logo

beletrystyka

Klątwa Alfy

Klątwa Alfy

Autor: Aeliana Thorne

Rozdział 2
Autor: Aeliana Thorne
29 gru 2025
Punkt widzenia Sheili Trzęsłam się gwałtownie. Mój strach i dezorientacja były wyryte na mojej twarzy. Rozejrzałam się po otaczających mnie wojownikach, a moje przerażone oczy napotkały wzrok mojego partnera. Jego kamienny wyraz twarzy osłabiał mnie jeszcze bardziej. Na rozkaz Killiana zostałam brutalnie chwycona za oba ramiona przez wojowników. Moje złamane spojrzenie nie chciało oderwać się od Killiana. – Co to ma znaczyć? – Mój głos wyszedł jako szept, całkowicie zdradzając moje emocje. – Jestem twoją przeznaczoną. – Słowa opuściły moje usta i patrzyłam, jak roztrzaskują się przed lodowatym spojrzeniem Killiana. Ale on zdawał się tym nie przejmować. To nie miało dla niego znaczenia. – To cię nauczy, jak dokładnie należy się zachowywać w mojej watasze. – Zmierzył mnie lodowatym wzrokiem. – Zabierzcie ją! – Jego zimne słowa przeszyły mnie głęboko, tam gdzie bolało najbardziej, podczas gdy on obejmował drugą kobietę, swoją kochankę. Zostałam zaciągnięta do zamku, wzdłuż korytarzy, i wrzucona do ciemnego lochu, a drewniane drzwi zatrzasnęły się za mną. Upadłam na szorstką, zimną podłogę, otoczona ciemnością. Zastygła w miejscu, wciąż nie mogłam otrząsnąć się po tamtej chwili, po lodowatym spojrzeniu mojego partnera. Jego nienawiści i gniewu do mnie nie dało się ukryć. Nie wiedziałam, kiedy w moich oczach zebrały się łzy, tocząc się bezwiednie po policzkach. Nienawidził mnie! Mój własny partner mnie nienawidził! Ukryłam twarz w dłoniach, szlochając rzewnie. Ostatni raz czułam się tak zraniona i załamana, ze łzami w oczach, gdy miałam zaledwie dwanaście lat i byłam torturowana przez ojca za rozmowę ze służbą. Byłam torturowana o wiele gorzej niż to, ale nawet tamto nie bolało tak bardzo. Zwinęłam się pod zimną ścianą, wypłakując oczy w ciemności. Nie miałam pojęcia, kiedy zasnęłam w mroku. Obudziła mnie ogłuszająca cisza, która odbijała się echem od ścian. Nie było sposobu, by dowiedzieć się, jak długo tu byłam. Było zimno, a to, na czym siedziałam, sprawiało, że bolało mnie całe ciało. Podłoga była twarda i wilgotna. Zimne powietrze wokół mnie sprawiało, że drżałam. Wszystko, co mogłam robić, to czekać w ciemności przez długi czas. W tym samym momencie duże drewniane drzwi głośno skrzypnęły, a bardzo silny blask oświetlił to miejsce. Musiałam podnieść rękę, by chronić oczy przed światłem, a kiedy przyzwyczaiłam się do otoczenia, spojrzałam w górę i zobaczyłam Killiana. Oddech uwiązł mi w gardle. Jego wysoka i dominująca postać zbliżyła się do mnie, gdy zmusiłam nogi, by wstać. Miał tak imponujący wzrost, że musiałam zadzierać głowę. Patrzył na mnie z góry z przebłyskami surowych emocji, które rozpoznałam jako nienawiść i wstręt. Ścisnęłam jedwabny materiał mojej sukni, powstrzymując chęć płaczu. – Ustalmy jedną rzecz. Mam w życiu tylko jedną kobietę i jest nią Thea, nikt inny. – Jego głos był bardziej brutalny niż najgroźniejszy zimowy wiatr i ostrzejszy niż jakikolwiek miecz wbity w moją pierś. – Nic dla mnie nie znaczysz, Sheilo Callaso. Absolutnie nic! – Upewnił się, by wyartykułować każde słowo, które odbijało się echem w mojej głowie, mordując mnie. – Mam kilka zasad dotyczących tego, jak prowadzę moją watahę. Wszyscy muszą ich przestrzegać, ty również. Jeśli będziesz przestrzegać tych zasad, twój pobyt w mojej watasze będzie znośny, wygodny i wystarczająco możliwy do życia. – Jego głos był tak głęboki i gładki, z lekkim akcentem. Mogłabym słuchać go cały dzień, mimo że brzmiał tak bezlitośnie zimno. Nie odezwałam się. Nie mogłam ufać własnemu głosowi, że mnie nie zdradzi. Zamiast tego słuchałam go jak posłuszny mały wilczek. – Po pierwsze – zaczął – odzywasz się tylko wtedy, gdy cię o to poproszą. – Po drugie, nie wolno ci wychodzić z komnaty bez mojego pozwolenia. – Po trzecie, do mojego gabinetu możesz wchodzić tylko na wezwanie i nigdy, przenigdy nie wolno ci wchodzić do moich prywatnych komnat. – Po czwarte, nie wolno ci też opuszczać zamku bez mojego pozwolenia. – I wreszcie, trzymaj się z dala od Thei. To ostrzeżenie, Sheilo. – Wycedził to z taką nienawiścią, że aż wzdrygnęłam się od jej intensywności. – Złamanie tych zasad przyniesie ci tylko bolesną karę – zakończył bez emocji. Mogłam tylko patrzeć z całkowitym niedowierzaniem na jego słowa. Bez