Żal Alfy: Jego Odrzucona Luna

Żal Alfy: Jego Odrzucona Luna

Autor: Vivian_G

Rozdział 5
Autor: Vivian_G
9 lut 2026
Scarlett: – Szlag... – syknęłam, chwytając się mocno za brzuch, gdy moje dziecko kopnęło. Zacisnęłam dłoń na klamce, próbując uspokoić oddech i przetworzyć ból, który nagle poczułam. Dzisiaj moje ukochane maleństwo było bardziej niż zdeterminowane, by dać o sobie znać. Kopnięcia stawały się intensywniejsze z każdą minutą i nie trzeba dodawać, że nie miałam siły, by próbować się zrelaksować. Termin porodu przypadał za kilka tygodni, a ostatnią rzeczą, jakiej potrzebowałam, było opuszczenie pracy lub pominięcie jedynej rzeczy, która zapewni nam przetrwanie po urodzeniu dziecka, przynajmniej dopóki nie wrócę do pracy. Potrząsnęłam głową i biorąc głęboki oddech, zmusiłam się do otwarcia drzwi i wyjścia z mieszkania. Szłam do pracy, upewniając się, że niczego nie zapomniałam z domu, a przez „niczego” rozumiałam małą torbę z ubraniami, gdyby zdarzył się jakiś wypadek, i coś do jedzenia, jeśli nie chciałam jeść resztek. Kawiarnia znajdowała się kilka przecznic od mieszkania, za co byłam wdzięczna, bo niezależnie od tego, że nie potrzebowałam taksówki, wiedziałam, że i tak nie byłoby mnie na nią stać, zwłaszcza gdyby moja praca była dalej niż kilka bloków stąd. Serce mi się ścisnęło, a moja wilczyca stała się czujniejsza, gdy uderzyło kolejne kopnięcie. Moje oczy rozszerzyły się ze zdziwienia i dostrzegając GO, poczułam, jak całe moje ciało zamiera. Serce łomotało o żebra i mimo bólu brzucha, wydawało mi się, że byłam rozkojarzona, zbyt rozkojarzona, by nadążyć za tym, co się działo. Jego oczy spotkały moje i przez sekundę mogłabym przysiąc, że zmarszczył brwi w konsternacji, prawdopodobnie nie rozpoznając moich rysów tak łatwo jak dawniej lub dostrzegając, jak bardzo się zmieniłam. W ciągu ostatnich trzech miesięcy straciłam na wadze tak bardzo, że moja niegdyś piękna twarz stała się blada. Pod oczami miałam cienie, coś, czego nigdy wcześniej nie było, a wynikało to z wyczerpania, z którym się zmagałam. Bycie w ciąży, studiowanie i praca nie okazały się tak łatwe, jak myślałam. Alfa Alexander, miłość mojego życia i moje pierwsze złamane serce, zrobił krok w moją stronę i wtedy poczułam, jak dolna połowa ciała odmawia mi posłuszeństwa. Krzyk bólu wyrwał mi się z ust, zanim zdążyłam go powstrzymać; spojrzałam w dół na swoje stopy i serce podeszło mi do gardła, gdy zobaczyłam czerwień. Krew. To była MOJA krew. – Scarlett...? – Moje dziecko – powiedziałam, kładąc dłoń na brzuchu, a wzrok mi się zamazał. Oczy wywróciły mi się do tyłu i mgliście słyszałam, jak Alexander woła o pomoc, zanim poczułam, jak jego ramiona oplatają mnie. Serce mi waliło, a wilczyca skomlała, ale nie mogło mnie to mniej obchodzić. Czułam, jak moje serce słabnie, a ciało drętwieje. – Trzymaj się, Scarlett, pomoc jest w drodze – usłyszałam głos Alexandra, gdy mnie podnosił. – Musisz tylko wytrzymać... *************************************** Moje oczy otworzyły się, mrugając, w znajomym pokoju. W moim pokoju. Całe ciało mnie bolało, a dźwięk monitora pracy serca przyprawiał mnie tylko o ból głowy. Po kilku sekundach, gdy