Alexander:
– Co to znaczy, że zniknęła? – zapytałem Cartera, mojego najlepszego przyjaciela i Betę, piorunując go wzrokiem.
– Nie mogliśmy jej znaleźć w domu. Pukałem kilka razy, a gdy nie odpowiedziała, wyważyłem drzwi, ale jej tam nie było...
– Znajdźcie ją – przerwałem mu. Skinął głową i wybiegł, by wykonać mój rozkaz, wiedząc, że w tym momencie nie żartowałem.
Moja dziewczyna, Delilah, zmarszczyła brwi, widząc moje zaniepokojenie; nie wiedziała jednak, że Scarlett była moją przeznaczoną. Nie wiedziała, że odrzuciłem ją dla niej ponad miesiąc temu.
– Odeszła, dlaczego się tym denerwujesz? – zapytała, krzyżując ręce na piersi i idąc w moją stronę. Jej blond włosy i brązowe oczy napotkały moją zieleń; potrząsnąłem głową i minąłem ją bez słowa. Próbowałem wyczuć jej zapach, ale nigdzie go nie było, a wiedząc, że jest sierotą watahy i Omegą, miałem świadomość, że jej zniknięcie tylko rozwścieczy mojego ojca.
– Mówię do ciebie, Alex – powiedziała Delilah, owijając dłoń wokół mojego ramienia i zatrzymując mnie. Warknąłem ostrzegawczo, zmuszając ją do puszczenia mnie; potrząsnęła głową z pytaniem w oczach, próbując przetworzyć to, co się właśnie stało.
– Nie obchodzi mnie ona; jednak jeśli mój ojciec dowie się, że zaginęła, będę miał więcej kłopotów, niż jestem w stanie znieść. Oboje wiemy, jak bardzo mu na niej zależy, i oboje wiemy, że stanie na głowie, gdy się o tym dowie...
– Odeszła na własne życzenie. Nie możesz być za to obwiniany, Alex. – Wziąłem głęboki oddech, zmuszając się do milczenia, bo wiedziałem, że nie odeszła tylko dlatego, że chciała. Wiedziałem, że widok mnie z Delilah łamał ją bardziej, niż dawała po sobie poznać, a skoro nie mówiła o tym ani słowa, wiedziałem, że w końcu się załamie; jednak nie spodziewałem się, że odejdzie.
– Delilah, czy możesz mnie, kurwa, zostawić samego, żebym mógł pomyśleć? Na litość boską, daj mi trochę przestrzeni...
– Jestem twoją dziewczyną i nie sądzę, bym powinna pozwalać na to, żebyś martwił się o inną kobietę – warknęła Delilah, zatrzymując mnie. Westchnąłem i odwróciłem się do niej. Ująłem jej policzki w dłonie i zmusiłem, by na mnie spojrzała, po czym szybko pochyliłem się, by musnąć jej usta. Pocałunek był inny i nie w ten dobry sposób, podobnie jak inne pocałunki, którymi dzieliliśmy się od tamtej nocy.
– Moja cudowna neonata, wiesz, że ostatnią rzeczą, jakiej teraz chcę, jest to, żebyś była smutna; ale naprawdę muszę ją znaleźć, zanim wpadniemy w kłopoty z ojcem – powiedziałem, delikatnie przesuwając palcem wzdłuż jej linii szczęki. Delilah westchnęła, ale skinęła głową, pozwalając mi zrobić krok w tył bez narzekania tym razem.
Próbowałem wyłapać jej woń, wiedząc, że skoro była moją parą, odrzuconą czy nie, więź między nami wciąż była nierozerwalna, zwłaszcza że nigdy nie naznaczyłem mojej wybranej partnerki, czyli, innymi słowy, mojej dziewczyny.
– Gdzie jesteś, Scarlett? – syknąłem, chodząc po terenie watahy. Wiedziałem, że jej tu nie ma, musiałem tylko wiedzieć, którą ścieżkę obrała, by nie dać się złapać; jednak ta kobieta była na tyle sprytna, by kluczyć różnymi trasami, uniemożliwiając mi znalezienie jej. Typowa Scarlett...
– I dokąd ty w ogóle, kurwa, zmierzasz?
