Niepokonana Luna

Niepokonana Luna

Autor: Aeliana Thorne

Rozdział 7
Autor: Aeliana Thorne
2 mar 2026
Perspektywa Freyi Caelum wyglądał na oszołomionego. Widziałam pytania gromadzące się w jego oczach. Zwrócił się do mnie napiętym głosem. – Dlaczego nigdy mi nie powiedziałaś? O Halston? O swoich wyróżnieniach? – Nigdy nie pytałeś – odparłam po prostu. Zanim zdążył odpowiedzieć, nowa obecność zmieniła atmosferę w powietrzu. – Była pańską studentką? – Nisi, zimny głos przeciął napięcie. Wszystkie oczy zwróciły się w stronę wysokiego mężczyzny stojącego obok Hawthorne’a. – Tak – powiedział profesor z uśmiechem. – Freyo, to jest Alfa Silas Whitmore. To imię uderzyło niczym grom. Dziedzic posiadłości Whitmore. Obecny, oczekujący na przejęcie władzy Alfa Koalicji Żelaznych. Mężczyzna, o którym szeptano, że dowodzi nie tylko wilkami, ale całymi armiami. Silas wyciągnął dłoń. – To zaszczyt, panno Thorne. Zawaham się przez ułamek sekundy, zanim ją uścisnęłam. Jego uścisk był mocny. Kontrolowany. Niebezpieczny. I znajomy. To on był tym, którego widziałam kilka dni temu. Mężczyzną, który stał w deszczu, obserwując w milczeniu. Teraz, bez zasłony pogody, jego twarz była uderzająca – ostre rysy, oczy barwy północy, spokój drapieżnika okryty płaszczem uprzejmości. – Cała przyjemność po mojej stronie – mruknęłam. Potem, równie szybko, odwrócił się wraz z profesorem Hawthornem. Chwila przeminęła. Caelum podszedł bliżej, jego wyraz twarzy był nieodgadniony. – Naprawdę ukończyłaś Halston? Byłaś najlepsza na roku? Dlaczego to przede mną ukrywałaś? Spojrzałam na niego bez mrugnięcia okiem. – Czy to ma teraz znaczenie? Zanim zdążył odpowiedzieć, ostry ryk rozdarł powietrze. To nie był wystrzał. To był dziki warkot, po którym nastąpił nieomylny trzask pazurów uderzających w drewno. Restauracja pogrążyła się w chaosie. Wilki przechodziły przemianę – stoły były przewracane, sztućce z brzękiem spadały na ziemię, gdy goście kryli się lub przygotowywali do obrony. Z drugiego końca sali przez okno tarasowe wpadł Wyrzutek, jego sierść była zlepiona krwią, a w oczach miał szaleństwo. Wtedy – uderzenie. Pchnięcie w moją pierś. Zatoczyłam się do tyłu, łapiąc równowagę na krześle. Podniosłam wzrok – w samą porę, by zobaczyć Caeluma osłaniającego Aurorę za parawanem. Pchnął mnie – z dala od siebie, z dala od bezpieczeństwa. Mogłam zostać rozszarpana. A on i tak wybrał ją. Znowu. Spojrzał na mnie. Nasze oczy się spotkały. Miał czelność wyglądać na winnego. Nie kłopocz się, pomyślałam. Uspokoiłam się, uniosłam podbródek i powoli wypowiedziałam słowa bezgłośnie, by ich nie przeoczył: – Caelumie Vale, nie chcę cię już. W tej chwili zobaczyłam, jak Caelum wzdrygnął się, jego klatka piersiowa zacisnęła się, jakby coś uderzyło go głęboko w środku. – Co się stało? – zapytała Aurora, wyczuwając drżenie w jego ciele, gdy osłaniał ją opiekuńczo w ramionach. – Nic... – powiedział ochryple, oblizując suche usta. – To nic. Ale widziałam to spojrzenie w jego oczach – nawiedzone, zdezorientowane. Jakby coś w nim właśnie pękło. Może to widok mnie rzucającej się w niebezpieczeństwo. Może myślał, że z niego zrezygnowałam. Chaos, który wybuchł zaledwie chwilę wcześniej – warknięcia Wyrzutków, wybite szyby, krzyki – w końcu zaczął cichnąć. Krew i zgliszcza plamiły niegdyś elegancką salę jadalną. Elitarne siły bezpieczeństwa rodziny Whitmore wpłynęły jak srebrna fala, szybko otaczając umazanego krwią Wyrzutka w ludzkiej formie. Był starszy, jego ciało unosiło się ciężko, bursztynowe oczy płonęły nienawiścią. Ale to nie był koniec. Pazury Wyrzutka były wysunięte, kły obnażone – wycelowane prosto w Alfę Silasa Whitmore'a z Koalicji Żelaznych. – Straciłem