Z perspektywy Lyry.
Nie mogłam przestać płakać, gdy wreszcie przekroczyliśmy granicę ich rozległego terytorium. Gorące, gęste łzy żłobiły ścieżki w brudzie i zaschniętej krwi na moich posiniaczonych policzkach. Każdy krok przypominał stąpanie po rozbitym szkle, moje bose stopy były zdrętwiałe i krwawiły, ale fizyczny ból był niczym w porównaniu z duszącym przerażeniem ściskającym moje gardło. Mój
















