Scarlett:
Położyłam dłoń na brzuchu, idąc ulicami w stronę wynajmowanego mieszkania po zakończeniu mojej ostatniej zmiany tego dnia.
– Nie martw się, kochanie, mamusia zapewni ci bezpieczeństwo – powiedziałam, mówiąc do mojego dziecka. Zabijało mnie przyznanie tego przed samą sobą, ale świadomość, że Alexander nie wiedział, iż zostanie ojcem, sprawiała, że czułam się nieco winna. Ale znałam też konsekwencje powiedzenia mu o tym i wiedziałam, że ich nie udźwignę.
Dziecko z pary, którą zmuszona byłam ukrywać w strachu przed nakazem aborcji.
Nie chciałam tego i byłam zdeterminowana chronić moje dziecko, nawet za cenę życia. A skoro ten mężczyzna groził mi, by nie wyszło na jaw, że zdradził swoją „dziewczynę”, by spać ze mną i zaspokoić swój seksualny głód, to nie zawahałby się kazać mi pozbyć się dziecka w obawie przed reakcją wszystkich.
Pracując przez miesiąc, zanim opuściłam watahę, i teraz dwa miesiące z dala od niej, wiedziałam, że mogę utrzymać siebie i moje dziecko, choćby skromnie, skoro nie dostawałam już żadnego kieszonkowego od Alfy Mathewa. Ten człowiek dał mi więcej niż dość i byłam wdzięczna, że udało mi się zaoszczędzić większość pieniędzy, które dawał mi przez lata, kiedy to początkowo planowałam kupić sobie samochód. Ale ciąża zmieniła moje plany, nie żeby mi to przeszkadzało. Przynajmniej wiedziałam, że nie będę sama; teoretycznie zakładałam własną rodzinę, coś, czego zostałam pozbawiona.
Nikt nie wiedział o mojej pracy; wszyscy myśleli, że uczę się do egzaminów uniwersyteckich lub robię projekty. Uczyłam się, gdy wszyscy zasypiali, ale w ciągu dnia dzieliłam czas między zajęcia, które przeniosłam na tryb online, a pracę, by zarobić na życie dla siebie i dziecka.
Weszłam do jednego ze sklepów spożywczych po drodze, kupując sobie coś do jedzenia: bochenek chleba, kilka butelek wody, a dwa słoiki masła orzechowego i dżemu powinny wystarczyć mi przynajmniej na kilka dni. Im mniej wydawałam na siebie, tym więcej mogłam zaoszczędzić na potrzeby dziecka, a będąc wilkołakiem, wiedziałam, że i tak nie mam zbyt wiele czasu.
Na szczęście, gdy zaczęłam pracować, brzuch był już widoczny, a inni mogli jedynie zakładać, że jestem w szóstym miesiącu. W stadzie ukrywałam brzuch pod dżinsami typu „mom jeans”, które kupiłam jakiś czas temu, i luźnymi koszulami, do których noszenia byli przyzwyczajeni. Dlatego też, na szczęście, gdy dołączałam do nich głównie na kolację – bo większość dnia spędzałam poza stadem lub w swoim domu – i gdy nadeszła pierwsza pełnia, upewniłam się, że udałam, iż idę na przemianę z „przyjaciółmi” (których tak naprawdę nie miałam) poza tereny watahy. Alexander nie dbał o to zbytnio, a skoro tak było, jego ojciec mnie nie wypytywał. Ostatecznie, gdy przyszło co do czego, nikt niczego nie podejrzewał.
– To będzie pięć dolarów, proszę pani – powiedziała kasjerka, patrząc na rzeczy, które kupiłam. Spojrzała na mój brzuch i uśmiechnęła się, podając mi kolejny bochenek chleba oraz butelkę mleka. – To od firmy, życzę szczęśliwego rozwiązania, proszę pani.
– Dziękuję bardzo – powiedziałam, kładąc dłoń na brzuchu.
– Nie ma za co – odparła, kiwając mi głową.