wszystko przez twoją rodzinę! – warknął mężczyzna głosem pełnym jadu. – Mój brat nie żyje. Moja wataha przepadła. Zapłacisz za to życiem! Silas nawet nie drgnął. Nawet z pazurami cale od serca, jego rzeźbiona twarz pozostała nieczytelna. Zimna. Niebezpieczna. Zrobił krok naprzód – celowy i spokojny. – Wielu chce mojej śmierci – powiedział, głosem niskim, niemal znudzonym. – Myślisz, że jesteś zdolny być tym, który faktycznie to zrobi? – Trzymaj się z daleka! – wrzasnął Wyrzutek, panika zaczęła brać górę nad jego wściekłością. – Przysięgam – zabiję cię! Ale Silas nie przestał. Poruszył się szybciej. Tak szybko, że zanim Wyrzutek zdążył zaatakować, Silas już wykręcił mu ramię, druzgocząc staw. Rozległ się przyprawiający o mdłości chrzęst, a pazury przeleciały nieszkodliwie obok. – Ty... ty... – wydyszał mężczyzna, groza świtała w jego oczach, gdy Silas wyrwał mu broń z ręki i przycisnął go do ziemi, własne ostrze w kształcie kła Wyrzutka przyciśnięte teraz do jego gardła. Silas przygwoździł Wyrzutka, ostrze w kształcie kła wpijało się w jego gardło. Jego głos był zimną stalą. – Pomyślałeś o konsekwencjach, zanim mnie zaatakowałeś? Bursztynowe oczy Wyrzutka rozszerzyły się z przerażenia. – Nie możesz...! Jesteś Alfą. Jeśli zabijesz mnie tutaj, Rada... – Zobaczmy, czy mnie to obchodzi – mruknął Silas, kierując ostrze głębiej. Jego cień rozciągał się nad złamanym ciałem Wyrzutka, każda linia jego sylwetki była napięta do zadania ciosu. Drapieżnik w nim żądał krwi. Sala wstrzymała oddech, każdy wilk zamarł, czekając na zabójstwo. Wtedy się poruszyłam. Cicho, pewnie. Moja dłoń wsunęła się pod płaszcz, palce zacisnęły się na kompaktowej kuszy treningowej, którą nosiłam z przyzwyczajenia. Jedno ciche kliknięcie i stalowy grot musnął ciało – tym razem nie Wyrzutka, ale żebra Silasa Whitmore'a. Weszłam w burzę jego aury, wystarczająco blisko, by poczuć zapach żelaza i deszczu, który do niego przylgnął. Mój głos był cichy, przeznaczony tylko dla niego. – Nie możesz – szepnęłam. – Nie tutaj. Nie teraz. Kości starego Alfy Żelaznych nawet nie ostygły. Twoja Koalicja patrzy. Jeśli przelejesz krew przy świadkach, Rada nie nazwie tego sprawiedliwością – nazwą to tyranią. A ty wręczysz rywalom ostrze, by wypatroszyli twoje roszczenia. Ostrze z kła zamarło na gardle Wyrzutka. Mięsień drgnął na szczęce Silasa. Docisnęłam kuszę mocniej do niego, niewzruszona jak kamień. – Twoi wrogowie już liczą sposoby, by cię złamać. Martwe wilki to nic innego jak zmarnowana krew. Żywe? To dźwignia. Przez uderzenie serca świat skurczył się do nas dwojga – jego oczy barwy północy zablokowały się na moich, ciemne i niezgłębione, oceniając, czy jestem na tyle śmiała, czy głupia, by pociągnąć za spust. Napięcie trzaskało jak naciągnięta cięciwa. Wtedy – powoli, celowo – cofnął ostrze. Brutalnym szarpnięciem postawił Wyrzutka do pionu i pchnął go w ramiona strażników Whitmore'a. – Skuć go – rozkazał Silas, głosem tnącym jak mróz. – Dostarczyć go przed trybunał Rady. Ulga przetoczyła się przez salę falą. Wilki wypuściły powietrze. Burza minęła. Ale Alfa Silas nie wyglądał na odczuwającego ulgę. Patrzył na mnie. Długo. Bez mrugnięcia. Najlżejszy cień uśmiechu przemknął przez jego usta – mroczny, niebezpieczny, nieodgadniony. – Dobrze grasz w tę grę, Freyo Thorne – powiedział cicho. – Wystarczająco dobrze, by wycelować bełt w moje serce i odejść żywa. Te słowa powinny brzmieć jak pochwała. Zamiast tego, wbiły się jak pazury pod moją skórę. Dreszcz przebiegł przeze mnie – nie strach, dokładnie. Coś zimniejszego. Nie skończył ze mną.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 7 – Niepokonana Luna | Czytaj powieści online na beletrystyka