dotarło do mnie, co się dzieje, usiadłam tak gwałtownie, że w głowie mi zadudniło. – Moje dziecko? – zapytałam, patrząc w dół na brzuch, przypominając sobie krew i to, co stało się na ulicy. Dwie dłonie spoczęły na moich ramionach, delikatnie popychając mnie w dół; spojrzałam w górę, by zobaczyć, czyje to ręce, i serce zabiło mi mocniej w piersi, gdy zobaczyłam, że to Alexander. – Twoje dziecko śpi w kołysce – powiedział, nie pozwalając mi wstać. – Dziecko? – Urodziłaś, a dokładniej pielęgniarki pomogły ci urodzić piękną, małą dziewczynkę – powiedział, a jego głos złagodniał. – Jej ciało jest nieco słabe z powodu twojego złego stanu zdrowia, ale za kilka dni powinna dojść do siebie. Umieścili ją w sali z inkubatorem, którą dla niej przygotowaliśmy. Leży w kołysce, którą jej sprawiliśmy, nie musisz się teraz o nią martwić, jest w bezpiecznych rękach. – Jak...? – Jak co, Scarlett? – zapytał Alexander, przerywając mi. Jego irytacja była wyraźna w głosie i mimo bólu, jaki czułam w klatce piersiowej, walczyłam, by zachować spokój i nie pokazać mu, że jego słowa, postawa, a nawet obecność mają na mnie wpływ. Miały, ale to była ostatnia rzecz, o jakiej chciałam, by wiedział. – Jak mnie znalazłeś? – zapytałam, obserwując, jak cofa się o krok. – Kiedy będę mogła ją zobaczyć... – Masz wielkie szczęście, że znalazłem cię wtedy, kiedy znalazłem. Umarłabyś, gdyby to „człowiek” cię znalazł i zabrał do ich szpitala. Dlaczego, do cholery, zdecydowałaś się odejść, będąc w ciąży, Scarlett? – zapytał, wbijając we mnie wzrok. – Czy zdajesz sobie sprawę, jak martwili się moi rodzice? I w dodatku, kurwa, w ciąży... – Kazałbyś mi zabić to dziecko... – Znalazłbym ojca dziecka i upewnił się, że zaopiekuje się wami obiema, dlaczego, do kurwy nędzy, miałbym prosić cię o zabicie własnego dziecka? – zapytał, piorunując mnie wzrokiem. Serce zabolało mnie na jego słowa; potrząsnęłam głową i odpowiedziałam mu równie wrogim spojrzeniem. – To dziecko jest twoje – warknęłam na niego. – Ale tak jak zdecydowałeś się mnie przelecieć, by zadowolić swojego wilka, prosząc, bym siedziała cicho, tak samo kazałbyś mi dokonać aborcji, by upewnić się, że TWOJE życie nie legnie w gruzach. – Co? – zapytał Alexander, marszcząc brwi w niezrozumieniu. – Co masz na myśli mówiąc, że dziecko jest moje...? – Dziecko pieprzonej więzi krwi, tym właśnie jest... – Nie możesz być... – Co masz, kurwa, na myśli, mówiąc o dziecku z więzi? – Głos Alfy Mathewa przerwał naszą rozmowę. Alexander i ja zamarliśmy; odwracając się w stronę drzwi, Alexander otworzył szeroko oczy, widząc swoją dziewczynę, Lunę Delilah, stojącą w progu z szeroko otwartymi oczami. Jego rodzice, Luna Katlyn i Alfa Mathew, wydawali się bardziej zaskoczeni niż źli; jednak Delilah była nie tylko wściekła. Ta kobieta pałała żądzą mordu... – Zdradziłeś mnie z... – wskazała na mnie palcem, jakbym była jakimś wirusem, którego niczego bardziej nie pragnęła, jak tylko się pozbyć. Jej dobór słów zaskoczył mnie, bo wiedziałam, że tylko tak mnie postrzegała. – Z TYM CZYMŚ?

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 5 – Żal Alfy: Jego Odrzucona Luna | Czytaj powieści online na beletrystyka