Uśmiechnęłam się i zapłaciłam kobiecie, po czym spakowałam swoje rzeczy do torby i ruszyłam z powrotem do mieszkania. Byłam głodna, wiedziałam o tym; schudłam przez te kilka miesięcy życia w samotności i zdawałam sobie sprawę, że to z powodu jedzenia zaledwie tyle, by upewnić się, że moje dziecko nie umrze, albo że ja nie umrę z głodu. Moja dieta składała się głównie z chleba i czegokolwiek, czym mogłam go posmarować, albo resztek z restauracji. Nie przeszkadzało mi to, syciło mnie wspaniale, a na tym etapie nie miałam lepszej opcji.
Weszłam do mieszkania, upewniając się, że zamknęłam za sobą drzwi, po czym usiadłam na podłodze na środku czegoś, co miało być salonem. Uśmiechnęłam się, kładąc dłoń na brzuchu, po czym zrobiłam sobie kanapkę i zjadłam ją.
Wzięłam kilka łyków wody, zanim wstałam i schowałam rzeczy do małej lodówki, którą miałam w salonie – coś, co kupiłam za pierwszą prawdziwą wypłatę po przeprowadzce tutaj, wiedząc, że będę potrzebowała przynajmniej tego do przechowywania żywności.
Moje dziecko poruszyło się wewnątrz mnie, a czując kopnięcie, nie mogłam powstrzymać chichotu, mimo że było nieco mocniejsze niż zazwyczaj.
– Wiem, że jesteś głodny, ale na razie musimy zadowolić się taką ilością. Wiesz, że mamusi nie stać na kupowanie jedzenia codziennie, musimy mieć jeszcze pieniądze, gdy już tu będziesz – powiedziałam, przesuwając dłonią po brzuchu i masując go delikatnie. – Obiecuję, że obsypię cię miłością, której mnie pozbawiono. Obiecuję chronić cię przed każdym, kto spróbuje cię skrzywdzić.
Wstałam z podłogi i poszłam do sypialni, zapalając światło, po czym odświeżyłam łóżko. Moja lampka nocna przy wezgłowiu była odłączona; podłączyłam ją, włączyłam, a następnie zgasiłam główne światło, nadając pomieszczeniu przyćmiony nastrój.
Uśmiechając się do siebie, rozebrałam się, wiedząc, że rano będę musiała uprać ubrania przed wyjściem do pracy. Ale teraz musiałam wystarczająco odpocząć, zanim wstanę wcześnie, by uczyć się do egzaminów końcowych. Na szczęście miały odbyć się online, ale bardziej martwiłam się koniecznością udania się na uniwersytet, by spotkać się z profesorami, gdyby zaszła taka potrzeba. Na razie nie było takiej konieczności, ale gdyby to się kiedykolwiek stało, i ktoś ze stada byłby w pobliżu – czy to szukając mnie (w co wątpiłam), czy faktycznie uczęszczając na zajęcia – istniało ryzyko. To drugie uważałam za niemożliwe, ponieważ upewnili się, że dostałam się do szkoły, której nikt z nich nie chciał.
Niezależnie od miłości poprzedniego Alfy i Luny do mnie, wciąż byłam jedną z najniżej postawionych w stadzie. Zwłaszcza po utracie rodziców.
Większość z nich nie pamiętała poświęcenia, jakiego dokonali moi rodzice, by ocalić naszą Lunę i obecnego Alfę. Gdyby nie ich ofiara, może miałabym swoją rodzinę, ale stado nie miałoby Luny, dziedzica i Alfy, który zachował zmysły.
Kręcąc głową na własne myśli, włożyłam wygodną piżamę i parę skarpetek, by ogrzać stopy. Moja wilczyca również słabła i mimo że jej ciało było cieplejsze niż normalnego człowieka, wciąż nie zapewniało mi wystarczającego ciepła, by utrzymać odpowiedni poziom energii i tracić mniej kalorii, co mogłoby skończyć się śmiercią głodową dla nas obu.
– Dobranoc, maleństwo, proszę, spróbuj pozwolić mamusi trochę pospać. Oboje musimy odpocząć, by móc funkcjonować jutro – powiedziałam, delikatnie masując brzuch. Dziecko kopnęło i nie mogłam powstrzymać śmiechu, który wyrwał mi się z ust; to uczucie było jednym z najlepszych, jakich doświadczałam, mimo bólu, który po nim następował. To był dobry ból, musiałam przyznać, ale wciąż ból.
– Ja ciebie też kocham, kochanie.
