wahania odwrócił się do mnie plecami, kierując się do drzwi. – D-dlaczego? – zapytałam bez tchu, w bólu i łzach. – Dlaczego, Killianie? Jestem twoją przeznaczoną. – Nieważne, jak mocno o tym myślałam, nie potrafiłam znaleźć wiarygodnego powodu, dla którego tak bardzo mną gardził. Przestał się ruszać na minutę i odwrócił twarzą do mnie. W mgnieniu oka Killian znalazł się przede mną, jego duża dłoń na mnie, ale nie w taki sposób, w jaki bym chciała. Jego mocny uścisk zacisnął się na mojej szyi, przygważdżając moje plecy do bezlitosnej ściany. – K-Killian? – wykrztusiłam, nie mogąc oddychać, podczas gdy moje dłonie opadły na jego ręce. – Ostrzegałem cię, dla ciebie jestem Alfą. – Jego uścisk się zacieśnił, a ja łapałam powietrze. – Proszę... sprawiasz mi ból – ledwo słyszałam swój głos, wpatrując się w jego oczy, które żarzyły się pasmem jasnej żółci, czy też złota. Ale on nie puszczał. Moje dłonie uczepiły się go mocno, błagalnie. Czułam mrowiące iskry, które wybuchały przy samym kontakcie. – Proszę, Alfo – szepnęłam, a łza stoczyła się z moich oczu. Niechętnie puścił, upuszczając mnie na podłogę. Chwyciłam się za szyję, łykając tyle powietrza, ile mogłam, we łzach. – Spędzisz tu resztę nocy, odbywając karę. – Patrzył na mnie z góry, jakbym absolutnie nic nie znaczyła. Rzucając mi ostatnie spojrzenie, Killian wypadł z lochu, zostawiając mnie znów samą w ciemnej i zimnej przestrzeni. Zwinęłam się na podłodze, roniąc łzy. Po pewnym czasie drewniane drzwi skrzypnęły, otwierając się, i do środka wrzucono talerz z jedzeniem. Zjadłam, czekając w ciszy. To były najgorsze godziny mojego życia, zamknięcie przez własnego partnera. Spałam przez jakiś czas, chociaż moje ciało wydawało się bardzo żywe przez cały ten czas. Był to sen pełen moich zwykłych koszmarów, które sprawiały, że budziłam się przerażona. Drewniane drzwi otworzyły się ponownie, wpuszczając do pomieszczenia promień słońca, któremu towarzyszyła znajoma twarz. Młoda kobieta, którą spotkałam przed zamkiem. – Witaj, pamiętasz mnie? Jestem... – Brielle – powiedziałam, przypominając sobie jej imię. Posłała mi mały uśmiech. – Alfa poprosił mnie, żebym zaprowadziła cię do twojej komnaty. Wstałam na nogi, cicho, nie mówiąc ani słowa. Brielle wyprowadziła mnie z lochu. W końcu zostałam odprowadzona do czegoś, co wyglądało na moją własną komnatę. Brielle zamknęła drzwi, patrząc na mnie z namysłem. – Och, pani, dlaczego wdałaś się w kłótnię z Theą? Czy Alfa ci nie powiedział? – O swojej kochance? Nie. – Potrząsnęłam głową, zgodnie z prawdą. Posłała mi litościwe spojrzenie. – Cóż, tak to wygląda. Thea jest jakby ulubioną osobą Alfy w Zamku. Poczułam ból w klatce piersiowej. – Przepraszam. Nie powinnam była tego mówić. Chciałam tylko, żebyś wiedziała, że bardzo mu na niej zależy. Ledwo mogłam wydusić słowo. – Przygotuję ci ciepłą kąpiel, pani, a potem wyślę kogoś, żeby przyniósł ci jedzenie. Tymczasem, jeśli będziesz czegoś potrzebować, po prostu daj mi znać, pani. – Pospieszyła obok mnie, ale zatrzymałam ją, chwytając za rękę. – Dziękuję. I proszę, mów mi Sheila. Uśmiechnęła się. – Dobrze, Sheilo. Poszła do łazienki i po kilku minutach wyszła. Miała już coś powiedzieć, gdy rozległo się pukanie do drzwi. Do środka weszła młoda dama. Wyglądała na młodszą ode mnie, z czarnymi włosami, które idealnie okalały jej twarz w kształcie serca. – Ach, to jest Riannon, będzie ci służyć – poinformowała mnie Brielle. Młoda dziewczyna uśmiechnęła się, kłaniając się z szacunkiem. – Do usług, pani. – Proszę, mów mi po prostu Sheila – powiedziałam, czując się niekomfortowo z formalnościami. Uśmiechnęła się, zerkając na Brielle. – Jeśli to w porządku, moja pa... – przerwała. – Sheilo. – A ja będę cię nazywać Ria. – Swoją drogą, Starszyzna tu jest – powiedziała Ria w pośpiechu, zwracając się do Brielle. Starszyzna? W sensie Rada Starszych? Każdy Alfa na Północy był częścią Rady, w tym Alfa Watahy Północnego Półksiężyca, Killian, mój partner. Rada była kręgiem składającym się z kilku nadprzyrodzonych gatunków, z których każdy miał swojego przedstawiciela w Radzie. Wilcza Starszyzna to najstarsze wilki, reprezentujące nasz gatunek w Radzie. Spojrzałam na Brielle, której przerażone oczy napotkały moje, a potem na Rię. Dlaczego Rada Starszych tu jest?

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 2 – Klątwa Alfy | Czytaj powieści online na beletrystyka