**************************************
– Co to znaczy, że zaginęła? – zapytał ojciec gniewnie. Wstał od krzesła przy stole jadalnym, gdy tylko weszliśmy do domu, a widząc, że nie przyszła na kolację, wiedział, że coś jest nie tak.
– To nie wina Alfy Alexandra. Opuściła watahę niezauważona... – zaczęła Delilah, by zostać uciszoną przez ojca uderzającego pięścią w stół. Alfa Mathew, mój ojciec, był człowiekiem, który nie tylko przyjął Scarlett jak córkę; wiedziałem, że miał nadzieję, iż ta dwójka zostanie partnerami. Nie wiedział, że jego życzenie się spełniło – to był sekret, który miał umrzeć razem z nami.
– Nikt nie zwracał się do ciebie, Delilah. Fakt, że siedzisz przy moim stole, nie oznacza, że masz wierzyć, iż znaczysz dla mnie cokolwiek więcej...
Wydobyłem z siebie cichy, ostrzegawczy warkot, nie chcąc, by ją obrażał, na co on zareagował cichym chichotem.
– Ta dziewczyna była twoją dobrą przyjaciółką, jak możesz być tak spokojny...?
– Szukałem jej przez cały ranek; jednak jeśli zdecydowała się odejść na własną rękę, nie uważam, że moim obowiązkiem jako jej Alfy jest jej szukanie. Tak, szukałem, podczas gdy inny Alfa wygnałby ją z watahy, czyniąc banitką, gdyby...
– Scarlett nie odeszłaby bez powodu, Alex, wszyscy o tym wiemy – przerwała mi mama. – Jakkolwiek brzmi jej powód, poznamy go, gdy wróci. Do tego czasu nie chcemy, abyś przestał jej szukać. Nie sądzę, by długo przetrwała poza watahą; jednak bez względu na to, jak długo pozostanie z dala, gdy wróci, nie wolno jej wyrzucać.
Skinąłem głową ze zrozumieniem, wiedząc, że sprzeciwianie się w czymkolwiek skończyłoby się tylko na moją niekorzyść. Wiedziałem, że przyjęli ją jak córkę po tym, jak jej rodzice poświęcili życie, by ocalić mnie i mamę. Gdyby nie to, że wyciągnęli nas z płonącego budynku, gdy byłem dzieckiem, bylibyśmy martwi. Oni zginęli, nie mogąc wyjść, podczas gdy my zostaliśmy ocaleni. Scarlett miała wtedy zaledwie kilka miesięcy i ona również została uratowana z pożaru. Jej mama podała ją mojej w ostatniej chwili, zanim ściana runęła między nami, zamykając ich w środku, podczas gdy my wyszliśmy.
Zginęli w tym budynku, uduszeni, spaleni żywcem lub przygnieceni walącymi się ścianami, a my uhonorowaliśmy ich ofiarę, przyjmując ich córkę.
– I chcę poznać powód jej odejścia, od niej samej, kiedy wróci, rozumiesz mnie, Alex?
– Tak, ojcze – powiedziałem, patrząc na Delilah, o której wiedziałem, że chce coś skomentować. Spojrzałem na nią groźnie, by tego nie robiła, po czym usiadłem obok mamy. Miejsce Scarlett było puste i chcąc skorzystać z okazji, Delilah ruszyła w jego stronę, co sprawiło, że potrząsnąłem głową na jej zachowanie. Tata uderzył w stół ostrzegawczo, zatrzymując ją; cofnęła się o krok, przypomniawszy sobie swoje miejsce.
– Delilah, dziecko, daję ci to ostatnie ostrzeżenie i nie obchodzi mnie, czy tobie, czy twojemu partnerowi się to podoba... – powiedział tata, wbijając w nią wzrok. – Jesteś outsiderką, nie pochodzisz z tej watahy. Sugerowałbym, byś pamiętała o pilnowaniu, kurwa, swoich granic ze mną. Nie jesteś Luną tej watahy, bez względu na to, że mój syn jest Alfą; zatem jeśli przyłapię cię na przekraczaniu granic z członkami stada, stanę ci na drodze, czy to jasne?
















