Z perspektywy Lyry
Przytłaczający chłód betonowej podłogi przesiąkał prosto przez podeszwy moich zrujnowanych butów, pełznąc w górę nóg, by osiąść głęboko w moich kościach. Mocniej ścisnęłam drżące palce obcej dziewczyny, a moje kciuki wodziły po zaschniętej krwi i brudzie zaklejonym w jej knykciach. Siedziałyśmy ramię w ramię na grudkowatym, poplamionym materacu w głuchej ciszy Pokoju 56.
Nie t
















