Niepokonana Luna

Niepokonana Luna

Autor: Aeliana Thorne

Rozdział 5
Autor: Aeliana Thorne
2 mar 2026
Perspektywa Freyi – Rozwód? Tylko dlatego, że moja matka nie pozwoliła wejść prochom twoich rodziców do posiadłości? – Caelum zmarszczył brwi, a niedowierzanie wykrzywiło jego usta. Jego ton sprawił, że brzmiałam nieracjonalnie. Jakby moja żałoba – moja linia krwi – była błahą niedogodnością. To był moment, w którym wszystko stało się jasne. Skończyłam z trzymaniem się iluzji. – Nie tylko dlatego – powiedziałam chłodno, a pazury napięły się pod moją skórą. – Nie udawajmy. Krążyłeś wokół Aurory od lat. Teraz w końcu możesz ukoronować ją na swoją Lunę. Warknął nisko w gardle. – Jesteśmy przyjaciółmi. Nie przekręcaj tego. Jego irytacja przeorała więź myślową jak pazury po surowej kości. Zaśmiałam się – gorzko i ostro, jak odmrożenie. Wszyscy widzieli, kim byli. Wszyscy oprócz niego. A może widział i po prostu lubił kłamać – mnie i samemu sobie. – Skończyłam, Caelum. Dźwigałam tę więź sama wystarczająco długo. To nie partnerstwo – to wyrok. Jego wyraz twarzy zachwiał się. Ledwo. Ale wystarczająco, by mój wilk to wyczuł – ten przebłysk paniki Alfy, świadomość, że jego Omega może w końcu zerwać smycz. – Jeśli naprawdę tak myślisz… – powiedział powoli – to miejmy szczenię. Jeśli to sprawi, że poczujesz się bezpiecznie. Zamarłam. – …Co ty właśnie powiedziałeś? Byliśmy związani od trzech lat. Nigdy mnie nie dotknął. Ani razu. Na początku mówił, że potrzebujemy czasu – on miał obowiązki Alfy, ja musiałam „dorosnąć do mojej pozycji Omegi”. Mówił: „Zbudujmy coś trwałego. Zaczekaj na mnie”. Więc czekałam. Jak głupia. Cisza między nami stała się rutyną. Nawet w łóżku zawsze był odwrócony plecami. Jego skóra zawsze zimna. Teraz – teraz – chciał szczenięcia? Podszedł bliżej, muskając ustami mój policzek. Obrzydzenie przepełzło mi po kręgosłupie. Kiedyś też tego chciałam. Dziecka. Przyszłości. Rodziny zbudowanej między równymi. Ale on nigdy nie był wierny – nie mnie. Tylko duchowi swojej pierwszej miłości. Teraz, gdy się uwalniałam, nagle przypomniał sobie o honorze? O obowiązku? Odepchnęłam go. Mocno. Potem wytarłam policzek wierzchem dłoni, jakby jego dotyk mnie pobrudził. – Jesteś obrzydliwy, Caelum. Jego szczęka się napięła. – Powiedziałem ci, kiedy się wiązaliśmy – nigdy cię nie porzucę. Więc udam, że tego nie słyszałem. Jeśli nie jesteś gotowa na szczenię, poczekamy. – Nie ma już czekania. – Mój głos był lodem. – Między nami nigdy nie będzie szczenięcia. Nie teraz. Nie kiedykolwiek. Zanim zdążył odpowiedzieć, jego kamień komunikacyjny zapulsował. Odebrał. Usłyszałam jej głos – miękki, zadowolony z siebie, przyprawiający o mdłości. Aurora. – …Dobrze, kochanie. Zaraz tam będę. Rozłączył się i spojrzał na mnie, całkowicie niewzruszony. – Mam pilną sprawę. Ostudź swój temperament, póki mnie nie będzie. Potem odwrócił się, płaszcz załopotał za nim, i wyszedł. Tak po prostu. Patrzyłam, jak jego samochód znika na drodze posiadłości, tylne światła rozpływały się we mgle. Biegł do niej. Znowu. Już mnie porzucił. W chwili, gdy odebrał jej połączenie zamiast walczyć o własną partnerkę. Dałam mu wszystko – moje zaufanie, moją