Niepokonana Luna

Niepokonana Luna

Autor: Aeliana Thorne

Rozdział 3
Autor: Aeliana Thorne
4 mar 2026
Perspektywa Freyi Kiedy wróciłam do posiadłości Srebrnego Kła, usłyszałam jej głos, zanim jeszcze weszłam do salonu. – Teraz, gdy Aurora wróciła – i do tego jest pilotką – powinieneś rozwieść się z Freyą i sparować z nią – powiedziała matka Caeluma, Eleanor, z pewnością siebie, która ociekała niczym trucizna. – Aurora i ja jesteśmy tylko przyjaciółmi – odpowiedział Caelum niskim głosem. – Przyjaciółmi? Proszę cię – prychnął inny głos. To była Giselle, jego młodsza siostra. – Wszyscy wiedzą, że najpierw kochałeś się w Aurorze. Jest pierwszą kobietą pilotem Skrzydła Powietrznego! Freya nie ma nawet tytułu. Nie ma nic. Ona po prostu… nie pasuje do ciebie. Ich słowa pełzały w powietrzu jak jad. Trzy lata. Stałam przy Caelumie podczas każdej bezsennej nocy, każdej brutalnej misji, każdej negocjacji z frakcjami banitów i obcymi Alfami. Opatrywałam jego rany, prowadziłam operacje watahy pod jego nieobecność, nawet gdy czułam, że moje własne serce się wykrwawia. A teraz? Teraz „nie pasowałam”? W tym momencie Giselle dostrzegła mnie stojącą w wejściu. – O, patrzcie, kto tu jest. Podsłuchiwałaś, Omego? Postąpiłam krok naprzód, z wyprostowanym kręgosłupem. – Nie chowałam się. Nie skradałam. Weszłam frontowymi drzwiami. – Cóż, to dobrze – warknęła. – Bo powinnaś to usłyszeć. Powinnaś teraz odejść. Nie stawaj na drodze Caeluma i Aurory. – Wystarczy, Giselle – warknął Caelum. Ale ona nie przestała. – Została twoją partnerką tylko dlatego, że Aurora była na szkoleniu. Wślizgnęła się, kiedy miałeś złamane serce, a teraz po prostu czepia się jak pasożyt. – Giselle, wystarczy – powiedział Caelum ponownie, teraz ostrzej. Nadąsała się, ale zamilkła. Eleanor wkroczyła, by uspokoić córkę, ale jej wrogie spojrzenie wciąż było utkwione we mnie. Caelum podszedł bliżej, a jego wzrok przesunął się na czarną, drewnianą skrzynkę, którą trzymałam w ramionach – gładką, grawerowaną i przykrytą karmazynowym sztandarem Legionu Lykanów. – Co to jest? – zapytał. – Prochy moich rodziców – powiedziałam beznamiętnie. – Przywiozłam ich do domu. Poczucie winy przemknęło przez jego twarz. – Przepraszam. Powinienem tam być, ale Aurora… zasłabła dziś rano. Hiperwentylacja czy coś w tym stylu. Zanim zdążył dokończyć, Eleanor wrzasnęła: – Prochy? Przyniosłaś prochy do tego domu?! Mrugnęłam. – Tak. To moi rodzice. Służyli Narodowi Lykanów z honorem. Byli bohaterami. Eleanor patrzyła na mnie, jakbym wniosła brud na jej nieskazitelnie biały dywan. – Nie obchodzi mnie, kim byli. Prochy są przeklęte. Nie możesz wnosić tego… czegoś… do tego domu! Moja dłoń zacisnęła się na urnie. – To także mój dom – powiedziałam chłodno. – Caelum i ja kupiliśmy go razem po ceremonii koronacyjnej. – Za pieniądze Caeluma! – warknęła Giselle. – Po prostu połóż to gdzie indziej! Nie wnoś swojej przeklętej rodziny do tego domu! – Giselle! – szczeknął Caelum. Ale ona nie skończyła. – Chcesz, żeby wnosiła kości do domu Mamy po jej operacji oczu?! Lekarz