Draken
Wszystko działo się jak we mgle, nawet dla moich wyostrzonych, wilkołaczych zmysłów.
Psy zaszarżowały, a ich dzikie oczy utknęły w Zevie jak u drapieżników namierzających ofiarę. Z ich pysków kapała piana, źrenice były nienaturalnie rozszerzone. Moje mięśnie się napięły, instynkt krzyczał, bym się ruszył – bym stanął między nimi a Zevem, bym chronił go wszystkim, co miałem.
Ale zanim zdążył