lojalność, dziedzictwo mojej rodziny. Wszystko dlatego, że kiedyś obiecał: „Nigdy cię nie zawiodę”. Ale zawiódł. Raz. I kolejny. I kolejny. Ta więź była zerwana. Po raz pierwszy od trzech lat mój wilk znieruchomiał. Żadnego zagubienia. Żadnego bólu. Tylko cisza. Odwróciłam się w stronę okna, pozwalając temu spokojowi zagościć w mojej piersi. Wtedy… Drzwi otworzyły się z hukiem. Najpierw uderzył mnie zapach – olejek różany, żelazo i wypolerowana arogancja. Lady Eleanor. Weszła bez pukania, aksamitny płaszcz muskał podłogę, wysokie obcasy stukały o marmur jak uderzenia sędziowskiego młotka. W jednej rękawiczce trzymała karmazynową kopertę, zapieczętowaną woskiem z herbem Rady Lykanów. – Freya – powiedziała ostro. – Nie przeciągajmy tego. Rzuciła kopertę na stół, jakby to był tylko rachunek za kolację. Podniosłam ją powoli, mrużąc oczy. W środku: umowa rozwiązania więzi. I podpis Caeluma, złożony czerwonym atramentem Alfy. – Sfałszowałaś to? – zapytałam beznamiętnie. Posłała mi ciasny, wyćwiczony uśmiech. – Czy to ma znaczenie? Dostajesz to, czego chcesz. Nie. Dostawałam to, czego oni chcieli. Moje dłonie zacisnęły się na kopercie. Umowa nie była kompletna. Tam – na dole. Księżycowa Faza Zerwania. Obowiązkowy trzydziestodniowy okres karencji wymagany przez starożytne prawo Lykanów przed ostatecznym zerwaniem więzi. Tradycja mająca na celu ochronę więzi myślowej przed nagłym przerwaniem – zwłaszcza gdy jedna ze stron nie była chętna. Oznaczało to, że nie mogłam odejść publicznie. Nie mogłam mówić prawdy. Nie mogłam odrzucić tytułu „partnerki Caeluma” przez jeden pełny cykl księżyca. Smycz. Przesiąknięta prawem i owinięta w aksamit. – Powołujesz się na Fazę Zerwania? – zapytałam cicho. Eleanor uśmiechnęła się z wyższością. – Naturalnie. Pozostaniesz cicha, uległa i niewidzialna. Trzydzieści dni, a potem możesz zniknąć. Po cichu. – A jeśli tego nie zrobię? Uniosła jedną brew. – Wtedy dopilnuję, by twoje imię zostało pogrzebane tuż obok prochów twoich rodziców. Poza posiadłością. Minęła chwila. – Oferuję ci sto milionów kredytów – dodała gładko. – Weź je i zniknij, gdy księżyc się zmieni. Bez skandalu. Bez publicznego widowiska. Wpatrywałam się w nią. Potem powiedziałam spokojnie: – Zgoda. Mrugnęła. – Naprawdę zostawiłabyś Caeluma tak po prostu? – Sto milionów i znikam. Nie będę nawet czekać, aż księżyc osiągnie zenit. Postąpiła krok naprzód, kładąc przede mną pióro. – Podpisz. Zrobiłam to. Więź we mnie zadrżała. Jeszcze nie zerwana – ale krwawiąca. – Masz trzydzieści dni – ostrzegła. – Pełny Cykl Zerwania. Do tego czasu siedź cicho. Żadnego kontaktu. Żadnych podejrzeń. Odwróciłam się, by wyjść. Ale ona nie skończyła. – Po namyśle… sto milionów to za dużo. Jesteś tylko osieroconą Omegą. Dwadzieścia milionów to więcej niż hojność. Zatrzymałam się. Potem odwróciłam się powoli, z pewnością siebie właściwą wilkowi, a oczy zapłonęły mi bursztynem. Uśmiechnęłam się – zabójczym uśmiechem godnym Alfy. – Jeśli będziemy trzymać się prawa małżeńskiego wilkołaków, należy mi się połowa majątku Caeluma. To piętnaście miliardów kredytów. Czy mam złożyć pozew publicznie?

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki