam.
– Gdzie to jest? – pytałam zdesperowana pod nosem.
W końcu znalazłam broń w ostatniej szufladzie. Stałam tam, patrząc na nią przez kilka chwil, zanim sięgnęłam do środka i zacisnęłam dłoń na chłodnym metalu. Serce waliło mi jak młotem, gdy poczułam jej ciężar. Powoli wyciągnęłam ją całkowicie i nie odrywałam od niej wzroku.
– Iskierko… Lyra, co ty robisz? – zapytał Milo. Podniosłam na niego oczy i wycelowałam pistolet w czterech chłopców, których przez ostatnie trzy lata szczerze nienawidziłam.
– Wynocha! – wrzasnęłam, trzymając broń i mierząc prosto w nich.
Nie zamierzałam do nich strzelać, bo nie byłam morderczynią. Nie chciałam, żeby komukolwiek stała się krzywda, poza mną.
– Dobrze, Iskierko, możemy o tym porozmawiać… – powiedział cicho Milo, robiąc krok w moją stronę.
– Nie nazywam się Iskierka! – wrzasnęłam na niego.
– Przepraszam. Lyra, po prostu się uspokój, dobrze? – powiedział, trzymając ręce w górze i powoli podchodząc bliżej.
– Odejź, Milo, bo przysięgam, że strzelę. Wynocha stąd, wszyscy! Zrobiliście już wystarczająco dużo! Wszyscy! Zostawcie mnie w spokoju! – krzyczałam, mocno zaciskając powieki.
Rozległy się strzały, a ja krzyknęłam z przerażenia, gdy wokół mnie zapadła ciemność.
