powiedział, że nie może się denerwować! Próbujesz ją zabić?! Caelum zawahał się. A potem to powiedział. – Po prostu… połóż je na razie gdzie indziej, Freyo. Proszę. Świat się zachwiał. Nie mógł na mnie spojrzeć, kiedy to mówił. – Ty też myślisz, że są przeklęci? – szepnęłam. Nie odpowiedział. – Trzy lata stania u twojego boku. Trzy lata przedkładania twojej watahy nad moje marzenia. Kiedy twoja matka potrzebowała operacji, kto znalazł specjalistę? Kto wykorzystał każdy kontakt w Kapitolu, by upewnić się, że jej wzrok zostanie uratowany? Kto niósł twoje krwawiące ciało z tej zasadzki banitów w Czarnej Dolinie? Nikt nie odpowiedział. Ich milczenie mówiło wystarczająco wiele. – A teraz proszę o jedną rzecz. Miejsce spoczynku dla moich rodziców. I to zbyt wiele? Giselle zadrwiła. – Nie zrobiłaś nic specjalnego. To Caelum ma wpływy. Ten lekarz przyjął Mamę, bo go szanuje. Nie ciebie. Odwróciłam się z powrotem do Caeluma. – Chcę ich tu zatrzymać. Tylko na kilka dni. Dopóki nie zbudujemy kapliczki, na którą zasługują. Nie poruszył się. – Nie bądź nierozsądna – powiedział cicho. – A jeśli będę nalegać? Zanim zdążył odpowiedzieć, Eleanor rzuciła się naprzód. – Nie dopóki żyję! – wrzasnęła, podnosząc rękę. Policzek uderzył mocno i szybko. Ból rozkwitł na mojej twarzy, gdy zachwiałam się do tyłu, wciąż tuląc urnę. Zanim zdołałam odzyskać równowagę, naparła do przodu, uderzając w skrzynkę obiema rękami. Wyślizgnęła się. Nie. Czas zwolnił, gdy urna wypadła z moich ramion. Mój wilk zawył pod skórą w chwili, gdy Eleanor obnażyła kły – na razie metaforycznie. Moje źrenice zwęziły się w szparki. Instynkt zaryczał w mojej krwi jak bęben wojenny. Jednym płynnym ruchem owinęłam ramiona wokół obsydianowej urny z jesionowego drewna, przytrzymując ją blisko, jak matka chroniąca szczenię. – To szczątki moich rodziców! – Mój głos drżał od ledwo powstrzymywanej furii, podszyty warknięciem. – Zginęli, chroniąc ziemie Lykanów – śmiesz ich obrażać? Głos Eleanor trzasnął jak bicz w kamiennym holu domu watahy. – To leże mojego syna! Wnosisz w nie śmierć i oczekujesz czego – wdzięczności? Wynoś to przeklęte coś, zanim sama to rozbiję! Niech twoi skundleni rodzice zobaczą, jaką brudną córkę Omegę wychowali! Sierść mojego wilka zjeżyła się pod skórą. Walczyłam z przemianą, która drapała mnie od środka. Nie teraz. Nie tutaj. – Może i jesteś matką Caeluma, ale nie jesteś Luną tego domu! – warknęłam, głosem ostrym jak potłuczone szkło. – I nie będziesz pluć na honor wojowników, którzy oddali życie, byś mogła bezpiecznie siedzieć za tymi cholernymi murami. Zapach Caeluma dotarł do mnie wcześniej niż jego słowa – cedr i mróz, tak zimny i nieustępliwy jak wyraz jego twarzy. – Freya… po prostu to wynieś. Proszę. – Jego szczęka była zaciśnięta. – Stan mojej matki jest kruchy. Jeśli cokolwiek się stanie z tego powodu – jeśli przejdzie przemianę lub znowu zachoruje – nie wybaczę ci. Coś we mnie pękło. Głośno. Ostatecznie.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 3 – Niepokonana Luna | Czytaj powieści online na beletrystyka