**Lyra**
– Dom... tak strasznie mi przykro. – Głos mi drży, gdy w końcu pozwalam sobie poczuć stratę.
Dom odszedł. Zginął w chwili, gdy Rosjanin pociągnął za spust, ale część mnie miała nadzieję, że może jakimś cudem przeżył.
To moja wina. Nie żyje przeze mnie.
Serce mnie boli, gdy klękam obok niego, a kiedy szloch, który dusiłam w sobie, w końcu wybucha, upadam na jego nieruchome ciało i trzymam
















