Perspektywa Sheili
Moje oczy przeszywały na wskroś duszę Lorenza, którego głębokie, magentowe tęczówki płonęły jasno. Słyszałam jego głos mruczący inkantacje w języku, którego nigdy wcześniej nie słyszałam. Mruczał spójnie, a jego łagodny głos wnikał w moje uszy, najeżdżał mój umysł i odbijał się echem w ścianach mojej duszy.
Jęknęłam z bólu. To bolało, cholernie bolało. To było tak, jakby ostro z
















